04.08.16, 16:00

Bartczak: Nowa droga Turcji?

Nowa droga Turcji?

Zaroiło się ostatnio od klonów Władimira Putina w Europie. Był nim już Kaczyński, Orban, teraz do tego grona awansował Prezydent Turcji, Recep Erdogan.

Oskarżanie o podobieństwo do Prezydenta Rosji stało się wygodnym argumentem przeciwko wszystkim wątpiącym w nieuchronny lewicowy postęp, światłą przyszłość zjednoczonej Europy, zalety polityki multi-kulti i przewodnią rolę liberalnych elit. Tylko głoszący te poglądy nie zauważają, że osiągają skutek przeciwny do zamierzonego. Próbując spychać niewygodne dla siebie ruchy polityczne w stronę Putina, sprawiają, że dla wielu ludzi rezydent Kremla wydaje się być dobrą alternatywą. Wielu polityków europejskich czy amerykańskich nie zauważa, że w ten sposób realizuje zamierzenia geopolityczne Rosji, nie swoje. A oskarżenia o sprzyjanie Moskwie brzmi słabo w ustach Hillary Clinton, architektki resetu z Rosją, czy niemieckich polityków, entuzjastów gazociągu Nord Stream.

Putin z nad Bosforu?

Najbardziej aktualnym „Czarnym Ludem” w Europie jest Recep Erdogan. Po nieudanym wojskowym zamachu stanu doprowadził on do czystek w armii, wymiarze sprawiedliwości i administracji. Jeśli próbować oceniać Recepa Erdogana europejską miarą, to rzeczywiście można mu wiele zarzucić. Wolność słowa rzeczywiście jest w porównaniu z Europą w pewnym stopniu ograniczona. Sam Erdogan twardo prze do zmiany ustroju kraju na prezydencki. Ustawa antyterrorystyczna szeroko definiuje sam terroryzm, co ułatwia walkę z opozycją polityczną. A armia turecka prowadzi szeroko zakrojoną operacje wojskową przeciwko Kurdom. Tylko, że jeśli spojrzeć na ostatnie kilkadziesiąt lat historii Turcji, to nie dzieje się nic nowego.

Po II wojnie światowej mieliśmy w Turcji 4 wojskowe zamachy stanu. Częściej niż rzeczywiście demokratyczny parlament rządziła wojskowa dyktatura. Państwo brutalnie zwalczało polityków sprzeciwiających się skrajnie sekularystycznej polityce tureckiej elity, nie rzadko zamykając opozycjonistów tysiącami w więzieniach. I to właśnie Recep Erdogan rozpoczął liberalizację tego stanu rzeczy, wprowadzając cywilną kontrolę nad armią, zwiększając wolność religijną, likwidując karę śmierci czy rozpoczynając proces pokojowy z Kurdami. Obecny regres w liberalizacji politycznych stosunków w Turcji, wynika z jednej strony, z dążeń Erdogana do wprowadzenia ustroju prezydenckiego (z jakim mamy do czynienia we Francji czy USA), z drugiej, z niestabilnej sytuacji na południowych granicach kraju, zagrażającej jego bezpieczeństwu.

Nowy Kalifat?

Ze strony tureckiej opozycji padają oskarżenia o powolną islamizację Turcji, padające na podatny grunt w zsekularyzowanej Europie. Tylko, że wielu bezstronnych ekspertów przyznaje, że islamizm Recepa Erdogana jest umiarkowany, bliższy europejskiej chadecji niż ISIS. Rządząca Turcją od 14 lat erdoganowska partia AKP, zniosła po prostu dyskryminację religii w życiu publicznym i społecznym Turcji, jaka istniała od czasów Ataturka. Jednocześnie, przewietrzając stare, kemalistowskie, zsekularyzowane elity tureckie, i otwierając jednocześnie życie społeczne i gospodarcze dla religijnej, anatolijskiej klasy średniej, obecny Prezydent Turcji sprawił, że kraj ten z zapyziałej prowincji stał się jednym z tygrysów gospodarczych Azji.

Najbardziej niebezpiecznym zjawiskiem zachodzącym obecnie w Turcji, jest pewien zwrot geopolityczny tego kraju. Recep Erdogan pragnie być przywódcą bliskowschodniego Islamu, i odbudować tureckie wpływy z czasów Imperium Osmańskiego. Tak prozachodnia, demokratyczna Turcja jest idealnym dla Europy czy USA kandydatem do kraju dominującego w świecie Islamu. Jeśli Zachód, przez swoją ideologiczną krótkowzroczność, straciłby takiego partnera, sam byłby sobie winien. Turcja ma ogromną w przewagę w stosunkach z innymi krajami, dzięki swojemu położeniu, dzięki sile swojej gospodarki, dzięki wielkiej armii i dzięki sprzyjającym trendom demograficznym. I Unia Europejska musi brać to pod uwagę, próbując z wyższością pouczać Turków.

Polak, Turek, dwa bratanki?

Pomijając różnice religijne, w Turcji od dłuższego czasu zachodzi proces podobny do tego, jaki ma szanse zajść w Polsce. Turcy, odsuwając swoje lewicowo-liberalne elity od władzy i wpływów, zdołali uruchomić ogromną energie konserwatywnych, przedsiębiorczych mas społecznych i tym samym wybić się na ważnego gracza nie tylko w światowej polityce, ale i gospodarce. A krytykując obecne wydarzenia polityczne nad Bosforem, trzeba pamiętać, że Recep Erdogan nie robi nic, co odbiegałoby od kultury politycznej w jego kraju. Podobną sytuację mamy obecnie w Polsce, gdzie można się zżymać na fakt, że kulturą polityczną PiS nie odbiega od poprzedników, ale ważne jest, że nowy rząd stara się zmienić wektory polityki gospodarczej, kulturalnej i zagranicznej, tak jak z sukcesem zrobili to wcześniej konserwatyści w Turcji.

Bartosz Bartczak