31.07.17, 14:00fot: własne

Andrzej Sadowski dla Frondy: Lepiej w Polsce niż w Anglii!

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Czy rozwój poziomu wzrostu gospodarczego w Polsce jest na odpowiednim poziomie?

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP: Jest poniżej naszych możliwości i naszego potencjału, jest mierny przy pracowitości i przedsiębiorczości polskiego społeczeństwa. Dwucyfrowy wynik jest naszym naturalnym poziomem.  

Co zatem można by było zrobić, aby go zwiększyć?

Polski przedsiębiorca powinien mieć w Polsce lepsze warunki niż polski przedsiębiorca w Czechach, Anglii czy Irlandii. Powinien mieć te same warunki, które polskie rządy rozdają zagranicznym korporacjom. Dziś w Polsce, polscy przedsiębiorcy są dyskryminowani i nie mają nawet tych praw, które gwarantuje Konstytucja RP każdemu obywatelowi. Przestępcy są nawet lepiej traktowani niż przedsiębiorcy. Konstytucja gwarantuje im domniemanie niewinności aż do prawomocnego skazania. Przedsiębiorcy zaś, jak zauważył jeden z byłych ministrów, przez aparat władzy traktowani są jak przestępcy od samego początku.

Czy ten potencjalny wzrost gospodarczy, głównie (czy wyłącznie) zależy od przedsiębiorców?

Przedsiębiorcy są organizatorami życia gospodarczego. Politykom wydaje się, że takim organizatorem jest biurokracja. Takie myślenie i co za tym oddawanie coraz większej władzy biurokracji, to gorzej niż zbrodnia, to błąd. To przedsiębiorcy tworzą społeczny dobrobyt, dają pracę, produkują, świadczą usługi, dlatego mają wyjątkową rolę nie tylko w gospodarce, ale i w życiu społecznym. Odpowiadają za los nie tylko swoich pracowników, ale również ich rodziny. Polska stoi firmami rodzinnymi, które nie zwalniały w czasach kryzysów swoich pracowników tak jak to czyniły korporacje.

Wicepremier Morawiecki zdaje się podzielać Pana pogląd, zatem pytanie brzmi jak daleko jesteśmy od tego ideału, czy celu o którym Pan mówi?

Póki polski rząd deklarując patriotyzm gospodarczy będzie rozdawał przywileje zachodnim korporacjom, a polskim przedsiębiorcom dawał gorsze warunki niż mają za granicą, to Polacy mając taką energię nie przeskoczą w dobrobycie Niemców. Polska może znów doświadczyć kolejny cud gospodarczy, który wcześniej zawdzięczaliśmy ustawie Wilczka. Zniosła ona zdecydowaną większość ograniczeń dla przedsiębiorczości. Patriotyzm gospodarczy nie może być sloganem ale imperatywem moralnym, z którego wynikają decyzje polityczne. Trzeba tylko chcieć przywrócić wolność gospodarczą zamiast opowiadać się po stronie interesów biurokracji, która przeszkadza Polakom kolejnymi przepisami. Wzrost gospodarczy jest mierny bo Parlament w Polsce w pierwszym półroczu uchwalił o 36 proc. więcej przepisów, niż w zeszłym roku. Więcej przepisów, to więcej przeszkód dla przedsiębiorców i tym samym mniejszy wzrost gospodarczy i dobrobyt społeczny.

Czyli Pana zdaniem wicepremier Morawiecki ciągle zbyt wielką uwagę poświęca inwestorom zagranicznym?

Kolejny polski rząd mówi o dbaniu o polskich przedsiębiorców ale czyny zaprzeczają deklaracjom o patriotyzmie gospodarczym. Korporacje zagraniczne mają lepiej w Polsce niż nasi przedsiębiorcy. To oni przecież tworzą miejsca pracy a nie korporacje, którym rząd do tego dopłaca.

Coraz więcej zagranicznych inwestorów chce zostawiać u nas pieniądze. Czy nie udałoby się odnaleźć złotego środka, który pogodziłby stworzenie im tu dobrych warunków, tak, aby na równi mogli konkurować z naszymi przedsiębiorcami?

Laureat Nagrody Nobla Milton Friedman, który na początku lat dziewięćdziesiątych na nasze zaproszenie przyjechał do Polski zapytany o to, co polski rząd ma zrobić aby przyciągnąć inwestorów zagranicznych odpowiedział „nic”. Wytłumaczył, że jeżeli rząd stworzy warunki, że polski przedsiębiorca osiągnie w nich sukces, to będzie to najlepszy znak dla innych na świecie, że Polska jest krajem sukcesu gospodarczego. Dzisiaj korumpuje się zachodnie koncerny tak zwanymi dotacjami, grantami po to, aby tworzyły kolejne montownie. Na ulgi dla nich składają się wszyscy Polacy. Jest to niemoralne. Jeżeli politycy mają sumienie to powinni zaniechać tych praktyk. Koniec z zagranicznymi wizytami ministrów rządu RP, w których namawiają zagraniczne korporacje do inwestowania w Polsce. Konstytucyjni ministrowie nie są obwoźnymi sprzedawcami. Ministrowie rządu mają wybór, albo stworzą nam konkurencyjne warunki do pracy albo zostaną domokrążcami niezależnie od sprawowanych państwowych urzędów.

Dziękuję za rozmowę.