Jako publicysta pochodzenia ukraińskiego jestem głęboko przygnębiony tą tragedią i zacząć chciałbym od wyrażenia głębokich kondolencji dla ofiar ataku. To w obecnej sytuacji jest najważniejsze.
O samym ataku natomiast wiemy nadal niewiele. Nie znamy do tej godziny ani motywu, ani tła sprawcy poza tym, że miał przy sobie ukraiński paszport i prawdopodobnie nie był przy zdrowych zmysłach, co dodatkowo pogłębi konsekwencje tej tragedii. Należy dać czas polskim służbom na wyjaśnienie wszystkich okoliczności zdarzenia oraz pełne ustalenie tożsamości i historii sprawcy.
Natomiast co do jednej rzeczy można być już teraz pewnym. Ta tragedia wstrząśnie społeczeństwem i będzie miała dość poważne konsekwencje. Uderzy niestety również w normalnych Ukraińców traktujących Polskę jako swój dom i dbających o nią. Już teraz atak ten budzi w Polsce dyskusję odnośnie kontroli państwa nad przestępczością i zagrożeniami płynącymi zza wschodniej granicy. Wojna nie tylko zabija i kaleczy ludzkie ciała, niszczy też duszę i okalecza człowieka mentalnie. Naturalne więc jest, że w kraju ogarniętym wojną jest masa ludzi z zespołem stresu pourazowego (powszechnie znanym jako PTSD). Jak więc polskie władze mogą odnieść się do tego zagrożenia i jak na nie reagować?
Po pierwsze należy zrozumieć, jaka jest realna skala tego problemu. W tej chwili możemy zajrzeć do statystyk przestępczości po stronie ukraińskiej w trakcie wojny i spojrzeć na jej dynamikę. Wbrew pozorom przestępstwa kryminalne (nie licząc zbrodni wojennych) na Ukrainie nie skoczyły jakoś drastycznie w górę. Wskaźnik zabójstw wynosi od 2,5 do 3,5 na 100 000 mieszkańców. Dokładniej określić go nie jesteśmy w stanie, dlatego że nie wiemy, ilu konkretnie mieszkańców pozostaje na Ukrainie. Jest to kilkakrotnie wyższy wskaźnik niż średnia europejska, ale zarazem nadal kilkakrotnie niższy niż w USA i ok. 10 razy niższy niż w Ameryce Południowej. W Polsce przykładowo wynosi on 0,7–0,8 na 100 000 mieszkańców, w Europie Zachodniej 1–1,5. Podobnie wygląda statystyka dotycząca innych przestępstw kryminalnych. Ukraińskim służbom udaje się utrzymywać sytuację z przestępczością pod kontrolą. Pomaga w tym pewnego rodzaju konsolidacja społeczna, godzina policyjna i obecność mundurowych na ulicach w dużej liczbie. Nie oznacza to jednak, że nie ma żadnego zagrożenia. Dlatego że z jednej strony wojna jeszcze się nie zakończyła i mimo iż już teraz na tyłach jest mnóstwo weteranów, których z powodów zdrowotnych zwolniono ze służby, problem z pewnością się nasili w momencie demobilizacji setek tysięcy mężczyzn z armii. I pomimo że ogólna statystyka przestępstw nie wygląda na Ukrainie źle, głośnych tragedii z udziałem ludzi z syndromem pourazowym w ostatnich latach jest wyraźnie więcej.
Co więc należy zrobić? Przede wszystkim wykorzystać tę sytuację do spokojnej i rzeczowej dyskusji o polskich służbach specjalnych i o tym, jak można się na taką sytuację przygotować. Przysłowiowe zamknięcie granicy zostawiam politykom uprawiającym populizm. Ja nie muszę wygrywać wyborów i wiem dobrze, że przestępczość spokojnie jest w stanie przenikać przez najbardziej rygorystycznie chronioną granicę. Więc z mojego punktu widzenia przede wszystkim należy zadbać o rozszerzenie kompetencji, liczebności i nakładów finansowych na polskie służby specjalne. Pomimo nasilającej się wojny hybrydowej z tym w Polsce nie jest zbyt dobrze – nie tylko na tle walczących na wschodzie dwóch wielkich państw, ale nawet na tle Europy Zachodniej. Żeby uniknąć takich sytuacji, należy działać prewencyjnie, wyłapując osoby i grupy ludzi potencjalnie dla państwa niebezpiecznych, a to wymaga po prostu odpowiednich zasobów i nakładów finansowych. Jest to mało medialny temat; w społeczeństwie brakuje poważnej dyskusji na ten temat. A jest on kluczowy zarówno w kontekście zagrożenia ze strony Rosji, jak również i innych zagrożeń płynących z zewnątrz.
Przede wszystkim ważne jest jednak to, jak wojna na Ukrainie się zakończy. Dla Polski jest ważne, by Ukraina pozostała państwem stabilnym i takim, które po wojnie będzie miało szansę na rozwój. Jest to ważniejsze niż efemeryczne zwycięstwo nad Rosją z tego prostego powodu, że ludzie, którzy wracają z frontu, muszą mieć wsparcie, pracę, dom i szacunek społeczeństwa. To jest jedyny realny lek na problem, o którym pisałem wyżej. Państwo ukraińskie, które w wyniku porażki pogrąża się w chaosie lub, nie daj Boże, upada pod rosyjskim naciskiem, staje się po prostu z tego jedynego powodu zagrożeniem dla Polski. Z powodu napływu ogromnej ilości nowych uchodźców, w szeregach których będzie też masa zagubionych ludzi z syndromem stresu pourazowego. Mało tego – można być pewnym, że Rosja z zadowoleniem wykorzysta taką zdestabilizowaną, rozbitą Ukrainę, by też osłabić i pogrążyć wewnętrznie w chaosie Polskę. Należy więc dbać o bezpieczeństwo własnych granic, wychodząc poza te granice i dbając o stabilność swoich sąsiadów, zanim zagrożenie przyjdzie do Polski.
Mikołaj Susujew