Opinia

Wolność Mszy trydenckiej. Czy Leon XIV „poprawi” Benedykta XVI?

Paweł Chmielewski 12.07.2026

Konsekracje biskupie Bractwa św. Piusa X mają skutki nie tylko dla samych członków tego środowiska. Wpływają też na debatę w Kościele katolickim, zwłaszcza w obszarze tradycyjnej liturgii. 

 

1 lipca Bractwo św. Piusa X (FSSPX) wyświęciło biskupów wbrew woli papieża, a następnego dnia Stolica Apostolska ogłosiła ekskomunikę członków Bractwa – zarówno biskupów, jak i księży oraz świeckich. Jeżeli ktoś uznałby, że na tym cała sprawa się kończy, grubo by się mylił. Niezależnie od indywidualnych losów członków FSSPX, działanie Bractwa i odpowiedź Stolicy Apostolskiej mogą w znaczący sposób wpłynąć na życie całości Kościoła.

Wszystko za sprawą nagle ożywionej dyskusji o liturgii. Tak się złożyło, że na kilka dni przed zaplanowanymi konsekracjami biskupów w Bractwie, w Rzymie odbywał się konsystorz, czyli spotkanie wszystkich kardynałów z papieżem. Część purpuratów rozmawiała o Mszy trydenckiej w kontekście Bractwa. Domagano się jakichś zmian, przede wszystkim w postaci odejścia od restrykcji nałożonych przez Franciszka na rzecz bardziej koncyliacyjnego podejścia, najlepiej takiego, jak za Benedykta XVI. Papież z Niemiec w 2007 roku dopuścił swobodę celebracji starożytnej liturgii Kościoła. Od kiedy konsekracje się dokonały, taka narracja weszła, można rzec, do mainstreamu. Nie zliczę już kardynałów i biskupów, którzy wypowiedzieli się publicznie w sprawie Mszy trydenckiej. Niemcy, Amerykanie, Hiszpanie, Norwegowie, Duńczycy, kolejni Amerykanie, Francuzi… O liturgii rozmawiają wszyscy - i niemal wszyscy mówią to samo. Każdy odcina się od Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, jednocześnie upominając się o większą swobodę liturgiczną dla tradycjonalistów. 

Nie wiem, czy papież Leon XIV weźmie to pod uwagę i faktycznie coś zmieni. W lipcu 2026 roku mija pięć lat od restrykcji, które nałożył papież Franciszek w „Traditionis custodes”. Z racji na okrągłą rocznicę, byłby to teoretycznie dobry moment na poluzowanie ograniczeń. Być może Leon będzie chciał jeszcze zaczekać. Kolejna „okrągła” rocznica już za rok – wtedy minie 20 lat od decyzji Benedykta XVI, który Mszę trydencką „uwolnił”. Gdyby Leon XIV chciał pójść w jego ślady, byłby to naprawdę dobry moment. Papież pozwoliłby na opadnięcie kurzu po awanturze wokół konsekracji w Bractwie, a jednocześnie odpowiedziałby relatywnie szybko na trudną sytuację duszpasterską, która powstała w związku z tymi wydarzeniami.

Te rozważania mają oczywiście sens tylko o tyle, o ile uznamy, że Leon XIV… chce w ogóle coś zrobić. Papież jest wprawdzie do tego namawiany przez kardynałów i biskupów, ale nie musi bynajmniej działać w zgodzie z opinią sympatyków tradycjonalizmu liturgicznego. Nie wolno zapominać, że dla Ojca Świętego spory toczone na Zachodzie są coraz mniej istotne. Papież widzi, co dzieje się na świecie: ciężar katolicyzmu przenosi się na globalne Południe, zwłaszcza do Afryki. Tam klasyczne spory liturgiczne i teologiczne, właściwe dla Zachodu, są słabiej obecne; katolicy żyją zupełnie innymi problemami. Jeżeli Leon postanowi skupić się tylko na tym, co ważne dla tej „południowej” większości, może sprawę Mszy trydenckiej po prostu zignorować.

Z drugiej strony, choć Zachód rzeczywiście zwija się demograficznie, nie można go przecież tak zupełnie ignorować. Nie tylko dlatego, że tu wciąż żyją katolicy i mają swoje oczekiwania, nadzieje i duszpasterskie potrzeby – ale przede wszystkim dlatego, że przecież to Zachód jest depozytariuszem Tradycji Kościoła. Czego by nie mówić o globalnym Południu, chrześcijaństwo wyrosło z połączenia Objawienia z myślą Greków i Rzymian, a grecko-rzymska tradycja wyraża się w jakiejś mierze także w tradycyjnym łacińskim rycie liturgicznym. Tego nie powinno się zlekceważyć, choćby w imię wierności własnej Tradycji. 

Mam nadzieję, że sprawa Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X przyczyni się do jakiegoś dobra w tym zakresie. Niezależnie od tego, co kto sądzi o racjach stojących za Bractwem albo za ogłoszoną przez Watykan ekskomuniką, jedno jest oczywiste: podziały w Kościele są tragedią, zwłaszcza kiedy dotykają tak fundamentalnych kwestii, jak prawda dogmatyczna i liturgiczny kult Boży. Przywrócenie swobody celebracji Mszy trydenckiej mogłoby pozwolić na rozpoczęcie procesu wewnętrznego pojednania.

Warunek: trzeba byłoby to zrobić definitywnie i trwale, nie tak, jak Benedykt XVI. Papież z Niemiec, pomimo szczerych intencji i autentycznego pragnienia pojednania Kościoła z własną Tradycją, zbyt słabo obwarował wolność Mszy trydenckiej, by nie pozwolić progresywnemu następcy na radykalne zmiany. Jeżeli Leon XIV chciałby rozwiązać spór raz na zawsze, powinien zachować się jak Benedykt co do ducha, ale postąpić znacznie bardziej systematycznie.

 

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

Źródło: Fronda.pl

O autorze

Paweł Chmielewski