Dwa dni temu miał miejsce najbardziej zmasowany dotąd atak ukraiński na obiekty infrastruktury krytycznej usytuowane w obrębie rosyjskiej stolicy. Głównym celem ataku była moskiewska rafineria – obiekt, który został już uszkodzony podczas poprzedniego ataku kilka miesięcy temu i był przez cały ten czas w remoncie. Ukraińcy poczekali, aż Rosja zainwestuje w prace remontowe, i ponownie go uszkodzili, wyłączając z użytku. Poza tym zniszczono lub uszkodzono szereg innych obiektów infrastruktury logistycznej stolicy i zablokowano ruch na lotniskach Moskwy.
Wojna rakietowo-dronowa z obu stron się nasila. Rosja ciągle modyfikuje swoją taktykę i eksperymentuje, stosując kombinowane ataki różnych środków napadu. Ostatnio rosyjska armia kładzie nacisk na produkcję dronów z silnikiem odrzutowym, co pozwala znacznie utrudnić stronie ukraińskiej ich przechwytywanie i zwiększyć skuteczność swoich uderzeń. Celami, tak jak i wcześniej, są obiekty ukraińskiej infrastruktury, przemysłu zbrojeniowego, portów, a pośrednio przy każdym ataku rujnowane są bezpośrednimi trafieniami również bloki mieszkalne i obiekty czysto cywilne. Mimo to Rosjanie nie są w stanie zniszczyć mocno rozproszonej ukraińskiej produkcji rakiet i dronów, która wzrasta z roku na rok. Dlatego, statystycznie licząc od roku 2024, ukraińskie możliwości uderzeniowe w tym zakresie rosną wykładniczo, wspierane finansowo przez Europę. Ukraina wybiera za cele głównie kluczowe dla Rosjan obiekty infrastruktury energetycznej – rafinerie, system przesyłowy ropy i gazu ziemnego oraz infrastrukturę portową odpowiadającą za eksport benzyny i gazu. Czyli Ukraina próbuje storpedować zdolność Rosjan do finansowania wojny.
Należy zauważyć, że nie tylko Moskwa jest podenerwowana ukraińską kampanią niszczenia rosyjskiego sektora energetycznego. Waszyngton oficjalnie, ustami swoich kluczowych oficjeli, wyznaczył Ukrainę na głównego winowajcę wzrostu cen benzyny na świecie. Dla administracji Trumpa jest to zarazem możliwość nacisku na Kijów, by był bardziej uległy w świetle możliwego otwarcia nowego etapu rozmów z Rosją, a jednocześnie jest to sposób na wytłumaczenie własnym wyborcom, kto jest winny temu, że płacą więcej na stacjach benzynowych. Oficjalna narracja skierowana jest na to, by przed wyborami wmówić Amerykanom, że to wcale nie brak przemyślanej strategicznie polityki w wojnie z Iranem doprowadził do zablokowania kluczowych cieśnin, przez które przepływa do 25 proc. całej światowej produkcji ropy naftowej. W tym samym czasie Ukraina głównie niszczy rosyjskie rafinerie, zmuszając Rosję do eksportowania nieprzetworzonej ropy, co w teorii nie tylko nie musi stwarzać nacisku na rynek ropy, ale i tworzy możliwości dla krajów trzecich, by zarobić na przetwarzaniu tego surowca. Tak na przykład robią w tej chwili Indie.
Ukraina kontynuuje swoje ataki pomimo niezadowolenia Waszyngtonu, argumentując to tym, że przecież walczy o przetrwanie i jeżeli Amerykanie chcą zatrzymać te ataki, to należy naciskać na źródło problemu, czyli Moskwę. Kijów wielokrotnie deklarował, że jest otwarty na propozycję zawieszenia broni w tym obszarze. Moskwa jednak nie ustępuje z tego powodu, że uważa, iż jej wytrzymałość i możliwości są większe niż ukraińskie, a więc jest w stanie wygrać wojnę, zwiększając skalę swoich uderzeń na Ukrainę. Ataki na ukraińskie miasta stają się dla Moskwy tym ważniejsze, im bardziej patowa staje się dla niej sytuacja na froncie. Postępy Rosjan w roku 2026 wyraźnie wyhamowały. W niektórych obszarach Ukraińcy przejęli od Rosjan inicjatywę i przeprowadzili szereg udanych kontrnatarć. W tych warunkach Rosja tradycyjnie liczy na to, że dobije Ukraińców w zimie, odbierając cywilom prąd i ciepło w mieszkaniach. Liczy na złamanie ukraińskiego społeczeństwa zmęczonego wojną, skoro nie jest w stanie złamać armii ukraińskiej na froncie. I dlatego Rosjanie nie odpuszczą jedynego skutecznego – z ich punktu widzenia – narzędzia wpływu na Ukrainę na poziomie strategicznym oraz szansy na definitywne wygranie wojny i nie zgodzą się na rozejm.
A Ukrainie nic innego nie zostaje, niźli próbować narzucić Rosji coraz większe koszty kontynuowania wojny, i dlatego ze strony ukraińskiej uderzenia na tyły rosyjskie będą kontynuowane, ponieważ tak samo jest to jedno z niewielu narzędzi, z których pomocą Ukraina ma nadzieję zatrzymać Rosję. Przesunięcie frontu o kilka kilometrów czy utrata kolejnych kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy na Rosji nie robi większego wrażenia i nie poruszy rosyjskiego społeczeństwa. W odróżnieniu od utraty miliardów dolarów z powodu płonących rafinerii. I dlatego też Ukraińcy nie mają zasadniczo wyboru i będą kontynuować uderzenia z użyciem coraz większej liczby rakiet i dronów, dopóki Rosjanie nie zatrzymają analogicznej kampanii ze swojej strony.
Mikołaj Susujew