Tomasz Wandas, Fronda.pl: Co sądzi Pan o WOŚP?

Adam Borowski: Nie mam o tym dobrego zdania. Widzę to jako sposób na życie jakie zorganizował sobie pan Owsiak i jego rodzina. Jerzy Owsiak to świetny menager, tak jak ja próbuję żyć z wydawania książek, on próbuje żyć z pieniędzy zbieranych na dzieci. Ze zbierania pieniędzy jest łatwo żyć. Sposób wydatkowania tych pieniędzy pozostawia wiele do życzenia. Od lat „Matka Kurka” się z nim zmaga. Rozliczenia nie są jasne. Owszem wydaje on sprzęt do szpitali, jednak nie jest on własnością szpitali.

Moim zdaniem Jerzy Owsiak jest niezłym biznesmanem. Zrobił on świetny biznes na zbieraniu pieniędzy na dzieci, na różne choroby. Pan Owsiak nie jest filantropem. Pan Owsiak jest biznesmanem, który znakomicie się ustawił. Nie ma to nic wspólnego z filantropią, pomocą. Robienie z siebie darczyńcy to jest jakiś sposób na zarabianie pieniędzy.

O czym świadczy fakt, że zdaje się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała mniej niż w poprzednim roku?

Od dawna dużo mniej ludzi się angażuje, dużo mniej ludzi płaci. Spółki zaprzyjaźnione z obecną władzą uczestniczą w różnego rodzaju aukcjach. Z pewnością jeszcze wielu ludzi daje się na to nabierać. Na to, że pan Owsiak jest filantropem, że się troszczy o służbę zdrowia, o dzieci.

Ja tego nie widzę. Jego sposób wydatkowania pieniędzy, które zarabia budzi wątpliwości, a istotą zdaje się być tutaj biznes. Jednego roku angażuje się mniej, drugiego więcej ludzi, natomiast głównie uczestniczą w tym firmy.

Nie jest już tak jak było na początku, kiedy wsparcia przede wszystkim udzielali zwykli ludzie. Koszt tego przedsięwzięcia jest gigantyczny, absolutnie nie współmierny do zebranych środków. Cały dzień antenowy w Telewizji Polskiej poświęcony wydarzeniu to przecież jest darmowa reklama.

Zbieranie pieniędzy też kosztuje. Wydrukowanie pudełeczek, zaangażowanie ludzi itp., to wszystko kosztuje. Przez rok zebrane pieniądze trzymane są na kontach, z tego robią się odsetki, używane są one na cele polityczne.

Jest to cała machina polityczna, która jest wykorzystywana przez obecnie rządzącą partię polityczną. To wszystko jest brzydkie, nieładne, nie mające nic wspólnego z działalnością charytatywną. Jest to biznes pana Owsiaka, dlatego tego nie cenię. Od lat nie wykładam ani grosza i nie będę w tym uczestniczył. Niech się sam bawi, a jeśli ktoś chce się na to nadal nabierać, to jest to jego indywidualna sprawa.

Czy zmieniał Pan zdanie o Jerzym Owsiaku przez te wszystkie lata czy miał Pan raczej takie same?

Podczas pierwszych dwóch edycji byłem pod pewnym urokiem. Wtedy wydawało się być to ładne. Natomiast później zaczęły wychodzić tego kulisy. No i przestałem wraz z cała moją rodziną wspomagać tę inicjatywę. Później doszło jeszcze zachowanie pana Owsiaka. Kiedy zadawano mu trudne pytania o rozliczenia, to nigdy nie można było doprosić się odpowiedzi. Wszystko stało się dla mnie jasne. Ujrzały światło dzienne sprawy związane z rozliczeniami, że zamówienia mogą robić tylko i wyłącznie dwie jego spółki.

Czy można mówić, że Jerzy Owsiak jest „świętą krową” jeśli tak, to dlaczego?

W pewnym sensie tak, jest on „świętą krową”. Ostatnio okazało się, że emocjonalny wpis starszej pani, emerytki był potraktowany poważnie jako groźba karalna. Kiedy z drugiej strony różni ludzie podpalali i mówili dużo gorsze rzeczy o przeciwnikach politycznych i nic się nie działo. Prokuratura, Policja nikt nie reagował. A w tym przypadku wjechano do pani o szóstej rano. Potraktowanie jej wpisu poważnie jest po porostu śmieszne. Jest to miara rzeczy, która powoduje, że pan Owsiak nie jest odporny na wszelką krytykę, niechęć do niego, a przecież swoim zachowaniem nie daje on powodu do tego, aby go lubić czy traktować poważnie jego deklaracje. Z pewnością jest on „świętą krową”, celebrytą tego mainstreamu. Nie można powiedzieć nic krytycznego, ponieważ pan Owsiak może się obrazić.

Jaka natomiast Pana zdaniem jest sytuacja Krakowa za czasów, kiedy rządzi tam przedstawiciel Koalicji Obywatelskiej Aleksander Miszalski?

Wszędzie, gdzie oni rządzą tam dochodzi do patologii. Długi, niejasne przetargi, mafijne układy. Jeżeli mamy demokrację taką jaką mamy i ludzie nie umieją zrobić z tym porządku i zagłosowali na takiego człowieka to co zrobić. Nie można być lepszym dla ludzi niż oni sami chcą być dla siebie. Miasto poniesie koszty jego rządów, mieszkańcy poniosą tego koszty.

Utworzył się tam teraz komitet, który chce zrobić referendum - zobaczymy, może tym razem się ono uda, chociaż warunki referendalne są bardzo trudne do spełnienia. Od lat są propozycje związane ze zmianą ustawy o referendum dlatego, że te warunki, które są teraz są praktycznie nie do spełnienia. W związku z tym władze samorządowe zachowują się jak chcą, nie przejmują się wolą mieszkańców, bo wiedzą, że odwołać ich po prostu nie sposób. 

Czy takie inicjatywy mają sens? Na ile są potrzebne?

Oczywiście, że mają sens. Sam uczestniczyłem w takiej inicjatywie wspierając w Piotrkowie Trybunalskim w związku ze sprawą imigrantów. Władze wojewódzkie zatrzymały ten proces i się nie udało.

Ma to sens, zawsze, kiedy angażuje się społeczność można liczyć na wydanie kiedyś dobrych owoców. Może teraz się nie uda, ale kiedy ludzie się ze sobą poznają to następnym razem można będzie liczyć na powodzenie.

Kiedy ludzie wymieniają poglądy, chcą razem działać, to jest zawsze pozytywne. Chęciom uczestniczenia w życiu społecznym, inicjatywom można tylko przyklasnąć. Trzeba też liczyć się z porażką, że nie przyniesie to efektu w postaci odwołania władz, które wręcz szkodzą miastu. Zobaczymy, jak się rozwinie ta inicjatywa w Krakowie. Kraków to piękne miasto i zasługuje na dobrego gospodarza.

Dziękuję za rozmowę.