Jeśli z tej katastrofy ma wyniknąć jakiekolwiek dobro, spróbujmy odkryć zaniedbania proceduralne” — pisze Barcikowski. W jego ujęciu odpowiedzią nie są kolejne „kanonizacje za życia” ani kult wyjątkowości, lecz powrót do reguł, które w Kościele istnieją od wieków: od Dekalogu i prawa kanonicznego po zdroworozsądkowe normy życia wspólnotowego.

Autor zestawia zachowawczość instytucji kościelnych wobec „procedur” z bezdyskusyjnym prymatem list kontrolnych w lotnictwie: „Nawet jeśli jesteś jak Tom Cruise w Top Gun, chowasz własną dumę do kieszeni i poddajesz się procedurom. Bo one ratują życie”. Dlaczego — pyta — podobnej dyscypliny nie stosujemy tam, gdzie stawką jest zbawienie i integralność osób?

W tekście wybrzmiewa krytyka nastroju sprzyjającego budowaniu pomników „duchowych asów przestworzy”. „W takiej atmosferze kanonizacje za życia szybko ulegają inflacji” — wskazuje publicysta, przypominając, że zachwyt mediami i charyzmą nie może zastąpić ograniczeń, które chronią słabszych i gaszą pokusę nadużyć.

Barcikowski wskazuje też na zaniedbanie formacyjne ofiar: gdy zabrakło jasnego nauczania i „proceduralnej nieufności” wobec dwuznacznych sytuacji (np. stałego współzamieszkania osób niespokrewnionych), pole poruszań zajął mit „wyjątkowego przewodnika”. Stąd mocne zdanie: „Gdyby kobiety na drodze spotykające Jeana Vaniera były uzbrojone w Dekalog (…) dostrzegłyby w jego zachowaniu brud i fałsz”.

Jako pozytywny wzorzec autor przywołuje Regułę św. Benedykta: nie zachęca ona do „duchowej brawury”, tylko do rytmu dnia, posłuszeństwa, granic, które „odczarowują” władzę i uczą pokory. „Procedury ratują życie. A Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę” — puentuje, cytując Psalm 19.

Barcikowski nie bagatelizuje bólu utraty autorytetów. Proponuje jednak, by odpowiedzią nie była nostalgia ani cynizm, lecz instytucjonalna mądrość: przejrzyste standardy, szkolenia, obowiązek zgłaszania, mechanizmy kontroli i minimalizacja „okazji do grzechu”. To język mało efektowny, ale — jak pokazuje lotnictwo, medycyna czy ochrona dzieci — najskuteczniejszy w zapobieganiu katastrofom.

Nie chodzi o wiwisekcję duszy Vaniera. On poszedł pod sąd surowszy — sprawiedliwszy. Chodzi o to, byśmy my przestali wyśmiewać zasady, które chronią prostaczków i mistrzów. Bo inaczej będziemy wciąż stać — i wciąż padać” — konkluduje autor.