04.11.18, 09:10

Czy Bóg smaga niewierną Europę biczem islamskiej inwazji? Ks. prof. Robert Skrzypczak dla Frondy

Portal Fronda.pl: Ojciec Święty Franciszek przekonuje, że dokonuje się arabska inwazja na Europę. To zresztą, jak podkreśla, nic nowego. Ma rację?


Ks. prof. Robert Skrzypczak: Europa była zawsze apetycznym kąskiem dla Arabów. Arabowie czują się upokorzeni przez Europejczyków. To Arabowie dostarczyli nam podstawy arytmetyki, dotarły też do nas ich tłumaczenia niektórych dzieł starożytnych Greków. Przekazali też nieco zdobyczy medycyny. Zostali jednak wkrótce zdominowani przez szybko rozwijającą się cywilizację zachodnią. Utracili tereny, które podbili w Europie, w Hiszpanii i na Bałkanach. Za każdym razem, kiedy ogniem i mieczem próbowali zawłaszczyć Europę, Europejczycy jednoczyli się wokół papieża. W ten sposób Europa odpierała arabskich najeźdźców nie tylko orężem, ale także modlitwą, pewną jednością duchową. Tak było pod Poitiers, pod Lepanto, pod Wiedniem.

Mamy dzisiaj do czynienia z kolejną próbą podboju Europy. Nie jest to tym razem podbój militarny. Na tym poziomie Arabowie nie mieliby szans, prowadzą więc podbój demograficzny i kulturowy. Wchodzą w obszary pustki duchowej i kulturowego zagubienia Europejczyków. Inwazja na Europę dokonuje się także z winy samych Europejczyków, którzy z jednej strony otwierają przed młodymi i żądnymi nowych terytoriów Arabów, a z drugiej ustępują im miejsca pod względem kulturowo-religijnym. Podczas gdy islam przeżywa renesans, to Arabowie odkrywają w Europie podstarzałych, zniechęconych chrześcijan, często apostatów. Ludzi wykorzenionych, opuszczających kościoły, klasztory i seminaria. Podbój hybrydowy, bardziej podskórny, ma wielką siłę.

Michel Houellebecq wieścił w swojej powieści Uległość, że dojdzie do zgody środowisk liberalnych i lewicowych na zaakceptowanie panowania islamu, pod warunkiem, że niewiele zmieni to w dotychczasowym konsumistycznym stylu życia. Zastanawiam się tylko, czy gdyby doszło dziś do eskalacji siły ze strony muzułmanów i do realnego zagrożenia Europy podbojem, to bylibyśmy zdolni zjednoczyć się i bronić swojej tożsamości i terytoriów? Gdyby nawet Europejczycy chcieli to zrobić, to wokół kogo mogliby się zjednoczyć? Jeśli nie papież, kto miałby przywracać Europie morale? Angela Merkel? A może komisarze Unii Europejskiej? Widzę to w mrocznych barwach.

Można uznać przy tym, że inwazja Arabów na Europę stanowi analogię do inwazji Chaldejczyków na Ziemię Świętą w czasach proroków. Pan Bóg dopuścił, by Izraelitów ciemiężyły obce ludy. Miały być rodzajem bicza Bożego, wywołując przebudzenie Izraela. Izraelici atakowani przez silnego wroga z zewnątrz powracali do Pana Boga, do 10 przykazań. Jeśli można pokusić się o taką biblijną analogię, to byłby to jedyny pozytywny czynnik, który można byłoby dostrzec odczytując fakty.

 

Ojciec Święty mówił też o potrzebnie takich ludzi, jak Konrad Adenauer, którzy chcieliby budować jedność Europy na fundamencie wyraźnie chrześcijańskim. Powiedział przy tym, że wyłącznie Europa ma powołanie do uniwersalizmu oraz do służby. Co jest wyjątkowego w Europie?

Ewangelizacja Europy doprowadziła do pewnej syntezy myśli greckiej i rzymskiego poczucia prawa. Nadejście Dobrej Nowiny o Zmartwychwstaniu Chrystusa pozwoliło Kościołowi na Zachodzie wypracować uniwersalistyczne pojęcia: człowieka, osoby, wolności, solidarności, komunii, rodziny, rozumienie wspólnoty społecznej i tak dalej. Ten uniwersalizm duchowych wartości daje szansę na odczytanie braterstwa między ludźmi. Cywilizacja europejska niosła go poprzez misjonarzy. Zmieniała kultury partykularne, które ograniczały się do ciasnego obszaru semantycznego.

Słowa papieża cieszą. Franciszek odwołuje się do wielkiego bogactwa wniesionego przez cywilizację chrześcijańskiej Europy. Korzenie tej cywilizacji leżą w poznaniu Boga jako Trójcy Świętej, a więc Boga żywego, dynamicznego i działającego, będącego w nieustannej misji. Najwyższy czas, by Kościół i społeczeństwo Europy otrząsnęły się z otępienia wywołanego dobrobytem, egoizmem i nastawieniem na konsumpcję. Czas powrócić do prawdziwych korzeni: misyjności, hojności, dzieleniem się zdobyczami człowieka, który poznał Boga i dzięki Bogu poznał też siebie.

 

Papież podkreślał, że dzięki kolonializmowi cały świat poznał Ewangelię. Europa jednak, jak przestrzegł, może stać się pustym miejscem. Kto zajmie wtedy jej miejsce?

Toczy się dziś bój o duszę ludzką. Z jednej strony mam najbardziej rozpowszechnioną na świecie religię, chrześcijaństwo. Z drugiej islam, który przechodzi przebudzenie i szybko się rozwija, a którego wierni są gorliwi i przekonani do swojej doktryny i moralności. Mamy duży kłopot z totalistyczną i militarną przesadą w islamie. Trzeba też pamiętać, że ponowne zainteresowanie przechodzi buddyzm oraz hinduizm; hinduizm zwłaszcza, bo Indie to najszybciej rozwijający się demograficznie kraj świata. Prognozuje się, że do roku 2040 Indie przegonią pod tym względem Chiny.

Chrystus zapewnił nas, że Kościół będzie trwał na wieki. Istnieje on także w wymiarze Zmartwychwstania. Nie przemogą go bramy piekielne. Na pewnym terenie Kościół może jednak zaniknąć. W Europie Zachodniej dokonuje się jego uwiąd. Jeszcze w połowie XX wieku takie kraje jak Holandia czy Belgia dostarczały ogrom misjonarzy, dzisiaj stoją w obliczu opustoszałych i wyprzedawanych kościołów. Kościół żyje lepiej w Europie Wschodniej, a więc tam, gdzie ludzie doświadczyli prześladowania przez system komunistyczny. Tam, gdzie dominują antychrześcijańskie „wartości”, jak kult bogactwa czy uwielbienie ludzkich zdobyczy, tam ludzie odwracają się od Kościoła. Wielu Europejczyków przeżywa swoje życie w oderwaniu od Boga. To ma swoje konsekwencje.

W dawnych wiekach zanikały wielkie chrześcijańskie tereny, jak obecna Turcja i Afryka Północna. Chrześcijanie są tam dziś prześladowaną mniejszością. Dzisiaj Kościół zanika w Europie Zachodniej. Jednocześnie wzmacnia się Kościół w Azji i w Afryce. Symbolem tego był ostatni konsystorz. Podczas gdy wielu kardynałów z Europy narzekało na nim na sekularyzację i zagubienie postnowoczesnego człowieka, to kardynałowie z krajów azjatyckich i afrykańskich protestowali. Nie chcieli dać sobie narzucić wizji chrześcijaństwa depresyjnego, wiotkiego, pogrążonego w kryzysie. Oni mają inne problemy: Problem nadmiaru ludzi zainteresowanych przygotowaniem do chrztu i głoszeniem Ewangelii. Być może Kościół na naszych oczach zniknie na jednym terytorium, by odrodzić się gdzie indziej.

W 1995 roku Jan Paweł II wydał encyklikę Ut unum sint o jedności chrześcijan. Postawił tezę, że osiągnięcie tej jedności utrudnia temat prymatu Piotra. Papież wskazał, że o ile sam prymat jest poza dyskusją, bo pochodzi od naszego Pana Jezusa Chrystusa, to dyskusyjny jest już sposób jego urzeczywistniania. Na przykład to, gdzie ma przebywać papież. Może trzeba przenieść Stolicę Apostolską z zeświecczonej Europy do Meksyku, Ameryki Południowej lub na Filipiny, gdzie wiara w Jezusa Chrystusa przeżywa odrodzenie?

Przemija być może postać Kościoła. Kościół nie kończy się, ale zmienia się styl jego życia. Mówili o tym tacy teologowie jak Dietrich Bonhoeffer, Paul Tillich, Karl Barth czy tacy myśliciele jak Włodzimierz Sołowjow. Wyobrażali sobie, że Kościół będący Mistycznym Ciałem Chrystusa, pod wpływem różnym wydarzeń i przemian, będzie wyglądał inaczej na poziomie dyscyplinarnym czy strukturalnym. Józef Ratzinger jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary w swoich dywagacjach teologicznych w pewnym sensie prorokował przyszłość chrześcijaństwa w Europie i w świecie. Mówił, że Kościół w wielu miejscach będzie musiał zrezygnować z dotychczasowych form istnienia na rzecz małych wspólnot. Wieścił nawet, że Kościół jest zmuszony do zrezygnowania z wielu przywilejów i z postaci masowej, tracąc ilościowo, ale zyskując na jakości. Ratzinger mówił, że Kościół wróci, być może, do epoki katakumb, żyjąc w małych rozproszonych wspólnotach. Świadectwo chrześcijańskie odzyska zarazem moc atrakcyjną, moc przyciągania.

III 2016