23.11.18, 18:45Zdj. Lukas Plewnia, CC BY SA 2.0, Wikimedia Commons

Co z lustracją w MSZ? Czy 'komusze klany' wciąż mają się dobrze?

W wywiadzie dla portalu tvp.info dyrektor generalny służby zagranicznej MSZ, Andrzej Papierz zwraca uwagę na problem byłych współpracowników bezpieki w dyplomacji. Jak podkreślił, problem dotyczy nie tylko tych pracowników dyplomacji, którzy przyznali się do współpracy z komunistyczną bezpieką.

"(...)jest jeszcze cała grupa urzędników, którzy złożyli nieprawdziwe oświadczenia lustracyjne"- poinformował Andrzej Papierz. Jak wskazał, polska dyplomacja jest dziedziną, która potrzebuje "fajterów".

"Większość świata działa właśnie w ten sposób. To bardzo ostra walka o swoje interesy i wpływy. Znajomość języków to nie wszystko"- mówi dyplomata. Wczoraj uchwalono zmiany w ustawie o służbie zagranicznej. W ten sposób byłym współpracownikom służb bezpieczeństwa PRL odcina się drogę do pracy w MSZ. 

Andrzej Papierz wspomina, że gdy osiem lat temu pełnił stanowisko szefa kadr w MSZ, do współpracy z komunistyczną bezpieką przyznało się ponad 230 osób. Część z nich przeszła na emeryturę, część odeszła. Według szacunków resortu, takich pracowników pozostało dziś ok. 100. 

"Rzeczywista liczba może być jednak wyższa, ponieważ sposób działania IPN jest dużo bardziej precyzyjny, a dokumentacja bardziej usystematyzowana. Obawiam się, że jest jeszcze cała grupa osób, która złożyła nieprawdziwe oświadczenia lustracyjne, czyli po prostu nie przyznała się do współpracy"- zastrzegł rozmówca TVP, który wspomniał w wywiadzie o dość zaskakującej sytuacji, odnosząc się do przytoczonej przez dziennikarza wypowiedzi posła Kukiz'15, Tomasza Rzymkowskiego, że  „komusze klany w MSZ mają się dobrze”. Jak stwierdził Papierz, "coś w tym jest". Dyrektor generalny służby zagranicznej wspomina, że zaledwie kilka dni temu zgłosił się do niego pracownik MSZ, chcąc przejrzeć swoją teczkę. Jak się okazało, człowiek ten pracuje w resorcie dyplomacji od prawie 40 lat, a w środku stanu wojennego został wysłany na placówkę do... USA. 

"Ci, którzy mieli wpływ na przyjmowanie nowych ludzi, przyjmowali podobnych sobie, to była kontynuacja demoralizującego wzorca osobowego. W ten sposób tworzyła się marność polskiej dyplomacji polegająca choćby na słabej asertywności"- w taki sposób dyplomata zdiagnozował przyczyny tak patologicznej sytuacji. 

Papierz podkreślił, że służba w dyplomacji to nie tylko znajomość języków. 

"Kadry za rządów PO-PSL były nawet fachowe, ale nauczone swego rodzaju lokajstwa, chęci dopasowania się do potrzeb wszystkich, byleby zostać na swoim stanowisku. Nie można w ten sposób dobrze funkcjonować w światowej polityce, która jest bezwzględna"- ocenił rozmówca TVP. 

"Jednak nie będziemy mieć walczących, dobrych dyplomatów, wychowując kadry bez przekonania do tego, co robią, bez ideałów, wartości, dumy z Polski, które temu powinny przyświecać"- podkreślił.

yenn/TVP Info, Fronda.pl