Kardynał Sarah zwraca uwagę na głęboki podział w Kościele katolickim na Zachodzie. W Polsce często tego nie dostrzegamy, bo żyjemy we względnej jednolitości przekonań religijnych. Jednak poza naszym krajem przepaść pomiędzy katolikami jest niezwykle głęboka. Gwinejski purpurat wskazał na deklarację „Fiducia supplicans” z grudnia 2023 roku, która wprowadziła błogosławieństwa dla par tej samej płci.

W Polsce dyskusja na ten temat była krótka i zakończyła się w zasadzie zignorowaniem tematu: biskupi i księża funkcjonują tak, jakby „Fiducia supplicans” nigdy nie było, w ogóle nie odnosząc się do tego tekstu. Tymczasem w kilku krajach świata duszpasterze biorą ten dokument takim, jakim jest – i naprawdę błogosławią pary jednopłciowe. Dokonuje się to przede wszystkim w krajach niemieckojęzycznych, w Stanach Zjednoczonych oraz w niektórych regionach Ameryki Południowej. Dla nas to wciąż szokujące, ale dla liberalnych katolików wcale nie. Kardynał Sarah jest na to szczególnie uwrażliwiony, bo przecież w Afryce „Fiducia supplicans” wywołała gigantyczną burzę.

Przypominam Czytelnikowi, że stało się wówczas coś, do czego nie doszło jeszcze nigdy, w całej dwutysiącletniej historii Kościoła katolickiego. Otóż biskupi niemal całego kontynentu – wyjątkiem byli tylko hierarchowie z Afryki Północnej i RPA – ogłosili kategoryczny sprzeciw wobec oficjalnego dokumentu z Rzymu. Ogłosili, że błogosławienie par jednopłciowych jest niezgodne z Pismem Świętym i nie mogą czegoś takiego wprowadzić u siebie.

To naprawdę bezprecedensowa sytuacja, która pokazuje jak na dłoni głębię podziału, o jakim mówi kardynał: między katolicyzmem liberalnym a katolicyzmem opartym na Tradycji istnieje niezwykle poważna różnica. Kwestie doktrynalne i moralne postrzega się po prostu z dwóch zupełnie odmiennych perspektyw, których w żaden sposób nie da się połączyć. Jedność między jedną a drugą perspektywą jest możliwa tylko wówczas, kiedy różnice zostaną zignorowane jako nieważne. Jednak w przypadku istotnych zagadnień moralnych – takim są choćby związki między ludźmi – proste zignorowanie nie wchodzi w grę. Tę przepaść trzeba zasypać.

Kardynał Sarah w swojej książce zwrócił uwagę jeszcze na jeden fundamentalny problem. Chodzi o „pełzający ateizm”. Ludzie mówią, że wierzą w Boga, subiektywnie nawet w Niego wierzą, ale… żyją tak, jakby Go w ogóle nie było. To zjawisko znamy bardzo dobrze z Polski. Proszę tylko pomyśleć: duża część katolików w naszym kraju potrafi tego samego dnia iść na niedzielną Mszę świętą i przyjąć Komunię, a później udać się do urny wyborczej i bez mrugnięcia okiem oddać głos na człowieka, który reprezentuje żarliwie antykatolicką ideologię.

Inny przykład: część katolików uczestniczy regularnie w nabożeństwach, modli się prywatnie, ale swoje życie małżeńskie kształtuje w całkowitej niezależności od Boga, kategorycznie odrzucając przyjęcie kolejnych dzieci. Widzimy, że ten problem jest niezwykle rozpowszechniony: w kraju zamieszkałym przez katolicką większość wskaźnik dzietność jest jednym z najniższych na świecie. Innymi słowy, wiara nie ma większego wpływu na życie. To właśnie „pełzający ateizm”, przed którym przestrzega kardynał Sarah.

Gwinejski purpurat piętnuje przede wszystkim patologie życia katolickiego na globalnym Zachodzie. Niestety, w przyszłości choroba liberalnej wiary i pełzającego ateizmu może rozlać się jeszcze szerzej. Dziś kraje afrykańskie czy niektóre państwa azjatyckie wydają się być jeszcze zdrowe. Rodzina to rodzina, a Bóg to Bóg – jasne definicje pozwalają na życie w zgodzie z porządkiem naturalnym. Jednak stopniowo i tam zakorzenia się myślenie rewolucyjne. Statystyki pokazują, że nawet w Afryce dzietność spada – również afrykańscy katolicy powoli uczą się niegodziwych metod ograniczania dzietności. Badania przeprowadzone przez Pew Research Center wskazują z kolei, że sekularyzacja postępuje na całym świecie, zwłaszcza w młodym pokoleniu – nawet wśród młodzież afrykańskiej.

Problemy Kościoła w dużej części wynikają z różnych błędnych form doktryny i moralności. Jednak na głębszym poziomie są osadzone w czymś innym: w duchu rewolucyjnym, który wraz z rewolucją francuską wydał naturalnemu porządkowi świata wojnę na śmierć i życie. Pierwszym i najważniejszym problemem współczesności jest detronizacja Boga i utrata perspektywy wieczności. Jeżeli państwa i społeczeństwa zaczynają kształtować swoje życie w duchu świeckiego materializmu, wchodzą na równię pochyłą, która kończy się kompletną degrengoladą – tak, jak stało się to udziałem wielu państw europejskich.

W obliczu tego ogromnego kryzysu, który niszczy świat i Kościół, nie ma łatwych odpowiedzi. Potrzebna jest raczej mrówcza praca, jakby benedyktyńska wytrwałość w ocaleniu tego, co Boże. Żaden kraj nie może przeważyć losów całej ludzkości. To, co możemy zrobić, to jednak pewien konkret: nakierować całe nasze życie na Boga. Nasza rodzina, praca i wybory polityczne – we wszystkim to właśnie Jezus Chrystus musi stać na pierwszym miejscu, a nie materialistyczny ateizm, który zdominował nasze myślenie.

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl