Opinia

Susujew: wojna magazynów, czyli dlaczego Ukraina atakuje Wildberries

Każdy z nas jest dziś przyzwyczajony, że dla znalezienia niezbędnego towaru potrzebuje internetu i kilku aplikacji w telefonie, aby dokonać zakupu i opłacić go zdalnie. To jest standard, bez którego ciężko wyobrazić sobie nam dziś codzienne funkcjonowanie. Rzadko jednak zastanawiamy się, że w trakcie wojny to cyfrowe zaplecze i nasze przywiązanie do niego może stać się piętą achillesową i słabym punktem podatnym na ataki przeciwnika.

Mikołaj Susujew 31.07.2026

Współczesny świat jest zdominowany przez usługi cyfrowe, co dotyczy dziś każdego aspektu naszego życia, w tym też handlu i logistyki. Jeżeli 20 lat temu główne centra handlowe i supermarkety były dla nas kluczowymi ośrodkami wymiany towarowej, to dziś tę rolę przejęły platformy e-handlu z milionami użytkowników i nieograniczoną ofertą produktów. Każdy z nas jest dziś przyzwyczajony, że dla znalezienia niezbędnego towaru potrzebuje internetu i kilku aplikacji w telefonie, aby dokonać zakupu i opłacić go zdalnie. To jest standard, bez którego ciężko wyobrazić sobie nam dziś codzienne funkcjonowanie. Rzadko jednak zastanawiamy się, że w trakcie wojny to cyfrowe zaplecze i nasze przywiązanie do niego może stać się piętą achillesową i słabym punktem podatnym na ataki przeciwnika.

Pierwszym oczywistym problemem są uderzenia wroga w cyberprzestrzeni, których celem jest uszkodzenie i zdezorganizowanie samej sieci. Z reguły myśląc o cyberwojnie, zastanawiamy się nad atakami na infrastrukturę poziomu strategicznego, tę dotyczącą energetyki czy finansów. Jednak handel internetowy i związana z nim logistyka są tak samo ważną częścią krajowego systemu, ponieważ sparaliżowanie tych procesów to ogromny cios w gospodarkę państwa. Ukraina w ostatnich latach mocno rozbudowała cyfrową bazę usług administracji publicznej, internetowe usługi bankowe i handel sieciowy. W trakcie wojny ta sfera znajduje się pod stałą presją i Rosji wiele razy udało się zakłócić oraz zdezorganizować jej pracę. Jej ochrona wymaga ogromnego wysiłku i stałej pracy odpowiednich ukraińskich struktur. I dokładnie tak samo to działa w drugą stronę.

Nie warto jednak zapominać, że istnieje też wymiar fizyczny tych wszystkich udogodnień. Kiedy zamawiamy towar na Allegro, on nie pojawia się w cudowny sposób w naszym mieszkaniu, tylko potrzebuje ogromnej, dobrze działającej machiny dystrybucyjnej. Prywatne firmy, które tymi procesami zarządzają, oczywiście są skoncentrowane na minimalizowaniu kosztów utrzymania systemu i zmaksymalizowaniu swoich zysków. Stąd na przykład ogromne centra dystrybucyjne i magazyny, w których kumulują się towary. Koncentracja w tym wypadku przekłada się na skrócenie ciągów dostaw i oszczędza pieniądze. W czasie pokoju pozwala nam to mieć zamówiony towar dzień po jego zakupie na umownym Allegro. Ale w czasie wojny ten system cywilnego zaopatrzenia okazuje się ekstremalnie wrażliwy na wrogie uderzenia. Dokładnie to pokazują ataki rosyjskie na magazyny ukraińskiej Nowej Poczty i ukraińskie uderzenia na obiekty rosyjskiej firmy Wildberries. Podobne działania potrafią zadać ogromne straty gospodarce, rujnując powiązania handlowe i biznesowe oraz łańcuchy dostaw wielu przedsiębiorstw opierających się na logistyce wielkich korporacji zajmujących się e-handlem, z reguły skupiających w swoich rękach znaczną część transportu w gospodarce cywilnej. A jednocześnie te obiekty nie są traktowane z reguły przez państwo jako infrastruktura krytyczna i nie są specjalnie bronione... Co powoduje, że zniszczyć je jest bardzo łatwo, a efekt, który daje takie uderzenie nawet w jeden obiekt, jest ogromny.

Ukraińskie firmy podobne do Nowej Poczty dostosowały się już do tego typu zagrożeń poprzez decentralizację swoich magazynów. Rosjanie we wczesnym okresie wojny nie zakładali, że Ukraina będzie posiadać zdolności do uderzeń na ich głębokie tyły, a nawet jeżeli będzie je posiadać, to nie zakładali, że te możliwości będą w stanie przełamać ich wielowarstwową obronę przeciwlotniczą. Dlatego w tej chwili rosyjska korporacja Wildberries płaci za to wysoką cenę, ale z pewnością z czasem będzie zmuszona do rozproszenia swoich obiektów, jak wcześniej uczyniły to firmy ukraińskie. Dla nas warto jest obserwować tę „wojnę magazynów” i uświadomić sobie, że przetestowana na wschodzie taktyka może zostać wykorzystana przeciwko państwom NATO w razie konfliktu z Rosją. Nie należy oczekiwać, że tylko obiekty militarne i logistyka wojenna staną się celem rosyjskich ataków w wypadku wybuchu tego typu starcia.

Źródło: fronda.pl

O autorze

Mikołaj Susujew