Fronda.pl: Chrystus zmartwychwstał. Pokonał grzech i śmierć, otwierając każdemu z nas drogę do życia wiecznego. Ten kamień węgielny został jednak wcześniej odrzucony przez budujących. „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” – krzyczał wzburzony tłum Żydów, domagając się od Piłata ukrzyżowania Jezusa. Przez wieki to zdanie było pretekstem do antysemickich postaw wśród chrześcijan. Antysemityzm był oczywiście zawsze grzechem. Dziś jednak stosunek Kościoła do Żydów nie ogranicza się jedynie do wyzbycia się nienawiści i potępienia antysemityzmu. Jak Ksiądz Profesor określiłby te relacje? Kim są – albo kim powinni być – dla katolika współcześni wyznawcy judaizmu?

 

Ks. prof. dr hab. Mariusz Rosik: Antysemityzm nie tylko zawsze był grzechem, ale zawsze jest grzechem. W Pasji Mela Gibsona podczas procesu Jezusa wszyscy mówią po swojemu. Rzymianie po łacinie, Żydzi po aramejsku. Przywołał Pan Redaktor okrzyk Żydów: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” (Mt 27,25). Oświadczenie wykrzyczane po aramejsku jest jedynym zdaniem, które w filmie nie zostało przetłumaczone na język polski. Recenzenci różnie tłumaczyli ten fakt. Jedni zastanawiali się, czy producenci uznali, że w Polakach zawołanie to wzbudzi niepotrzebne emocje wobec narodu żydowskiego. Inni mówili, że to zwykłe przeoczenie. Jeszcze inni wyjaśniali, że aramejski okrzyk pozbawiony tłumaczenia brzmi bardziej dramatycznie, przez co lepiej buduje napięcie całej sceny. Ostatecznej odpowiedzi nie znamy.

 

Pyta Pan o to, kim są – albo kim powinni być – dla katolika współcześni wyznawcy judaizmu. Sięgnijmy do dokumentów Soboru Watykańskiego II. W konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium czytamy: „Ci wreszcie, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego. Przede wszystkim więc naród, który pierwszy otrzymał przymierze i obietnice i z którego narodził się Chrystus wedle ciała, lud dzięki wybraniu szczególnie umiłowany ze względu na przodków, albowiem Bóg nie żałuje darów i wezwania” (Lumen gentium 16). Zwróćmy uwagę na precyzję języka. Według autorów Lumen gentium „naród, który pierwszy otrzymał przymierze” nie stanowi wprost ludu Bożego, lecz jest do niego „przyporządkowany”.

 

To przyporządkowanie zasadza się przede wszystkim na fakcie, że jako chrześcijanie wspólnie ze współczesnymi wyznawcami judaizmu czcimy tego samego Boga. Właśnie dlatego 40 lat temu w rzymskiej synagodze Jan Paweł II wyznał: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii zewnętrzna, lecz w pewien sposób wewnętrzna. Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią”.

 

Dla wielu katolików problematyczne jest określenie użyte przez Benedykta XVI, który nazwał Żydów „ojcami w wierze”. Z pewnością takimi są dla nas wyznawcy biblijnego judaizmu. Czy jednak możemy utożsamiać współczesny judaizm rabiniczny z wiarą biblijnego Izraela?

 

Judaizm rabiniczny nie jest w prostej linii kontynuacją judaizmu biblijnego, który zakończył się wraz z upadkiem świątyni jerozolimskiej w 70 roku po Chr. Judaizm biblijny (religia Jezusa Chrystusa) skupiał się na kulcie sprawowanym w świątyni jerozolimskiej. Dwadzieścia lat po zburzeniu świątyni w środowisku Jabne (bądź Jamni, miasta leżącego tuż przy dzisiejszym Tel Awiwie) powstała nowa forma judaizmu, dziś nazywanego rabinicznym, który skupił się na Torze.

 

Nota bene zauważyć należy, że po dwudziestu wiekach judaizm nie jest tworem jednolitym. Wyróżnić możemy we współczesnym judaizmie nurt ortodoksyjny, konserwatywny, reformowany i syjonistyczny. Każdy z nich inaczej odnosi się do chrześcijaństwa, więc nie można generalizować i rozprawiać ogólnie o relacji judaizmu do Kościoła, gdyż odniesienie każdego z tych nurtów do wierzących w Chrystusa jest odmienne.

 

Z wiarą biblijnego Izraela należy natomiast utożsamiać chrześcijaństwo. To wierzący w Chrystusa są spadkobiercami wiary Żydów czytających Biblię Hebrajską, niemal pokrywającą się ze Starym Testamentem. Księga ta zapowiadała przyjście Mesjasza i zawarcie nowego przymierza między Bogiem a ludźmi. Obydwie obietnice znalazły swą realizację w Chrystusie, w związku z czym staje się jasne, że ci, którzy w Niego uwierzyli, wpisują się w zaplanowane przez Boga od wieków dzieje zbawienia. I to bez względu na to, do którego nurtu chrześcijaństwa należą: katolicyzmu, prawosławia, protestantyzmu, tzw. wolnych Kościołów czy rodzących się na coraz większą skalę wspólnot Żydów mesjańskich.

 

Dwa tygodnie temu ogromne emocje wywołał list polskich biskupów przygotowany z okazji zbliżającej się 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej. W liście tym autorzy określili współczesny Izrael „narodem wybranym”. Czy to właściwe, słuszne określenie?

 

Po pierwsze docenić trzeba, że biskupi polscy postanowili uczcić 40 rocznicę wizyty św. Jana Pawła II w synagodze rzymskiej. Było to bez wątpienia przełomowe wydarzenie w relacjach chrześcijańsko-żydowskich. Przypominając nauczanie zawarte w soborowej deklaracji Nostra aetate papież dodał, że Kościół „opłakuje akty nienawiści, prześladowania, przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom”.

 

Po drugie, autorzy listu słusznie podkreślili, że wyznawcy judaizmu i chrześcijanie wierzą w tego samego Boga, co sprawia, że ich relacje są odmienne od relacji z wyznawcami innych religii. Potwierdzają tę prawdę przytoczone wyżej słowa Jana Pawła II o tym, że judaizm jest dla chrześcijaństwa religią „w pewien sposób wewnętrzną”.

 

Po trzecie – wpisując się w klimat zakończonego właśnie Wielkiego Postu – biskupi przypomnieli wiernym nauczanie zawarte w Katechizmie Kościoła Katolickiego: „Kościół nie waha się przypisać chrześcijanom największej odpowiedzialności za mękę Jezusa, którą zbyt często obciążali jedynie Żydów. (…) Trzeba uznać, że nasza wina jest w tym przypadku większa niż Żydów. Oni bowiem, według świadectwa Apostoła, nie ukrzyżowaliby Pana chwały (1Kor 2,8), gdyby Go poznali” (Katechizm Kościoła Katolickiego 598).

 

Natomiast w bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, czy współczesny Izrael jest „narodem wybranym” należy poruszyć kilka wątków.

 

Otóż termin „naród” wskazuje na przynależność etniczną, nie religijną czy duchową. Powinniśmy więc raczej mówić o „ludzie”, nie „narodzie wybranym”. Do ludu wybranego w dawnym przymierzu (w nowym o wiele bardziej) należą także ci, którzy nie mieli matki Żydówki, a to przecież stanowi warunek przynależności do etnicznego Izraela. Potwierdzeniem takiego stanu rzeczy niech będzie zapis zawarty w Torze: „A jeśli obcy zamieszkujący wśród was będzie chciał obchodzić Paschę dla Pana, niech obmyje się w wodzie, i niech będzie czysty. Niech to uczyni w czasie wyznaczonym, a wszyscy jego mieszkańcy niech będą obrzezani, wtedy będzie mógł przystąpić do obrzędu; i będzie jak rodowity w ziemi Egiptu. Każdy, kto nie będzie obrzezany, niech nie je z niej” (Wj 12,48-49; por. Lb 9,14; Pwt 16,11).

 

Kto więc jest ludem wybranym? Bardzo jasną odpowiedź daje nam przytaczana już powyżej soborowa konstytucja Lumen gentium: „Kościół to lud wybrany i wierny, którego Bóg od początku powołał, aby był uczestnikiem Jego zbawczego planu” (Lumen gentium 9). A skoro Kościół to lud wybrany, jasnym jest – w świetle wcześniejszego cytatu z tego samego dokumentu – że wyznawcy judaizmu są „przyporządkowani” do wybranego ludu Bożego.

 

List KEP wywołał też kontrowersje za sprawą dostrzeganej w nim sugestii, jakoby Żydzi mieli być zbawieni niezależnie od przyjęcia Chrystusa. Choć nie jest to nauczanie Kościoła, to po Soborze Watykańskim II coraz więcej zwolenników znajduje koncepcja „dwóch dróg”, która czerpie przede wszystkim z tajemniczych słów św. Pawła zapisanych w 11 rozdziale Listu do Rzymian. Jak Ksiądz Profesor odczytuje ten rozdział?

 

Rzeczywiście niekiedy daje się słyszeć pogląd, że zbawienie jest możliwe bez Chrystusa. List biskupów cytuje fragment dokumentu Komisji Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem zatytułowanego Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne: „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą” (nr 36; dokument wydany w 2015 roku).

 

Zauważyć trzeba, że dokumenty Komisji Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem mają wartość opinii teologicznej, jednak nie należą do depozytu wiary, czyli nie stanowią powszechnego nauczania Kościoła. Teza, iż można się zbawić bez Chrystusa nie jest w tym dokumencie argumentowana. Natomiast argumentów za tym, iż Jezus jest jedyną drogą do zbawienia jest wiele.

 

Po pierwsze tak twierdził On sam: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). Wtórował Mu św. Piotr: „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

 

Po drugie, potwierdza to uroczyste nauczanie Kościoła, według którego nie można zbawić się bez Chrystusa, a ponieważ Chrystus utożsamia się z Kościołem, który jest Jego Ciałem, nie można także zbawić się bez Kościoła, w myśl zasady postawionej przez św. Cypriana, która głosi, że poza Kościołem nie ma zbawienia: „Sobór święty zwraca się w pierwszym rzędzie do wiernych katolików. Uczy zaś, opierając się na Piśmie świętym i Tradycji, że ten pielgrzymujący Kościół konieczny jest do zbawienia. Chrystus bowiem jest jedynym Pośrednikiem i drogą zbawienia. On, co staje się dla nas obecny w Ciele swoim, którym jest Kościół; On to właśnie podkreślając wyraźnie konieczność wiary i chrztu (por. Mk 16,16; J 3,5) potwierdził równocześnie konieczność Kościoła, do którego ludzie dostają się przez chrzest jak przez bramę. Nie mogliby tedy być zbawieni ludzie, którzy wiedząc, że Kościół został założony przez Boga za pośrednictwem Chrystusa jako konieczny, mimo to nie chcieliby bądź przystąpić do niego, bądź też w nim wytrwać” (Lumen gentium 14). Jeśli więc zbawienia dostąpią Żydzi, wyznawcy islamu, buddyści, hinduiści, wyznawcy innych religii, a nawet niewierzący – dostąpią go dzięki zasługom Chrystusa i przez pośrednictwo Kościoła.

 

Po trzecie, należałoby przytoczyć treść całego dokumentu podpisanego przez Prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Josepha Ratzingera 6 sierpnia 2000 roku, zatytułowanego Dominus Jesus, w którym stwierdza się wprost, że nie można osiągnąć zbawienia bez Chrystusa i bez pośrednictwa Kościoła. Każdy, kto zechce się z nim zapoznać, łatwo znajdzie go w Internecie.

 

Natomiast – odpowiadając wprost na pytanie dotyczące 11 rozdziału Listu do Rzymian – chciałbym zwrócić uwagę na jedną tylko kwestię. Dotyczy ona wyznania Pawła: „I tak cały Izrael będzie zbawiony” (Rz 11,26). Jak to rozumieć? Trzeba przytoczyć ten tekst w jego bezpośrednim kontekście, gdyż każdy biblista zna zasadę, która głosi, że tekst bez kontekstu jest pretekstem do rozmaitych, często niesłusznych interpretacji. Otóż w tym samym wywodzie apostoł narodów stwierdza: „Nie wszyscy bowiem, którzy pochodzą od Izraela, są Izraelem” (Rz 11,9). Którzy więc są Izraelem? Ci, którzy uwierzyli w Chrystusa. Pawłowe stwierdzenie należy więc rozumieć w sensie: „Cały Izrael wierzący w Chrystusa będzie zbawiony”.

 

Święta Wielkanocne w sposób wyjątkowy przypominają o naszych judaistycznych korzeniach. Przeżywając liturgię Wigilii Paschalnej, widzimy w niej również pamiątkę wyzwolenia Narodu Wybranego z niewoli egipskiej i Paschę, w której wydarzenie to wspominają Żydzi. W tym roku jeszcze bardziej kierujemy naszą uwagę w stronę wyznawców judaizmu z uwagi na to, że przeżywamy Paschę w tym samym czasie. Czego możemy zaczerpnąć od Żydów, aby uczynić pełniejszym nasze świętowanie Wielkanocy?

 

Sądzę, że warto zwrócić uwagę na dwie kwestie: żydowski seder i pojmowanie idei pamiętania w judaizmie. Zgłębienie tych kwestii może bardzo pomóc w lepszym zrozumieniu tego, czym jest Eucharystia.

 

Schemat żydowskiej uczty paschalnej zakłada spożycie czterech kielichów wina, a każdy z nich ma określoną rolę: pierwszy (kidusz) to modlitwa otwierająca posiłek, drugi (hagada) wiąże się z wyjaśnieniem znaczenia święta Paschy, trzeci to kielich błogosławieństwa lub dziękczynienia (beracha), który pojawia się po jedzeniu, a czwarty (hallel) kończy śpiew psalmów i formalnie zamyka ucztę. W Nowym Testamencie czytamy, że Jezus po odśpiewaniu psalmów udał się z apostołami na Górę Oliwną, realizując zapowiedź: „Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego” (Mt 26,29). Jezus nie wypił ani nie podał apostołom czwartego kielicha podczas tej uczty.

 

Jezus zapowiada, że czwarty kielich Paschy będzie kielichem „nowym” (Mk 14,25; Mt 26,29). Wszystko ulega radykalnej przemianie po zmartwychwstaniu i wstąpieniu do nieba. Ten etap królestwa charakteryzuje radykalna nowość. Jest to królestwo eschatologiczne, wieczne, nieutracalne. To właśnie je ma na myśli Jezus, gdy zapowiada wypicie nowego kielicha w królestwie Bożym. O „nowym” kielichu mówi Jezus u Marka (Mk 14,25) i Mateusza (Mt 26,29). Nieco inaczej brzmi zapowiedź czwartego kielicha u Łukasza: „odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże” (Łk 22,18). Można stąd wywnioskować, że gdy Jezus spożywał z apostołami ostatnią wieczerzę, królestwo Boże jeszcze nie przyszło. Jak więc rozumieć wcześniejsze wyznanie w tej samej Ewangelii Łukasza: „królestwo Boże pośród was jest” (Łk 17,21)? Jedyna możliwa interpretacja to taka, że po zmartwychwstaniu Jezusa nastaje zupełnie nowy okres istnienia królestwa Bożego i to w tym właśnie królestwie Jezus wypije czwarty kielich uczty paschalnej z tymi, którzy w Niego uwierzą.

 

Chrystus jest naszą Paschą, w myśl słów św. Pawła: „Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha” (1Kor 5,7). Nasza Pascha zakończy się, gdy przyjmiemy z rąk Pana czwarty kielich wina, poprzedzony każdą Eucharystią, w której uczestniczymy, a wtedy na zawsze będziemy z Panem (1Tes 4,17). Tymczasem ostatnia wieczerza wciąż trwa. Rozpoczęła się w Wieczerniku i trwa, uobecniając Paschę Jezusa (mękę, śmierć, zmartwychwstanie i wstąpienie do nieba) na ołtarzach całego świata. Tak będzie aż do momentu paruzji. Wtedy wszyscy, którzy dostąpią zbawienia, dokończą swojej Paschy – przejścia z tego świata do chwały eschatologicznego królestwa Bożego. A tam trwać będzie uczta godów Baranka, podczas której zbawieni wychylą czwarty kielich wina ostatniej wieczerzy.

 

Kwestia druga to żydowskie rozumienie idei pamiętania. W języku hebrajskim dosłownie przetłumaczony termin zikkārôn należałoby oddać rzeczownikiem „uobecnienie”. „Pamiątka” odsyła nas do dawnych wydarzeń, tymczasem „uobecnienie” czyni obecnym – dzięki Bożej łasce – tu i teraz to, co wydarzyło się w historii. Uczestnicząc w Eucharystii, włączamy się w ponadczasowość Boga, dla którego czas nie istnieje. Semicka idea pamiętania i wspominania odbiega daleko od rozumienia „pamiątki” w świecie zachodnim, ukształtowanym na podstawie filozoficznych wzorców starożytnej Hellady i prawniczej myśli antycznego Rzymu. Gdy w Stanach, Anglii, Australii czy Szwajcarii ktoś „wspomina” dawne wydarzenia, zazwyczaj jego myśl cofa się w czasie. Ktoś taki próbuje myślami przenieść się w przeszłość. Termin „pamiątka” zawężony jest w mentalności zachodniej do biernego procesu pamięciowego.

 

Pamięć w świecie żydowskim to nie chłodne, intelektualne wzmiankowanie dawnych wydarzeń; to najpierw żywe zaangażowanie emocjonalne. Wystarczy spojrzeć na dwa wersety psalmu: „Przyjdźcie i patrzcie na dzieła Boga: dokonał dziwów pośród synów ludzkich! Morze na suchy ląd zamienił; pieszo przeszli przez rzekę: wielce Nim się radujmy!” (Ps 66, 5-6). Autor mówi w czasie teraźniejszym („przyjdźcie”, „patrzcie”), a jednak odnosi się bezpośrednio do wydarzeń wieki temu minionych. W semickiej idei pamiętania łączą się więc trzy wymiary: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Chodzi nie tylko o wspomnienie przeszłości, lecz także o autentyczne doświadczenie teraźniejszej łaski Bożej, która przemienia przyszłość.

 

W bardzo obrazowy sposób można pokusić się o następujący obraz: żyjemy w doczesności, gdzie wciąż mija czas. Pełnimy swoje obowiązki, pracujemy, uczymy się, spędzamy czas z rodziną, odpoczywamy. Jednak gdy przychodzimy na Eucharystię, to na chwilę wychylamy naszą głowę do wieczności, gdzie nie ma czasu, gdzie trwa wieczne „dziś” (łac. hodie), gdzie Jezus wciąż umiera i zmartwychwstaje dla naszego zbawienia. Uczestniczymy w Jego zbawczej męce, śmierci i zmartwychwstaniu, aby w ten sposób umocnieni na nowo powrócić do doczesności, by wieść nasze chrześcijańskie życie w najbardziej prawy i szlachetny sposób, na jaki nas stać. Co więcej, celebrując Eucharystię, antycypujemy również ucztę mesjańską, sięgając w ten sposób w przyszłość. Chrześcijańska „pamiątka” ma więc podobnie jak żydowska trzy wymiary, odpowiednio przesunięte w czasie: sięga do wydarzeń przeszłych (męka, śmierć, zmartwychwstanie Chrystusa); w teraźniejszości obdarza życiodajną łaską, stając się pokarmem w drodze ku eschatologicznej przyszłości; wreszcie antycypuje ucztę mesjańską.

 

Najważniejszym zadaniem uczniów Chrystusa pozostaje przy tym, zgodnie z Jego posłaniem sprzed wniebowstąpienia, głoszenie Ewangelii wszystkim narodom. W jaki sposób Kościół powinien dziś głosić radość Zmartwychwstania wyznawcom judaizmu?

 

W przytoczonym już w naszej rozmowie dokumencie Komisji Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem zatytułowanym Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne czytamy: „Łatwo zrozumieć, że tak zwana ‘misja wobec Żydów’ jest sprawą bardzo delikatną i wrażliwą dla Żydów, ponieważ w ich oczach, wiąże się ona wręcz z kwestią istnienia narodu żydowskiego. Jest to także pytanie niewygodne dla chrześcijan, ponieważ powszechne zbawcze znaczenie Jezusa Chrystusa, a tym samym powszechna misja Kościoła mają dla nich fundamentalne znaczenie. Kościół musi zatem postrzegać ewangelizację Żydów, którzy wierzą w jednego Boga, w sposób odmienny od ewangelizacji skierowanej do ludzi innych religii i światopoglądów. W praktyce oznacza to, że Kościół katolicki nie prowadzi, ani nie popiera żadnej konkretnej instytucjonalnej pracy misyjnej skierowanej ku Żydom. Ale podczas gdy istnieje zasadnicze odrzucenie instytucjonalnej misji skierowanej wobec wyznawców judaizmu, to chrześcijanie są jednak wezwani do dawania świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa, także wobec Żydów, choć powinni to czynić w sposób pokorny i wrażliwy przyznając, że Żydzi są depozytariuszami Słowa Bożego, zwłaszcza pamiętając o wielkiej tragedii Szoah”.

 

Dokument zachęca do „dawania świadectwa”, a rozumiem, że świadectwo obejmuje także mówienie o Chrystusie. To przecież miał na myśli Jezus, gdy w przywołanym przez Pana Redaktora posłaniu w dniu wniebowstąpienia mówił: „Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8).

 

Kilka dni temu spotkałem się z pastorami powstającej we Wrocławiu wspólnoty Żydów mesjańskich Derech ha-Emet („Droga Prawdy”). W moim przekonaniu to właśnie oni – Żydzi, którzy rozpoznali Mesjasza, Zbawiciela i Drugą Osobę Boską w Chrystusie – są szczególnie uprzywilejowani, by dotrzeć z prawdą Ewangelii do pozostałych Żydów. Faktem jest, że w wielu wypadkach, gdy Żyd konwertuje na chrześcijaństwo, niektórzy jego wpółwyznawcy zrywają z nim kontakt. Jednak nie zawsze tak się dzieje, a wówczas otwiera się – by posłużyć się metaforą Pawła – „wielka i obiecująca brama” (1Kor 16,9) do ogłoszenia zbawienia w Jezusie Chrystusie wyznawcom judaizmu.

 

Tak więc radością zmartwychwstania należy się dzielić również z Żydami, w „sposób pokorny i wrażliwy”, ale także jasny, prosty i pełen spokoju. I tak niech wybrzmi ostatnie zdanie naszej rozmowy: Chrystus zmartwychwstał! Oto jest dobra nowina – by posłużyć się słowami św. Pawła – „ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka” (Rz 3,16).

 

 

Ks. prof. dr hab. Mariusz Rosik jest kapłanem diecezji wrocławskiej. Studiował we Wrocławiu, w Rzymie i w Jerozolimie. Specjalizuje się w teologii Nowego Testamentu oraz relacjach judaizmu i chrześcijaństwa w czasach narodzin Kościoła. Napisał ponad sześćdziesiąt książek i kilkaset artykułów, a jego prace ukazały się w czternastu językach. Jest kierownikiem Katedry Teologii Nowego Testamentu na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu.