Opinia

Susujew: mimo ogromnych wydatków, siła odstraszania polskiej armii słabnie

Rosjanie coraz bardziej są przekonani, że mają nad Zachodem chwilową przewagę asymetryczną i mogą ją wykorzystać do osiągnięcia celów politycznych w razie potrzeby. W tym zakresie, mimo ogromnego wysiłku modernizacyjnego Wojska Polskiego, siła odstraszania polskiej armii słabnie mimo pozyskania setek współczesnych czołgów, bojowych wozów piechoty, haubic i wyrzutni artylerii rakietowej.

Mikołaj Susujew 20.08.2026

15 sierpnia, w Dniu Wojska Polskiego, w Warszawie odbyła się największa w historii współczesnej Polski defilada wojskowa. Łącznie wzięło w niej udział ponad 2 tysiące żołnierzy, kilkadziesiąt nowoczesnych czołgów będących częścią wielkiej kolumny sprzętu liczącej blisko 300 pojazdów, a w części lotniczej wzięło udział ok. 50 samolotów i śmigłowców różnych typów. Jak zwykle, podobne defilady mają przede wszystkim wymiar polityczny, mają być pokazem siły militarnej państwa na użytek zewnętrzny, również służą jako element jego odstraszania. W Polsce ta defilada jest nie mniej ważna dla polityki wewnętrznej. Rząd chce pokazać własnym obywatelom, że dba o ich bezpieczeństwo i że pieniądze podatników nie idą na marne. Poza tym jest tu też oczywiście element walki politycznej głównych ugrupowań, gdzie każdy chce podkreślić, że to on dba o bezpieczeństwo kraju lepiej niż przeciwnicy i że to przede wszystkim dzięki decyzji jego stronnictwa siła Wojska Polskiego wzrasta.

Ale czy rzeczywiście polscy politycy mogą być z siebie dumni i polskie społeczeństwo może się czuć bezpieczne? Czy kierunek modernizacji Wojska Polskiego odpowiada współczesnym zagrożeniom?

Pamiętam, jak na Ukrainie i też w Rosji pojawiały się analizy dotyczące polskich planów przezbrojenia armii w latach poprzedzających inwazję rosyjską – na Ukrainie te analizy były pełne podziwu i pewnej zazdrości. Plany Wojska Polskiego traktowano jako kompleksowe i dobrze przemyślane, takie, które mają wyprowadzić WP na nowy poziom pod względem zdolności bojowych. W Rosji pojawiały się głosy, które wskazywały, że polska armia jest siłą, której nie można lekceważyć, szczególnie jeżeli te wszystkie ambitne plany modernizacyjne dojdą do skutku. Ale niestety już w trakcie toczącej się na wschodzie wojny te nastroje dość mocno się zmieniły... Przy czym po obu stronach linii frontu. Armia polska wciąż jest postrzegana jako poważna siła po prostu ze względu na swój rozmiar i potencjał polskiego państwa, który stoi za tą armią (szczególnie na tle innych armii europejskich, których zdolności Rosjanie często zupełnie lekceważą), ale w zasadzie obie walczące strony z czasem są coraz bardziej przekonane, iż Wojsko Polskie nie jest zupełnie zdolne nadążyć za zachodzącymi na polu walki zmianami, a utrzymanie starego modelu modernizacji sił zbrojnych jest coraz częściej postrzegane jako wyrzucenie przez Polskę pieniędzy.

Z ukraińskiej strony budzi to coraz mocniejsze obawy przed możliwym rosyjskim atakiem na państwa wschodniej flanki... Nawet jeżeli będzie to tylko atak hybrydowy. Ukraińcy, wbrew panującej w Polsce opinii, coraz bardziej obawiają się, że nieprzygotowane do wojny na współczesnym, cyfrowym i napełnionym dronami polu walki armie europejskie odniosą porażkę, co odsłoni ukraińskie tyły i da Rosji możliwość wymuszenia na Europie umownego porzucenia Ukrainy. To przekonanie ukraińskiego wojska o braku gotowości europejskich (również polskiej) armii do tego typu wojny jest jednym z powodów pewnego przesadnego poczucia wyższości, które demonstrują obecnie Ukraińcy w polityce zewnętrznej.

Z drugiej strony Rosjanie coraz bardziej są przekonani, że mają nad Zachodem chwilową przewagę asymetryczną i mogą ją wykorzystać do osiągnięcia celów politycznych w razie potrzeby. W tym zakresie, mimo ogromnego wysiłku modernizacyjnego Wojska Polskiego, siła odstraszania polskiej armii słabnie mimo pozyskania setek współczesnych czołgów, bojowych wozów piechoty, haubic i wyrzutni artylerii rakietowej. Podstawowym celem rozbudowy sił zbrojnych nigdy nie jest wygranie bitwy, lecz doprowadzenie do sytuacji, w której cena inwazji zostanie przez przeciwnika uznana za zbyt wysoką, by rozpoczynać agresję. Na tym polega siła odstraszania armii jako podstawowego narzędzia zachowania pokoju w kryzysowych czasach. I polska armia nie spełnia tego zadania w chwili obecnej. I nawet nie jest ważne w tym wypadku, na ile Rosjanie mają rację w swoim rachunku i na ile dobrze Wojsko Polskie da sobie radę w realnym starciu. W kontekście siły odstraszania Rosjanie po prostu widzą, że polskie wojsko nie jest elastyczne i nie jest w stanie się dopasować do zachodzących na polu walki zmian, i dlatego subiektywnie mogą traktować obecną sytuację jako wygodną dla siebie do przeprowadzenia agresji w tej czy innej formie, czy to na Polskę, czy jej sąsiadów.

Ale co konkretnie się dzieje na tym polu walki, przez co Rosjanie i Ukraińcy przekonani są o błędnym kierunku modernizacji sił zbrojnych Wojska Polskiego, i co należy zrobić, by przywrócić albo raczej zbudować na nowo siłę odstraszania polskiej armii? Kluczowe są dwie kwestie... Pierwszą jest skala wojny i powrót obu stron do znanej nam z czasów wojen światowych logiki stosowania na froncie masowo produkowanego sprzętu i uzbrojenia, który daje masę i wypełnia po części luki spowodowane zużyciem klasycznych typów uzbrojenia. Na froncie rządzi logika dobrego rachunku koszt-efekt w miejsce stosowanej wcześniej zasady stosowania drogich, zaawansowanych i dostępnych w małych ilościach (z powodu małej skali produkcji) systemów uzbrojenia, które znamy na Zachodzie z poprzednich dekad wojen ekspedycyjnych. To dotyczy wszystkiego: od haubic po drony, rakiety i bomby szybujące. Skuteczny jest ten typ uzbrojenia, który przede wszystkim jest dostępny w wielkich ilościach i jest dostosowany do masowej produkcji. Bo tylko taki może dać odpowiednią skalę, a tylko wielka skala utrzymana przez długi okres czasu daje odpowiedni efekt na polu walki.

Drugą ważną kwestią jest nowy, cyfrowy system walki powstający na poziomie taktycznym i operacyjnym z pomocą ogromnej ilości stosowanych na froncie bezzałogowców najróżniejszych typów i klas. Drony rozpoznawcze i uderzeniowe, połączone razem w jedną wielką sieć z pomocą łączności satelitarnej i nowoczesnych systemów zarządzania polem walki typu ukraińskiej Delty, tworzą zupełnie nowego typu pole walki, w którym każdy centymetr jest obserwowany, a czas reakcji na ruchy przeciwnika skraca się do pojedynczych minut. Przeciwnik w tej sytuacji zyskuje przewagę w tych obszarach, które tradycyjnie uważano za wielką przewagę armii zachodnich. Przeciwnik jest po prostu szybszy w rozpoznawaniu celu i jego niszczeniu.

Oczywiście w tej chwili armia ukraińska i rosyjska dopiero budują te zdolności i posiadają je wyspowo, jednak to jest kierunek, do którego obie strony dążą i na którym stawiają akcent. To, jak skuteczny ta czy inna strona posiada sprzęt, jak wielkie i dobrze wyposażone ma brygady pancerne, traci na znaczeniu. Wyścig zbrojeń na cyfrowym polu walki toczy się w dziedzinie tego, kto wcześniej zaobserwuje przeciwnika i szybciej go zniszczy z maksymalnie możliwego dystansu i w sposób maksymalnie bezpieczny dla sił własnych. Armie zachodnie zapewniały sobie w tej dziedzinie przewagę poprzez drogie w utrzymaniu systemy, lotnictwo, amunicję precyzyjną dalekiego zasięgu... Teraz jest to dostępne na o wiele niższym, taktycznym poziomie i kosztuje armie o wiele mniej.

Jak więc w tych warunkach zbudować armię, która by budziła w oczach potencjalnego przeciwnika grozę? Przede wszystkim należy budować własne, podobne zdolności do tych, które posiadają Ukraińcy i Rosjanie – własne, zintegrowane i wzmocnione przez nowoczesny system zarządzania polem walki siły bezzałogowe. A później należy prowadzić własne manewry i ćwiczenia, szkoląc własną piechotę i jednostki zmechanizowane do działań w warunkach cyfrowego, zrobotyzowanego pola walki. I nie chodzi tutaj o kopiowanie gotowych rozwiązań stosowanych na wschodzie, tylko o szukanie własnych, takich, które by najbardziej odpowiadały charakterowi polskich sił zbrojnych. Nie można jednak po prostu udawać, że to pole walki nie istnieje albo że pojawią się jakieś cudowne, zaawansowane technicznie rozwiązania, które zniwelują ten postęp na polu walki ostatnich lat. W chwili obecnej Wojsko Polskie już rozpoczęło pierwsze kroki w tym kierunku, próbując wprowadzić do struktur swoich brygad pododdziały dronowe. Są to ruchy jednak bardzo ostrożne i zdecydowanie zapóźnione w stosunku do wyzwań, które czekają na polską armię. W kontekście omawianego wyżej problemu słabnącego odstraszania takie kroki również nie zademonstrują Rosjanom, ze polska armia jest gotowa podjąć wyzwanie i wobec tego odstraszania nie zbudują. Należy ten proces zdecydowanie zintensyfikować. 

Źródło: fronda.pl

O autorze

Mikołaj Susujew