Ból i cierpienie czyli w cierpieniu człowiek doświadcza obecności Boga - zdjęcie
22.11.14, 19:57św. Jan Paweł II w szpitalu

Ból i cierpienie czyli w cierpieniu człowiek doświadcza obecności Boga

0

W życiu człowieka są sprawy, cele, których osiąganie sprawia nam wielką przyjemność a nawet radość z podejmowanego trudu. Jest to trud i ból zdobywania czegoś, co akceptujemy dla dobra wyższego. Jest jednak różnica między bólem, który jest nam niespodziewanie dany w różnych wydarzeniach naszego życia, a tym, na który sami się zgadzamy... Mimo wszystko, ludzie starają się unikać cierpienia i bólu. Rodzi się więc pytanie: dlaczego, mimo unikania cierpienia, jest ono w naszym życiu tak bardzo powszechne?

Odpowiedzi jest tyle, ile bólu i cierpienia na świecie. Są bardzo osobiste, i dotyczą każdego człowieka. Cierpienie jest po prostu, tak jak śmierć i życie, integralną częścią naszego człowieczeństwa.

Papież Jan Paweł II w Liście apostolskim Salvifici doloris, poświęconym cierpieniu mówi:

To, co wyrażamy w słowie „cierpienie”, wydaje się szczególnie współistotne z człowiekiem. Jest tak głębokie jak człowiek – właśnie przez to, że na swój sposób odsłania głębię właściwą człowiekowi, i na swój sposób ją przerasta[1].

A zatem, czy jest możliwe osiąganie w życiu czegoś wartościowego bez bólu i cierpienia? Czy można być w pełni prawdziwym człowiekiem bez cierpienia? A czy w ogóle możliwe jest życie – jako takie – bez doznawania bólu i cierpienia?

Cierpienie zdaje się przynależeć do transcendencji człowieka: jest jednym z tych punktów, w których człowiek zostaje niejako „skazany” na to, ażeby przerastał samego siebie – i zostaje do tego w tajemniczy sposób wezwany[2].

Cierpienie jest więc wpisane w kondycję człowieka. Jest integralną jego częścią. Można pytać: skąd się wzięło cierpienie na świecie? Ale, skoro istnieje powszechnie, skupmy naszą uwagę na pytaniu: jaki jest sens cierpienia? Pytanie o sens cierpienia i bólu jest podstawowym pytaniem każdego żyjącego człowieka bez względu na sprawność fizyczną czy umysłową. Odkrywanie jego sensu jest tak samo ważne, jak odkrywanie sensu życia i umierania. Rola lekarzy, osób duchownych, terapeutów[3], znachorów[4], czy szamanów[5], wobec ludzi chorych i cierpiących, jest tu nieoceniona.

Ks. J. Tischner w rozważaniu o ludzkich wartościach, mówi o cierpieniu tak:

Cierpienie jest podstawowym faktem ludzkim, a nawet czymś więcej - jest próbą człowieczeństwa człowieka, próbą jego wewnętrznej prawdy. Przechodząc poprzez tę próbę człowiek okazuje się taki, jaki jest. Jego maski opadają, traci sens wszelka gra[6].

I dodaje:

Kluczowe jest tu pojęcie sumienia. Nie przy każdym bólu odzywa się w człowieku jego sumienie, ale przy tym, który jest tak podstawowy, że nie pozwala mu być człowiekiem. Głos sumienia jest wtedy zdumiewająco prosty: „ocalić człowieka”[7].

Zanim człowiek podejmie tę próbę „ocalenia siebie”, doznając już cierpienia, reaguje sprzeciwem na ów stan. Mówi: „To niemożliwe!”; nie akceptuje tego, buntuje się wobec faktu choroby. Dlaczego? Bo jest to próba jego wewnętrznej prawdy – jak wspomniał ks. Tischner. Jeden z najtrudniejszych momentów naszego ludzkiego życia. Opadają wszelkie maski, tu nie może być „gry”. Człowiek upewnia się, czy to na pewno poważna choroba, jakie jest źródło bólu, którego nie akceptuje; a gdy dopuści do siebie prawdę sytuacji, zaczyna walkę, następnie próbuje pogodzić się z tym, co go spotkało, a dopiero później następuje akceptacja i ostatecznie oczekiwanie.

Cierpienie przybiera różne formy: pojawić się może jako świadomość konieczności śmierci, może to być cierpienie związane z procesem umierania, może to być cierpienie jako ból fizyczny, może to być cierpienie z powodu przeżywania jakiejkolwiek niemocy, również może to być najtrudniejsze cierpienie związane z koniecznością przebywania z ludźmi z niższym stopniem świadomości. Doświadczenie uczy, że najbardziej boimy się bólu fizycznego. Patrząc, na przykład, na Jezusa w Getsemani, przed Jego męką, i widząc Go ukrzyżowanego, można zapytać: czego najbardziej się bał, mówiąc: „Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich” i dlaczego mówił: „Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”? Myślę, że bał się, jak każdy człowiek, który lęka się straszliwego bólu (odczuwał bliską zdradę i zaparcie się ucznia, czekało Go biczowanie, koronowanie cierniem, bicie) i miał świadomość wielkiego niezrozumienia ze strony uczniów i odrzucenia przez rodaków Jego nauki: Bóg jest Miłością; kocha każdego człowieka bez wyjątku. Większość badaczy Całunu Turyńskiego jako bezpośrednią przyczynę śmierci „Człowieka z Całunu” podaje: nie wytrzymało Jego serce. Cierpienie Boga związane z przebywaniem z ludźmi o zatwardziałym sercu, nadal trwa. Czy tylko Chrystus cierpi z powodu niezrozumienia najgłębszych intencji serca wobec tych, których kocha?

„Ocalić człowieka” znaczy zachować jego wyjątkowość, niepowtarzalność jego osoby, jego historii, przeżyć, jego rozumienia siebie i świata. By „ocalić człowieka” niezmiernie istotna jest, według ks. Tischnera, rozmowa z chorym. W rozmowie ważna jest wartość słowa, kierowanego do chorego. Rozważając rolę słowa w terapii, w leczeniu, w stawianiu człowieka na nogi, ks. Tischner zauważa pewien paradoks. Zestawia dwóch „przeciwnych” myślicieli, takich jak np. św. Jan od Krzyża z jednej, a Zygmunt Freud z drugiej strony i mimo ogromnej różnicy dostrzega w nich pewne podobieństwo. Otóż Freud mówi, że:

Istnieją słowa, które działają na człowieka jak magia i przywracają mu zdrowie.... Słowo magiczne działa nie tylko przez swoją siłę, ale działa przede wszystkim przez to, że pokazuje sens. Co to jest sens? Sens jest to współczesna nazwa światła. Człowiek żyje w świetle, chodzi, porusza się w świetle, a dzięki słowu może rozumieć, może żyć. Słowo, które rzuca światło na coś, może także żyć[8].

Św. Jan od Krzyża mówi natomiast o tzw. słowach substancjalnych, pojawiających się w dialogu człowieka z Bogiem, który dokonuje się przede wszystkim poprzez czytanie tekstu świętego, poprzez Biblię:

Nagle człowiek natrafia na słowo, które - zdaniem św. Jana od Krzyża - jest substancjalne w tym sensie, że nie tylko opisuje to, o czym mówi, ale także to, o czym mówi, stwarza. Gdy np. człowiek słyszy słowa: ”bądź spokojny”, wtedy od razu spokój wraca do jego duszy, a więc słowo, które tworzy, a nie tylko opisuje[9].

W Książce Oskar i Róża autor, Eric-Emmanuel Schmitt, opisuje świat cierpienia widziany oczami Oskara, dziecka chorego na wodogłowie. Zaprzyjaźniona Pani Róża, pielęgniarka, pokazując niewierzącemu chłopcu ludzką postać przybitą do krzyża, pyta:

-     Zastanów się, Oskarze. Który z nich wydaje ci się bliższy? Bóg, który nic nie czuje, czy Bóg, który cierpi?

-     Ten, który cierpi, oczywiście. Ale gdybym był nim, gdybym był Bogiem, gdybym miał takie możliwości jak on, uniknąłbym cierpienia.

-     Nikt nie może uniknąć cierpienia. Ani Bóg, ani ty. Ani twoi rodzice, ani ja.

-     No dobrze. Ale dlaczego cierpimy?

-     Właśnie. Jest cierpienie i cierpienie. Popatrz uważnie na jego twarz. Przyjrzyj mu się. Widać po nim, że cierpi?

-     Nie. To ciekawe. W ogóle po nim nie widać.

-     Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe. Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera[10].

Skoro nawet Chrystus cierpiał i doznawał bólu, zapytajmy: jaki jest związek cierpienia z Bogiem?

Zaskakujące są relacje osób, które doświadczyły niebywałego bólu i cierpienia. Schorowana i cierpiąca ponad 50 lat prosta kobieta, Marta Robin (1902-1981), w wyniku paraliżu przykuta do łóżka, niewidoma, stygmatyczka, mistyczka, opowiada o swym życiu:

Jedynie miłość mnie pociąga. Nie pragnę już cierpienia, zostało mi ono dane! Dzięki niemu wydawało mi się czasami, że dopływam do wybrzeży niebios[11].

Żyję, aby umrzeć. Śmierć... nie jest końcem, ale początkiem pięknych narodzin... Pozwala nam oddać się wreszcie bez przeszkód obcowaniu z wieczną Miłością, odkrywać, że otrzymujemy ją w darze i zanurzyć się w Niej na zawsze..[12]..

Mimo doświadczenia ogromnego bólu i cierpienia chorzy o głębokim życiu religijnym podejmują wysiłek trwania przy życiu, by swe cierpienie łączyć z Chrystusem, by uczynić z niego modlitwę za innych, za świat. Cierpienie w większości odbierają jako dar; możliwość lepszego poznania siebie w prawdzie o sobie, a zarazem doświadczenia w nim obecności Boga jako Miłości, tej miłości, której tak bardzo potrzebuje człowiek.

Św. o. Pio cierpiąc z powodu stygmatów, jakie otrzymał, pisał:

Wiem z całą pewnością, że odczuwam bardzo gwałtowne pragnienie cierpienia i zarazem ustawiczną potrzebę mówienia wciąż do Pana: „Albo cierpieć, albo umrzeć”, a nawet: „Zawsze cierpieć, a nigdy nie umrzeć”[13] .

Jakieś ogromnie wielkie zadowolenie napełnia całe moje serce. Czuję się szczęśliwy i zadowolony. Cierpię jednak zarazem i chciałbym zawsze jeszcze bardziej cierpieć. Czuję, że coraz bardziej spala mnie i wyniszcza jakiś wewnętrzny ogień i pragnę, bym nieustannie był wyniszczany z jeszcze większym natężeniem[14].

Św. Faustyna Kowalska, krakowska mistyczka, prosta dziewczyna, napisała jeden z najpiękniejszych traktatów o Trójcy Świętej. W swych doświadczeniach odczuwania obecności Boga, mówi o trwaniu z Nim w pięknej Miłości i jednocześnie o doświadczeniu trwogi, lęku, niepewności, udręk, goryczy:

O Piękności niestworzona,

kto Ciebie rozpozna

ten nic innego kochać nie może.

Czuję, że tonę w Nim

jako jedno ziarenko piasku

w bezdennym oceanie.

Czuję, że nie ma ani jednej kropli krwi we mnie,

która by nie płonęła miłością do Niego.

Czuję otchłań swej duszy bezdenną

i nic jej nie wyrówna

jeno Bóg sam.

Więc dziękuję Ci Jezu

za trwogi, lęki, niepewności,

za ciemność i gęsty mrok wewnętrzny,

za udręki, które wypowiedzieć trudno,

w których nas nikt nie zrozumie,

za godzinę śmierci, za ciężkość walki w niej,

za całą jej gorycz[15].

W cierpieniu człowiek doświadcza obecności Boga. Tu jest tajemnica trwania w cierpieniu, pragnienie cierpienia, przeżywania go: człowiek w cierpieniu doświadcza Boga jako Miłości. W miarę, jak uczestniczy w tej miłości, człowiek w cierpieniu odnajduje w końcu siebie: odnajduje „duszę”, którą zdawało mu się, że przez cierpienie „stracił”[16].

A „zwykli” ludzie? Za co oni mogą dziękować? Kto może? A kto nigdy nie podziękuje?

Założyciel Stowarzyszenia „Integracja” Piotr Pawłowski, gdy odwiedził nas w Tyńcu, powiedział, że na początku, nie mógł pogodzić się ze swoim cierpieniem, z faktem, że nie będzie mógł chodzić. Czekał, aż wróci do normalnego funkcjonowania. Teraz, po dwudziestu latach siedzenia na wózku, stwierdza, że gdyby był zdrowy, nie poznałby tylu wspaniałych ludzi, nie mógłby dokonać tak wspaniałych rzeczy. Pozostanie tajemnicą: dlaczego?

Albert Camus miał żonę, której  nie kochał, ale czuł się za nią bardzo odpowiedzialny. Podczas jej choroby, gdy cierpiała, a gdy i jemu samemu było trudno, opiekował się nią. Cierpienie i zmaganie się z nim zapoczątkowało odkrywanie innego sensu jego małżeństwa.

Przykładów „zwykłych” ludzi można podać tu więcej. Przyglądanie się takim sytuacjom życia jest wejściem w inną logikę życia. Zauważyć można, że kondycja ludzka woła w doświadczeniu cierpienia o coś więcej. Jest wołaniem o wydobycie z człowieka nie tylko odpowiedzi o sens tego doświadczenia, ale o możliwość przerastania samego siebie, o bycie człowiekiem w jego najgłębszej prawdzie, o ocalenie człowieka. Nie trzeba cierpieć wraz z Chrystusem, by czuć swoją ludzką godność, by czuć głębię swego człowieczeństwa. Samo cierpienie „zmusza” jednak człowieka do przekraczania samego siebie, wejścia jeszcze bardziej w głąb, dotknięcia wewnętrznej prawdy o sobie, kieruje też ku solidarności z cierpiącymi. Można w tym momencie czuć się samotnym, opuszczonym. Można też być tak umęczonym z powodu cierpienia, że zamazywać się będzie jego sens. Można nie wytrzymać bólu i cierpienia...

To doświadczenie jednak u większości cierpiących okazuje się momentem spotkania z Chrystusem, z Tym, który rozumie ludzkie cierpienie. Cierpiący dostrzegają Tego, KTÓRY JEST obecny w ludzkim cierpieniu, który jest naszym bratem („W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”- Dzieje Apostolskie 17, 28).

Każdy, kto przyjmuje swoje cierpienie, jedna się ze swym cierpieniem..., ten tylko może pomóc innym... Mamy zaufanie tylko do takich osób, które mają odwagę przyznać się do swych ran...[17]. Ten moment jest też owym „przerastaniem samego siebie”. To chwila, w której powstajemy ze snu naszych złudzeń i wyruszamy ku prawdziwemu życiu[18]. O. Anselm Grűn OSB twierdzi, że: niektórzy ludzie za bardzo zatrzymują się przy swoich ranach. Ciągle szukają nowych metod radzenia sobie z nimi. Prowadzi to do skupienia się na sobie samym i do utrwalenia nastroju przygnębienia, który jest charakterystyczny dla naszego społeczeństwa[19]. Zrozumienie i przyjęcie cierpienia może być momentem zwrotnym czyjegoś życia. W zależności od podejścia można za nie dziękować Bogu, życiu, losowi, albo zupełnie nie dostrzegać wartości tego doświadczenia i szukać winnych swego nieszczęścia.

Tymczasem doświadczenie cierpienia nie musi być „nieszczęściem” człowieka. Papież Jan Paweł II mówi, że: Cierpienie, które pod tylu różnymi postaciami obecne jest w naszym ludzkim świecie, jest w nim obecne także i po to, ażeby wyzwalać w człowieku miłość, ów właśnie bezinteresowny dar z własnego„ja” na rzecz innych ludzi, ludzi cierpiących (VII, 29). Cały Jego List apostolski Salvifici doloris jest wnikliwym rozważaniem sensu ludzkiego cierpienia w świetle Ewangelii. Papież zaznacza, że cała Biblia mówi o cierpieniu. W poszukiwaniu odpowiedzi o sens cierpienia człowiek jest skłonny zadawać to pytanie nie tylko drugiemu człowiekowi, ale także Bogu. Okazuje się, że cierpienie w odróżnieniu od moralnie rozumianej kary za zło może też być cierpieniem niezawinionym. Jak wskazuje przykład Hioba, może być też próbą. Odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia nie można więc wiązać całkowicie z porządkiem moralnym[20]. Papież mówi, że: jest ono tym, co może służyć odbudowie dobra w człowieku. Istotę cierpienia można zrozumieć jedynie przez miłość[21].Chrystus był ciągle blisko świata ludzkiego cierpienia. Uzdrawiał chorych, pocieszał strapionych, karmił głodnych, wyzwalał ludzi od głuchoty, ślepoty, trądu, opętania i różnych kalectw, trzykrotnie przywrócił umarłego do życia. Był wrażliwy na każde ludzkie cierpienie, zarówno cierpienie ciała, jak i duszy. Najbardziej jednak przybliżył się do cierpienia przez to, że niezawinione wziął na siebie dobrowolnie[22]. Ci, którzy odnajdując sens swego cierpienia w łączności z Chrystusem, odnajdują w swoim cierpieniu„pokój wewnętrzny”, a nawet „duchową radość”. Szczególna moc, jaka tkwi w cierpiących, może służyć im samym, dla ich własnych słabości i dla słabości innych, i ułomności świata. Miłosierny Samarytanin jest przykładem „zatrzymania się” przy cierpiącym i „bycia wrażliwym” na ludzkie cierpienie, daje cierpiącemu dar z samego siebie[23].

Świat ludzkiego cierpienia przyzywa niejako bezustannie inny świat: świat ludzkiej miłości - i tę bezinteresowną miłość, jaka budzi się w jego sercu i uczynkach, człowiek niejako zawdzięcza cierpieniu (29). Żadna instytucja nie zastąpi ludzkiego serca, ludzkiego współczucia, ludzkiej miłości, ludzkiej inicjatywy, w przypadku wyjścia naprzeciw cierpieniu drugiego człowieka[24].

Pozwolę sobie zakończyć zdaniem Jana Pawła II – człowieka „obdarowanego” cierpieniem:

Cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość, ażeby rodziło uczynki miłości bliźniego, ażeby całą ludzką cywilizację przetwarzało w „cywilizację miłości”[25].

O. Jan Paweł Konobrodzki OSB


[0] Jan Paweł II, List apostolski Salvifici doloris, Rzym 1984, Wstęp, 1

[1] Jan Paweł II, Salvifici doloris, dz. cyt., 2

[2] j.w.

[3] Mark Baker, Największy psycholog naszych czasów. Jezus i mądrość duszy, Warszawa 2003

[4] Por. Abp Bolesław Pylak, Poznawać w świetle wiary, Warszawa 2003, rozdz. W kręgu świata widzialnego i niewidzialnego (radiestezja i bioenergoterapia), s. 37-92; oraz, art.: Bronięznachorów XXI wieku, Abp Bolesław Pylak, w: Nieznany świat, Nr 5/2002(137) Maj, ss. 56-59.

[5] Zob. Mircea Eliade, Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy, Warszawa 1994

[6] Zob. Ks. J. Tischner, Myślenie według wartości, Kraków 2000, s. 305

[7] j.w.

[8] Za: J. Tischner, Śmierć i słowo, w książce: Rozmowa z chorym, t. I, red. Anna Grajcarek, Kraków 1996, , ss. 5-15

[9] j.w., s. 14

[10] Eric-Emmanuel Schmitt, Oskar I Pani Róża, Kraków 2004, s. 46

[11] Jean Jackues Antier, Marta Robin. Nieruchoma podróż, Łódź 2000, s. 227

[12] j.w. s. 221

[13] O. Gracjan Majka OFMCap, Na drodze do Boga. Życie i wybrane pisma Ojca Pio, kapucyna stygmatyka, Poznań 1986, s. 137

[14] j.w., s.139

[15] Por. Teksty Św. Faustyny Kowalskiej, w: Dzienniczek, Warszawa 1993

[16] Jan Paweł II, Salvifici doloris, dz. cyt,, 23

[17] Anselm Grűn OSB, Zamienić rany w perły, Kraków 2002, s. 13

[18] Anselm Grűn OSB, Doświadczyć radości zmartwychwstania, Kraków 2002, s. 6.

[19] j.w.

[20]Cierpienie ma tysiąc twarzy. Jan Paweł II i chorzy, oprac. Zdzisław Ryn, Kraków 1988, s.70-71

[21] Jan Paweł II, Salvifici doloris, dz. cyt., 18

[22] j.w.

[23] Por. Cierpienie ma tysiąc twarzy, dz. cyt., s. 72

[24] j.w., s. 73

[25] Jan Pawł II, Salvifici doloris, dz. cyt., 30