Secret Service bada obecnie, jak zamachowcowi uzbrojonemu w karabin udało się przedostać tak blisko byłego prezydenta Trumpa. Według komentatorów amerykańskich, służby nie wywiązały się ze swojego najbardziej podstawowego obowiązku.

20-letni zamachowiec Thomas Matthew Crooks oddał kilka strzałów w kierunku Trumpa. Zabił na miejscu jednego z uczestników wiecu, dwóch innych ciężko ranił. Crooks został zastrzelony przez amerykańską policję chwilę po nieudanym zamachu.

Służby odnalazły przy tym samochód Crooksa, który był zaparkowany parę ulic dalej. W pojeździe policjanci odnaleźli ładunki wybuchowe. Wcześniej z kolei amerykańska policja otrzymała liczne zgłoszenia o podejrzanych pakunkach rozmieszczonych w okolicy, w której przebywał zamachowiec.

Z przeprowadzonej przez Associated Press analizy zdjęć satelitarnych i zdjęć z wiecu wynika, że zamachowcowi udało się zbliżyć do Trumpa na zaskakująco małą odległość.

„Dach znajdował się niecałe 150 metrów od miejsca, w którym przemawiał Trump, czyli odległość, z której strzelec wyborowy mógłby w bez problemu trafić w cel wielkości człowieka. Dla porównania, 150 metrów to odległość, na jaką w USA rekruci muszą trafić sylwetkę wielkości człowieka, aby podczas podstawowego szkolenia zakwalifikować się do posługiwania się karabinem szturmowym M16. Karabin w stylu AR, taki jak karabin zabójcy na wiecu Trumpa, to półautomatyczna cywilna wersja wojskowego M16” – informuje Associated Press.