Opinia

Semka: Po kryzysie w Ceucie i Melilli – Wypieranie realiów

Obrazki przedstawiające szturm marokańskich i szerzej północnoafrykańskich kandydatów na imigrantów na hiszpańską granicę wywołał w Europie szok. Wszyscy mogli się przekonać na własne oczy, że rząd socjalisty Pedro Sáncheza jest całkowicie bezradny wobec naporu ludzkich fal z terytorium Maroka.

Piotr Semka 21.08.2026

Donald Tusk wykorzystał wydarzenia w dwóch hiszpańskich eksklawach do przedstawienia się w roli kogoś kto w odróżnieniu od Hiszpanów o wiele lepiej radzi sobie z problemem emigracji. Jak stwierdził polski premier: „Polska zaostrzyła prawo azylowe, procedury na granicach i zbudowała skuteczne zapory na granicy z Białorusią, która jest wschodnią granicą Unii”. Zainwestowaliśmy miliardy euro, zaangażowaliśmy tysiące żołnierzy, policjantów i strażników granicznych. Hiszpania musi wziąć z nas przykład, jeżeli Schengen ma przetrwać”.  To sadzenie się na rolę mentora ze strony gdańskiego polityka rozsierdziło polskie lobby zwolenników dalece posuniętego humanitaryzmu wobec osób nielegalnie przekraczających granice.

 

I oto głos zabrał J. M. Piskorski. Historyk Uniwersytetu Szczecińskiego, eseista i tłumacz. W zamieszczonym na łamach „Rzeczpospolitej” manifeście rozprawia się z wypowiedzią Tuska. A ja postanowiłem Państwu przybliżyć jego poglądy, gdyż doskonale opisują one utopijność i oderwanie od realiów zwolenników niemal niekontrolowanej imigracji. 

 

Tekst Piskorskiego to przykład poglądów człowieka, który absolutnie nie chce przyjąć do wiadomości konsekwencji coraz bardziej drobiazgowych standardów humanitaryzmu w stosunku do osób nielegalnie szturmujących granice. Jego główną tezą jest to, że imigracji nie da się zatrzymać, no chyba, że zacznie się strzelać do osób próbujących przekroczyć kordon. Zresztą ta antynomia nie jest stosowana bez powodu. Chodzi o drastyczność wyboru. Albo godzimy się na emigrację albo akceptujemy mordowanie kandydatów na imigrantów. To bardzo perfidny chwyt, bo bazuje on na naturalnej niechęci ludzi do odbierania innym życia.

 

Jan M. Piskorski swój tekst konstruuje na zasadzie kontrastu obrazu sytuacji w dwóch miejscach – na granicach Ceuty i Melilli oraz na granicy polsko-białoruskiej i sytuacje masowej migracji przedstawia jako wzorzec a polskie uszczelnienie kordonu granicznego jako koszmar wzywający o pomstę do nieba. Oto próbka tego stylu: „Na granicach Ceuty i Melilli bardziej dba się o życie i zdrowie potencjalnych migrantów. Nawet podczas niewyobrażalnego kryzysu sprzed kilkunastu dni, gdy niewielką Ceutę, która ma 84 tys. mieszkańców, zalała fala uchodźców licząca 60 tys., uwagę zwracała wszechobecność ratowników. Inaczej liczba ofiar, i tak wysoka, byłaby dużo wyższa. W Polsce obrazy z granicy są zdominowane przez Straż Graniczną i Policję, a nawet nieprzeszkolone do takich celów wojsko, którego – jak podkreślają niezależni fachowcy, w tym wojskowi – nie powinno tam w ogóle być. Bronią trzeba umieć się posługiwać w ściśle określonych warunkach, a w zdrowej demokracji nawet sam premier nie zapewni nikomu trwałego glejtu bezpieczeństwa od prawa, nawet jeśli mu się tak przejściowo wydaje”. 

 

Zwróćmy uwagę na logikę Piskorskiego. Dla niego najważniejszą sprawą jest nie samo zatrzymanie masowego ataku na granice, ale zapewnienie odpowiedniej liczby ratowników, którzy – w razie gdyby któremuś z najeźdźców coś się stało – powinni jak najszybciej udzielić mu pomocy. Sam fakt, że 60 tys. cudzoziemców wdziera się bez jakiejkolwiek zgody do cudzego miasta uważa on za coś normalnego. I tak samo chwali on Hiszpanię, że na tamtejszych granicach zniesiono używanie żyletkowego drutu ochronnego tzw. concertiny, a w Polsce ten typ drutu wciąż jest używany.

 

„W wyniku protestów społecznych i medialnych osławiona concertina została prawie wszędzie na granicach Hiszpanii z Afryką usunięta. Na budzącym ogromne kontrowersje płocie żyletkowym, który na naszej granicy bezwzględnie dominuje raniło się wielu uchodźców. Trafiali do miejscowych szpitali, jako że Hiszpanie nie zostawiają rannych bez opieki. To zupełnie odmienna sytuacja niż na granicy polsko-białoruskiej, gdzie przyzwala się na barbarzyńskie postępowanie wobec wszystkich kategorii imigrantów. 

 

Jan M. Piskorski nie zauważa tylko jednego. Że granicę hiszpańską nachodźcy z Maroka i Afryki przekraczają jak chcą, a na granicy polsko-białoruskiej jest zupełnie inaczej. Ale to już historyka ze Szczecina zupełnie nie interesuje. W roli adwokata tych, którzy uważają, że można dowolną granicę naruszać jak się chce wypadłby doskonale. Tylko, że niech nie dziwi się potem, że jego sposób myślenia może kojarzyć się wielu Polakom z szokującą wręcz nieodpowiedzialnością. Piskorski jest autorem książki „Wygnańcy, przesiedlenia i uchodźcy w XX-wiecznej Europie”. Jak zaznacza „Rzeczpospolita” dziennik „Neue Zürcher Zeitung” polecił tę książkę jako lekturę obowiązkową Europejczyków. Rzadko zdarza mi się chwalić Donalda Tuska, ale to że jak się zdaje nie uznałby tej książki za lekturę obowiązkową dla polskich pograniczników warto policzyć mu za plus. 

Źródło: fronda.pl

O autorze

Piotr Semka