50 strzałów. „Kazali podpisać, że nie mamy roszczeń” - zdjęcie
09.01.16, 15:09(fot. flickr)

50 strzałów. „Kazali podpisać, że nie mamy roszczeń”

2

Egipcjanie starają się zatuszować zamach terrorystyczny na hotel w Hurgadzie – wynika z relacji polskiego świadka. Turystom z Polski nie zaproponowano wyjazdu z Egiptu.

Do zamachu doszło w piątek. Mężczyźni uzbrojeni w noże, a także - według różnych źródeł - w broń palną i pasy z materiałami wybuchowymi weszli do restauracji hotelu „Bella Vista” i zaatakowali turystów. Krzyczeli „Allah Akbar”. Służby bezpieczeństwa otworzyły ogień do napastników. Jeden z nich został zabity, a drugi ranny. Rany odniosło trzech turystów z Austrii i Szwecji. Rzecznik egipskiego ministerstwa zdrowia zapewnił, że ich stan jest stabilny.

Jak relacjonuje w rozmowie z TVP Info polski turysta Paweł Ozdoba, obsługa hotelowa stara się teraz sprawiać wrażenie, jakby nic się nie stało. Obsługa chciała przenieść Polaków do innego hotelu, jednak wolą oni pozostać w Bella Vista Hotel, obawiając się kolejnych ataków w innych miejscach. Turystom z Polski nie zaproponowano jednak wyjazdu z Egiptu.

- Dzisiaj tu jest błogi spokój, większość turystów wyjechało z hotelu. Obsługa robi wszystko, żeby wyglądało, że wczoraj się nic nie stało - relacjonuje świadek. - Kazali nam podpisać takie dziwne pismo, że nie będziemy mieć żadnych roszczeń (...). Zero propozycji wyjazdu, nic takiego. Cały czas traktują to tak, jakby się nic nie stało - wskazuje Dawid Ozdoba.

- Prawda jest taka, że wczoraj padało z pięćdziesiąt strzałów w hotelu, w którym chce się wypocząć - podkreśla turysta. - Dzisiaj się dowiedziałem, że część Polaków uciekła na łódkę i tam się skryła. Część pouciekała po pokojach. Nawet obsługa uciekała w kierunku plaży.  Napastnicy leżeli jeszcze dwie godziny na placu w hotelu. Jeden był zastrzelony, cały we krwi. Drugiego niby próbowali ratować, ale widziałem, jak go okładali, chcieli się czegoś od niego dowiedzieć. Policja biegała wokoło z psami i szukała trzeciego napastnika, który prawdopodobnie miał przy sobie ładunki wybuchowe - mówi turysta z Polski.

KJ/interia.pl

Komentarze (2):

anonim2016.01.11 0:57
Ale o co chodzi? Przecież wiedzieli gdzie jadą. Nikt im tam nie każe siedzieć. Mogą sobie kupić bilet i wrócić do kraju.
anonim2016.01.11 9:42
Ależ teraz będzie co opowiadać przy śledziku i wódeczce, a to też jest jakaś wartość.