Po wybuchu wojny w Iranie polskie władze długo zwlekały z rozpoczęciem ewakuacji Polaków z Bliskiego Wschodu.
- „Czy państwo polskie ma zobowiązania wobec tych, którzy ignorują ostrzeżenia państwa polskiego? Zostawiam to państwu do oceny. W mojej ocenie tam, gdzie są twarde ostrzeżenia MSZ: nie leć, nasze zobowiązania są mniejsze niż wobec tych, których na przykład zastaje nieoczekiwana pandemia czy nieoczekiwany zamach stanu”
- stwierdził kilka dni temu wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki.
Po fali krytyki premier Donald Tusk w środę poinformował jednak, że rząd pomoże przebywającym na Bliskim Wschodzie Polakom. Dziś szef rządu wziął udział w spotkaniu Zespołu koordynacyjnego ws. Bliskiego Wschodu.
- „Dziękuję za to, co udało się już zrobić. Wiem, ze bardzo dużo osób ciężko pracuje, żeby te możliwości ewakuacyjne były wykorzystane w maksymalny sposób. (…) Mam informację, że od 1 marca ponad 2800 osób, czy to liniami cywilnymi czy bezpośrednio przy pomocy naszych placówek konsularnych ewakuowało się z terenów zagrożonych. To duża liczba, ale chciałbym powiedzieć, że nie ma najmniejszego powodu, żebyście czuli państwo jakąś szczególną satysfakcję z tego, co do tej pory udało się zrobić, ponieważ bardzo dużo ludzi wciąż czeka nie tylko na pomoc, ale bardzo często na informacje”
- mówił.
Domagał się przy tym lepszej pracy polskich placówek dyplomatycznych.
- „Mam dużo sygnałów, że nie wszędzie ludzie odpowiedzialni za informacje, za bezpośredni kontakt działają, jak powinni. Dotyczy to naszych placówek, ale nie tylko. Proszę, aby monitorować przez 24 godziny na dobę, kto jak pracuje”
- apelował.
Głos zabrał też wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który kilka dni temu przekonywał, że nie ma potrzeby organizować ewakuacji, bo Polacy mogą korzystać z lotów komercyjnych.
- „Służba dyplomatyczno-konsularna pracuje w trybie 24 godzinnym”
- zapewniał.
