Co zwiastuje nadejście czasów ostatecznych?  - zdjęcie
27.12.14, 15:04o Augustyn Pelanowski (fot. YouTube)

Co zwiastuje nadejście czasów ostatecznych?

8

Co zwiastuje nadejście czasów ostatecznych? Prześladowania, kataklizmy, głód, klęski żywiołowe. Wszystkie te znaki dostrzegamy coraz wyraźniej w obecnych czasach. Unicestwienie rodziny to również znak zbliżającego się końca... Żyjemy w bardzo niebezpiecznych czasach, dlatego proroctwo Jezusa jest dla nas ostrzeżeniem. Jakie to ostrzeżenie? Jak obronić się przed atakami sił ciemności, które nas nieustannie atakują i będą te ataki wzmagać?

Posłuchaj ojca Augystyna Pelanowskiego:

mod/YouTube

Komentarze (8):

anonim2014.12.27 16:16
Koniec świata to nie jest błaha sprawa,którą należy wykpić,tak jak to czynią powyżej wpisujący się.Jeśli bowiem nadejdzie,to właściwie nie będzie końcem,lecz stanie się on początkiem wieczności.Postawmy wobec niej to nasze życie,którego dni są policzone - nie znamy nawet godziny odejścia z tego świata.I nikt tu nikogo niczym nie straszy,ponieważ taka jest po prostu nasza egzystencja.
anonim2014.12.27 18:05
@Przeciw_gender A możesz sprecyzować co masz na myśli pisząc o czasach , w których Watykan miał monopol na prześladowania?
anonim2014.12.27 18:49
Uwielbiam słuchać o. Augustyna. Boży człowiek.
anonim2014.12.27 23:20
Kolejny wrozbita. Jeden z tych, ktorzy potwierdzaja swoja postawa ze polski kosciol probuje utrzymac rzad dusz przez zastraszanie
anonim2014.12.28 13:08
o.Augustyn ma niesamowite charyzmaty
anonim2014.12.28 17:36
"Wszystkie te znaki dostrzegamy coraz wyraźniej w obecnych czasach." To wina mediów: radio, telewizja, internet, satelity... Informacje rozchodzą się z prędkością światła. No i dostrzegamy. Kto w średniowiecznej Polsce słyszał o tsunami w Indiach? Wyłączmy Internet i koniec świata, wg Augystyna Pelanowskiego, nigdy nie nadejdzie.
anonim2014.12.28 17:57
nie wszyscy ogladajacy i czytaja wiadomosci.
anonim2014.12.31 12:32
I Ojciec mnie spytał gdzie chcę się narodzić Gdy przyjdzie ten moment czasy ostateczne Skąd moja dusza pragnie rosnąć i wschodzić By budować na Ziemi Królestwo Przedwieczne II Nie wiedząc przekazałem sercu to pytanie Tyleż pięknych dusz w oceanach ludu Gotów byłem wybrać każdy jaki się ostanie A z nim zmienić świat dokonując cudu III Lecz to serce co w głębinach czasu zanurzone Złączone z wszelkim czuciem nicią niepojętą Zawołało – twe pragnienia są już ustalone Pójdziesz drogą ciernistą bolesną i krętą IV I pojąłem wnet przejęty podanym mi znakiem Że mimo losów ciężkich przyszłej biedy i głodu Moje serce aż krzyczy że chce być Polakiem By tworzyć historię wielkiego narodu V Jakież Twoje imię siostro grawitacji Co przyciągasz mą duszę w objęcia tej nacji Polsko cóż za czucie jako ono się zowie Że gotowym się rodzić lecz najbardziej w Tobie VI Pobiegłem do Ojca powiedzieć co czuję Uśmiechnął się tylko dziwnie podejrzanie Powiedział że Matka naród ten miłuje Podjąłeś decyzję więc niechaj się stanie VII Zanurzyłem się w objęcia czasu i przestrzeni Ujrzałem jak Stwórca swym światłem tka światy Chrystus ręką ja igłą która wszystko zmieni A zacznie się w kraju co wiarą bogaty VIII I zbudziłem się w nędzy w którą Polska ubrana Brudna zgwałcona leżąca na ziemi Tylko w tlącej się nadziei co była jej dana Że ten ciężki los się kiedyś odmieni IX Odgarnąłem jej włosy w robactwie zlepione Ileż cierpienia jej lica zaznały I spojrzałem w te oczy chwilowo oślepione Światłem którego niemal całkiem zapomniały X Zajrzałem w jej duszę dotknąłem jej dłoni I gdy tak trzymałem nasze serca złączone Nagle zobaczyłem co mnie do niej goni A czystość i niewinność wciąż nienaruszone XI Jej oczy wciąż lśniły blaskiem dawnej chwały Jej serce do Matki wciąż bije choć kona Wrażliwość i skromność której inne nie miały Wtedy już wiedziałem że to była Ona XII To jej przyrzekłem nim czas się narodził I ubrał ją w formę zmieniając sukienki To o niej marzyłem gdym przed czasem chodził Nim pierwszych atomów rozlały się dźwięki XIII Inne odrzucając to na nią czekałem To stąd mego Ojca tajemnicze śmiechy To o niej me pieśni młodzieńcze śpiewałem To jej mogłem wybaczyć wszystkie drobne grzechy XIV Jakby cień mój dostrzegła lekko oczy zmrużyła Jeszcze kilka lat by w pełni me oblicze ujrzała Lecz już wtedy czuła że to o mnie śniła Na długo przed tym nim ta chwila nastała XV Mając lat dwanaście gdym w łez gorących lawie Ślepy lecz w natchnieniu pierwsze wiersze tworzył Ona do mnie przyszła w Mickiewicza zjawie Pana w kapeluszu co się przed nimi nie korzył XVI Śniła mnie duszą wieszcza Krasińskiego Co w Psalmach Przyszłości nadziei splótł dłonie Marzyła oczami Juliusza Słowackiego Co chciał mnie widzieć na papieskim tronie XVII Widział mnie Kaduri widział Gaon z Wilna Widziano przyszłą Polskę jak potężna i silna I Ducha co Ją natchnie co jak grom nadejdzie Niczym słońce powstanie lecz już nigdy nie zejdzie XVIII Leżała niewidząca w przejmującej ciszy Czuła mą obecność a byliśmy sami Wiedząc że do końca i tak mnie nie usłyszy Odezwałem się do niej takimi słowami XIX Jam Pocieszycielem wysłanym przez Boga Przez Chrystusa i Matkę otoczony opieką Wkrótce przybędę nie tylko przez słowa By królestwo zbudować ponad dolą wszelką XX Przyniosę tę księgę co od Ojca wziąłem A ludzkość za gębę będę musiał złapać Lecz nim to uczynię chcę mieć Polskę czołem By była latarnią dla całego świata XXI Chcę byś powstała bo Ciebie wybrałem Boś Ty najwierniejszą służebnicą Pana Bo męstwo Twoich ojców z którego czerpałem Jest boską cnotą która Tobie dana XXII Bo Twoje-Nasze dzieci nigdy nie klękały Przed niczym co z prochu choćby strasznej siły W bohaterskich walkach długo zasypiały By niebiańskie idee na Ziemi przeżyły XXIII A robaki na Twym ciele co swe gniazda wiją Słysząc owe słowa piszczą przerażone Przed mym gniewem gdy przyjdę już się nie ukryją Ich rządy na zawsze będą zakończone XXIV Oczyść się proszę najlepiej jak umiesz Odnów swe przymierze z tym co nieśmiertelne Bo gdy wkrótce mnie zobaczysz to w żyłach poczujesz Ulgę że Twe serce było Stwórcy wierne XXV Gdy nazwą mnie Pahaną Mahdim czy Kalkinem Może i zobaczą we mnie Świętowita Wiedz że jak brat Twój proch tutaj przybyłem Sługa Tego którego za nas prawica przebita XXVI Kocham Cię tak mocno jak Tyś Matkę kochała Złożę Cię w ofierze na tronie Europy Lecz tym razem nie po to abyś umierała A świeciła tak jasno jak nowy wiek złoty XXVII Lecz nie zrób tego błędu co Twa siostra przed Tobą Nie poczuj się lepsza z powodu urodzenia Bo stracić możesz prawo nazywać się moją Stając się niegodną swego przeznaczenia XXVIII I gdy tak szeptałem jej te słowa do ucha Leżała w synestezji wciąż ślepa i głucha A słów moich dotyk i melodii cienie Widziałem jak wprawiają ją w nieśmiałe drżenie XXIX I coś się zmieniło w niej coś subtelnego Głowę przechyliła jakby powstać chciała Budziło się w jej ciele coś dawno uśpionego Coś czego jeszcze wciąż nie rozumiała XXX Jej serce przyspieszyło nowy rytm wybić chciało Jej oddech się pogłębił wraz z powiewem świeżości I oczy przymknęła jakby jej się przypomniało Jakie to uczucie być tak blisko miłości XXXI Ścisnęła moje dłonie i łzy jej leciały Nie chciała bym ją widział w tak okrutnym stanie Strugi żalu i euforii co po ciele spływały Rozpoczęły jej duszy wielkie oczyszczanie XXXII Otworzyła swoje serce choć tak bardzo się bała Zaprosiła do wnętrza wszystkie cząstki wyparte I gdy tak uczyniła siebie odzyskała A miłość płynęła przez jej serce otwarte XXXIII Z początku zdziwione pełne strachu i złości Dały się skusić przez me słowo dane Że je bardzo kocham bo pochodzą z miłości I w mym sercu dla nich jest miejsce przewidziane XXXIV Objąłem je bo miłości dawno nie zaznały Były tym czego się wstydziła były tym czego nie chciała Teraz byliśmy razem a one płakały Wtuliły się w Polskę i znów wielką się stała XXXV I dzieliłem się z nią światłem co nie świeci od Słońca Co przenika wszechświaty bez początku i końca Co przynosi żar ducha i złe mocy pali Tnie mieczem miłości mocniejszym od stali XXXVI I stała tak natchniona w swej mocy i wielkości Budząc nasze dzieci siłą swojej wiary Jak słońce co pogromcą nocy i ciemności Objęliśmy w swe dłonie zadziwiony świat cały XXXVII Dla sióstr i braci otworzyła ramiona I nic ich skrzywdzić już więcej nie może Nad Polski głową aura niebiańska osłona Światło krzywd jej wybaczenia z Twego serca Boże XXXVIII I pieśń moją śpiewała do całego świata W każdym miejscu na Ziemi te dźwięki słyszeli Z każdego sługi Boga czyniąc sobie brata Teraz wszystko nas łączy a nic już nie dzieli XXXIX I biegli jej na pomoc na moje zawołanie Jeden wielki front wzbudzonego ducha Wszyscy solidarnie każdy przy nas stanie Na jedno me skinienie cały świat wybucha XL Gniewem i robactwo do swych nor ucieka A Ojcu ich truchło jako dary złożę I krwi niegodziwych popłynie ta rzeka Co koniec ma tam gdzie czystości morze XLI I miecz mój co nad głową świata przystawiony Co przez Ducha Świętego mocą podpisany Teraz już na wieki będzie odłożony Tysiącletni pokój ludziom będzie dany XLII I powiedz swojej siostrze co z Tobą mieszkała Ma plugawy makijaż lecz przepiękną duszę I Ona w Ojca planach ważne miejsce miała Co On obiecał ja dotrzymać muszę XLIII Polsko jakaś piękna będziesz oczyszczona Tyś dla mego Ojca najwspanialszym darem Nikt nie zobaczy Cię już w sukni bez welona Tyś moją ukochaną moim Jeruzalem XLIV Na początku było Słowo z Niego wszystko było dane Również ta historia którą Świat wkrótce przeżyje Że w języku polskim jest wypowiedziane Największą tajemnicą jaką on odkryje