W ostatnich dniach jesteśmy świadkami eskalacji konfliktu pomiędzy USA a Ukrainą. Tydzień temu prezydent USA ogłosił porozumienie zawarte z Rosją na temat eksportu rosyjskiego oleju napędowego na rynki światowe, w tym do USA, co miało w założeniu obniżyć ceny paliw w Stanach Zjednoczonych. Jest wątpliwe, czy ta umowa dojdzie do skutku z tego prostego powodu, że Rosji samej brakuje tego paliwa i jest ona w tej chwili jego importerem, a USA zaś są eksporterem. Tak czy inaczej, doprowadziło to do sytuacji poluzowania sankcji energetycznych nałożonych wcześniej na Rosję przez USA. Kijów nie został poinformowany o zawarciu tego porozumienia. Urzędnicy ukraińscy dowiedzieli się o powstaniu tego dealu już po zawarciu porozumienia. Mało tego – wszystko wskazuje na to, że ostatnie wizyty specjalnych wysłanników Witkoffa i Kushnera dotyczyły właśnie tego porozumienia i wcale nie były próbą odbudowy negocjacji pokojowych. Inaczej mówiąc, wizyty tych dwóch przedstawicieli Trumpa w Kijowie były jedynie sposobem na zamaskowanie realnego celu ich wypraw do Moskwy. Kijów więc w tej chwili uznał, iż został w tej sytuacji po prostu cynicznie wykorzystany.
Dwa dni później prezydent USA ogłosił zawarcie tzw. „energetycznego rozejmu”, na który wyrazić zgodę miały rzekomo obydwie strony. Prawie natychmiast zarówno Kijów, jak i Moskwa odpowiedzieli, że nikt z nimi podobnego porozumienia nie uzgadniał. Moskwa drugiego dnia natychmiast zaczęła atakować obiekty energetyczne w Kijowie i Charkowie. Ukraińcy odczekali kilka dni, deklarując, iż nie zamierzają jednostronnie rezygnować z ataków na rosyjskie tyły, jeżeli Rosja nie zaprzestanie ataków na ukraińskie. Mimo to administracja prezydenta USA zaczęła domagać się zaprzestania ataków ukraińskich i, żeby zademonstrować swoją stanowczość, Pentagon ograniczył prędkość wojskowej wersji internetu satelitarnego Starlink. Kijów również został pozbawiony ze strony USA wsparcia w zakresie wczesnego ostrzegania o atakach rakietami balistycznymi, co przełożyło się na kilka skutecznych rosyjskich uderzeń pociskami balistycznymi na Kijów.
Jeszcze dwa miesiące temu media światowe pisały o tym, jak dobrą robotę zrobił sam Zełenski, jak i jego dyplomacja w zakresie naprawienia stosunków z Trumpem. Przez długi czas strona ukraińska starała się ignorować ostre wypowiedzi w stronę Ukrainy płynące z Białego Domu, starała się wykazać daleko idącą powściągliwością i starannie dbać o naprawienie nadszarpniętych na początku 2025 roku relacji. W nadziei, że sytuacja z czasem się odmieni i administracja Trumpa uświadomi sobie, iż Rosja tylko imituje proces pokojowy i nie jest gotowa do żadnych poważnych negocjacji.
Problem jednak polega na tym, że sam pokój na Ukrainie jest dla obecnej administracji jedynie publicznie deklarowanym celem. Poza tym istnieją interesy biznesowe i kwestie stosunków Rosji z Iranem i Chinami, które dla USA są o wiele ważniejszymi sprawami niż Ukraina ze swoją wojną. W sytuacji, kiedy zawarcie prawdziwego porozumienia o zawieszeniu broni nie jest możliwe, Amerykanie najwyraźniej uznali, iż warto zrobić krok do przodu i po prostu przejść do załatwienia konkretnych spraw z Rosjanami, odkładając kwestie wojny i pokoju po prostu na bok – tak, jak gdyby żadnej wojny nie było. To jest próba oddzielenia kwestii gospodarczych i geopolitycznych od kwestii zawarcia pokoju na Ukrainie, która przechodzi w ten sposób do kategorii spraw natury czysto technicznej.
Porozumienie z Rosją dla Trumpa miało stać się wyrazem jego troski o los wyborcy, w tym amerykańskich farmerów, którzy są jednymi z głównych odbiorców oleju napędowego w USA. Ukraińcy uznali, że już nie mają wiele do stracenia i zdecydowali się uprzeć. Zełenski zadeklarował, iż wznowi uderzenia na rosyjskie rafinerie, jeżeli Rosja będzie kontynuowała swoje ataki, i obecnie miały miejsce co najmniej dwa ukraińskie trafienia w rosyjskie obiekty infrastruktury energetycznej w ciągu ostatnich kilku dni. Więc można uznać, że Kijów odrzucił porozumienie amerykańsko-rosyjskie zawarte ponad jego głowami. W odpowiedzi Donald Trump wczoraj zablokował przegłosowany kilka tygodni temu i podpisany przez niego pakiet sankcji nałożonych przez USA na sektor energetyczny Rosji, jak również i odbiorców rosyjskich węglowodorów w innych państwach. Trump oznajmił, że sankcje w obecnej sytuacji są sprzeczne z interesem narodowym USA.
Wydawać się może, że Kijów popełnia wielki błąd, wchodząc w konfrontację z Trumpem, i że Ukraina w tym wypadku jest na z góry przegranej pozycji. Ale prawda jest taka, iż nie tylko Kijów bije się w chwili obecnej o swoje przetrwanie. Donald Trump bowiem walczy teraz o swoją własną przyszłość polityczną. Badania opinii publicznej w USA wskazują na pewną porażkę Republikanów w Kongresie i prawdopodobną porażkę w Senacie. Wszyscy amerykańscy eksperci są zgodni, że ogłoszenie przez Demokratów impeachmentu Trumpa jest na tyle samo pewne, na ile jest pewne, że proces ten ostatecznie nie doprowadzi do jego odwołania. Mimo to w ramach procesu impeachmentu Demokraci będą chcieli przesłuchać wszystkich głównych urzędników administracji Trumpa i wyciągnąć maksymalną ilość brudów, żeby w ten sposób utorować sobie drogę do Białego Domu dwa lata później. W tej sytuacji praca administracji Trumpa może zostać po prostu sparaliżowana.
Poza tym wspomniana wyżej ustawa o nałożeniu na Rosję sankcji autorstwa zmarłego senatora Lindseya Grahama została poparta przez większość amerykańskich senatorów i kongresmenów z Partii Republikańskiej. Nieco zmieniły się również same nastroje amerykańskiego społeczeństwa po roku bezskutecznych prób Trumpa osiągnięcia porozumienia pokojowego. Większość zarówno Demokratów, jak i Republikanów w tej chwili opowiada się za kontynuowaniem wspierania Ukrainy przez USA. Wielu też Republikanów było przeciwnych rozpoczęciu wojny z Iranem. W tej chwili nie jest pewne, na ile próba Trumpa wyznaczenia Zełenskiego i Ukrainy jako kozłów ofiarnych winnych wszystkich problemów Amerykanów... na ile ta strategia może być dla Trumpa skuteczna. Możliwe jest też, że tak naprawdę przyniesie skutek odwrotny i wielu zarówno wyborców, jak i przedstawicieli własnej partii odwróci się od Trumpa w sytuacji tak jawnego odwrócenia politycznego kursu USA, w ramach którego znoszone są sankcje nałożone wysiłkiem całej partii ledwie kilka tygodni wcześniej.
I na to mogą liczyć Ukraińcy. Mogą uważać, że wytrwają i że w nowych warunkach Trump będzie zajęty ważniejszymi sprawami, a większość jego decyzji będzie przez Kongres blokowana, zaś za akceptację innych będzie zmuszony czymś zapłacić Demokratom. Przykładowo częściowym wznowieniem wsparcia dla Ukrainy, które dla wyborców Demokratów jest o wiele ważniejszą statystycznie kwestią niż dla Republikanów.
Mikołaj Susujew