Coraz więcej samobójstw? "Żywa relacja z Bogiem może pomóc w przeżywaniu kryzysów" - zdjęcie
19.09.13, 13:12Ks. Dariusz Kowalczyk (fot. archiwum fronda.pl)

Coraz więcej samobójstw? "Żywa relacja z Bogiem może pomóc w przeżywaniu kryzysów"

4

W Polsce lawinowo rośnie liczba samobójstw. Czy ma to jakiś związek z krysem wiary i odejściami z Kościoła? Czy żywa relacja z Panem Bogiem może pomóc w przechodzeniu przez życiowe kryzysy? O odpowiedź na te pytania poprosiliśmy ks. Dariusza Kowalczyka

Pamiętam rozpisaną przez jeden z miesięczników kilkanaście lat temu ankietę. Wynikało z niej, że wiek XXI będzie wiekiem depresji. W ankiecie wypowiadali się psycholodzy, psychiatrzy, duchowni... Wyrażone tam opinie niestety sprawdzają się. Nasze czasy są wiekiem depresji. Wydaje mi się, że jest ona jednym z podstawowych czynników wzrostu liczby samobójstw. O przyczyny depresji lepiej pytać psychologów i psychiatrów. Nie trudno jednak odgadnąć, że jednym z wymienianych czynników jest rozbicie więzi rodzinnych, samotność, tempo życia, różnego rodzaju stresy. We Włoszech, gdzie obecnie przebywam, rośnie liczba samobójstw średnich przedsiębiorców. Psyche to raczej domena psychologów i psychiatrów, ale oczywiście problem powiązany jest także ze sferą duchową, którą zajmują się kapłani.

Nie chcę popadać w pobożne uproszczenia twierdząc, że jeśli ktoś się modli, to pokona wszelkie przeciwności. Jeśli kogoś dopada kliniczna depresja i jest ona nieleczona, to z mojej wiedzy (a także pewnego doświadczenia duszpasterskiego) wynika, że taka osoba – nawet jeśli była bardzo wierząca, miała relację z Panem Bogiem – nie daje rady. To jest taki ból i ciemność, że człowiek po prostu nie widzi innej możliwości, niż zakończyć swoje życie.

Myślę, że jest cała gama różnego rodzaju sytuacji życiowych, czasem bardzo trudnych, z powodu których ktoś targa się na swoje życie. Może niekoniecznie cierpi na mocną depresję, ale przeżywa takie sytuacje, z których nie widzi wyjścia, nie widzi sensu życia, czuje się przegrany. Niewątpliwie, żywa relacja z Panem Bogiem może pomóc w przeżywaniu dużych napięć, konfrontowaniu się z własnymi porażkami,cierpieniem.

Mówię o żywej relacji, gdyż podział na wierzących i niewierzących jest czasem mylący. Samo deklarowanie, że jest się katolikiem często niewiele mówi o tym, jak człowiek realnie przeżywa swoje problemy, czy nauczył się w nie włączać Pana Boga, przynosić Mu je czy też w konkretnych sprawach żyje jak niewierzący. Jeśli ktoś ma żywą relację z Bogiem, nie jest On dla niego abstrakcją, ale kimś, do kogo się człowiek odnosi, wyczuwa Jego obecność na różne sposoby,nie musi odbierać porażek życiowych jako czegoś definitywnego, co miałoby przekreślić sens życia. Mając relację z Bogiem wiem, że sens mojego życia zależy od kogoś innego. Nie od moich sukcesów i porażek, ale właśnie od relacji z Bogiem. Taka relacja niewątpliwie może dać siłę, by podjąć cierpienie.

Nasuwa mi się na myśl znany ewangeliczny przykład Piotra i Judasza. Judasz, kiedy po zdradzie Jezusa zrozumiał zło i bezsens swojego czynu, nie widział innego wyjścia, jak tylko powiesić się. Był skoncentrowany na sobie. Chociaż przebywał z Jezusem, nie miał z Nim osobowej relacji. W Judaszu wszystko było skoncentrowane na nim samym, jego sukcesach, opiniach, poglądach. Z kolei Piotr, który zaparł się Jezusa, niejako przekreślając swoje bycie z Nim, dzięki żywej relacji z Chrystusem, pomimo swoich słabości i niemądrych gestów, zrozumiał, że to, co najważniejsze, to odnieść się do Jezusa. Żałować, zapłakać, prosić o przebaczenie. Relacja z Bogiem niewątpliwie pomaga przebaczyć samemu sobie, przyjąć porażkę, cierpienie, w trudnej sytuacji życiowej znaleźć powód, by chcieć żyć. Pomaga konfrontować się z tym, co w innej sytuacji może prowadzić do samobójstwa. To, że ludzie odchodzą od żywej relacji z Bogiem, wspólnotą Kościoła może być jedną z przyczyn – chociaż nie automatyczną – wzrostu liczby samobójstw.

Not. Marta Brzezińska-Waleszczyk

Komentarze (4):

anonim2013.09.19 15:21
Możemy się modlić za osoby kuszone do samobójstwa...www.anieleratuj.pl
anonim2013.09.19 16:19
Mnie powrót (po wielu latach oddalenia) do Boga pomógł pokonać depresję. Wiem co to ból i ciemność. Znam druzgocący, powalający lęk i wiem co to myśli samobójcze. I paradoksalnie, to właśnie te myśli w pewnym sensie pozwoliły mi się wyrwać, otrząsnąć. Samobójstwo jest złem , największym jakie można sobie wyobrazić. Przyczyną może być choroba i ból z nią związany, ale sama myśl jest czystym szataństwem. Gdy to do mnie dotarło, pojawił się krzyk, wołanie do Boga o ratunek, spowiedź życia, zawierzenie. Pełna ufność, że Jezus może mnie uzdrowić. A potem współdziałanie z łaską. Bardzo pomogły mi słowa nieżyjącego już spowiednika:"Zaufaj i daj się prowadzić". Nie mniej ważne były i są słowa Jezusa: "Nie martw się o jutro. Jutro samo o siebie troszczyć się będzie." Kiedy przychodzą chwile załamania, smutku, zwątpienia (takie zwyczajne, gdy przygniata ciężar codzienności) warto o tym pamiętać. I ... Jeszcze to, co najważniejsze. Nie bać się oddać Jezusowi szepcząc: "Jazu, ufam Tobie." - To moja "recepta" na depresję.
anonim2013.09.19 19:31
Gdy samobójstwo jest spowodowane pobudkami antykomunistycznymi to Fronda, a przynajmniej redaktor Moryń, uważa je za czyn chwalebny i bohaterski!
anonim2013.09.20 9:44
Umieć prosić o przebaczenie i przebaczyć porażkę samemu sobie ... do tego trzeba pokory, a ta nie jest pożądana w dzisiejszych czasach. Dziękuję za ten tekst.