Opinia

Semka dla Frondy: Pamiątka z epoki piosenek o wszechmocnych biskupach

Piotr Semka 19.09.2026
Muniek Staszczyk, T. Love
Muniek Staszczyk, T. Love · fot. Screenshot - YouTube - T. Love

8 grudnia 1992 roku na rynek muzyczny weszła płyta zespołu T. Love o nazwie „King”. Największym przebojem z tej płyty była tytułowa piosenka „King”. Jej tekst był opowieścią o młodej parze, która ścigana była w nowych realiach, po upadku PRL, za posiadanie „trawki” i życie bez ślubu.

Tekst piosenki brzmiał:

Mówiono o nim King
W mieście świętej Wieży
Pamiętam z podstawówki
Jak całował się z papieżem

Przejeżdżał też sekretarz
Gdy przecinano wstęgę
Kingi poszedł na wagary
Pomarzyć o czymś innym

Był zawsze trochę z boku
Na bakier trochę był
W szkole nikt nie wiedział
Czym King naprawdę żył

To było trochę później
Już miał przyjaciółkę Ewę
Mieszkali więc bez ślubu
I klepali słodką biedę

Dawali czasem czadu
Bo lubili lekkie dragi
Znajomych było wielu
Wieczory i poranki

Uważaj na sąsiadów swych
Bo lubią dawać cynk
Ty wiesz kto rządzi w mieście
Tu biskup z komisarzem king

Tak mówił mu przyjaciel
Długi chudy Lolo
Kiedy wyszli na ulicę
Zapalić spliffa z colą

Mam dosyć tego miasta
Czerwono czarnej maffi
Czy mnie rozumiesz Lolo
Czy wiesz co mnie trapi

Tymczasem blada Ewa
Wytłumaczyć pragnie wszystko
Bo komisarz wszedł przez okno
A spod łóżka wylazł biskup

Co masz w kieszeni King
Komisarz spytał w drzwiach
Wy palicie wciąż to świństwo
Mieliśmy wiele skarg

A biskup łypie z boku
To na Kinga to na Ewę
Wy żyjecie tu bezbożnie
Myślicie że nic nie wiem

Za posiadanie zielska
Ty dostaniesz dziesięć latek
Za nielegalny związek z nią
Następnych parę kratek

Dziś Kingi siedzi w celi
I wspomina dobre dni
Napisał do papieża
Bardzo długi list

Świąteczną wysłał kartkę
Do samego prezydenta
Lecz nikt o nim już nie mówi
Nikt o nim nie pamięta

Był zawsze trochę z boku
Na bakier trochę był
Właściwie nikt nie wiedział
Czym King naprawdę żył

Słowa utworu doskonale oddawały czas, w którym został on napisany. Na początku lat 90-tych bardzo popularnym stereotypem lansowanym z jednej strony przez obóz liberalny, złożony z polityków byłych partii solidarnościowych, jak i byłych postkomunistów, była teza o swoistej zamianie rządów partii komunistycznej z jej opresyjną ideologią i praktyką na kolejną wersję zamordyzmu, tym razem z Kościołem katolickim i jego biskupami jako opresorem.

W kabarecie Olgi Lipińskiej śpiewano piosenkę: „Moja nowa siło przewodnia w eleganckim czarnym kolorze”, co było nawiązaniem do wcześniejszego hasła o „Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej” jako wiodącej sile narodu. W tym schemacie, szczególnie w mniejszych miejscowościach, miała nastąpić zamiana. Wcześniej o wszystkim decydował miejscowy sekretarz PZPR, który miał na swoje skinienie miejscową milicję, a teraz w tę rolę miał wchodzić miejscowy biskup, któremu dawni milicjanci służyć mieli tym gorliwiej, że sami chcieli zatrzeć pamięć o swojej niedawnej jeszcze służbie dla komunistycznych władców.

W tekście piosenki można też było znaleźć częstochowskie korzenie grupy T. Love, powstałej w styczniu 1982 roku pod nazwą „Teenage” Love Alternative. Jego skład tworzyła grupa przyjaciół z IV Liceum Ogólnokształcącego w Częstochowie, a liderem grupy był Zygmunt Staszczyk, który potem stał się wielką gwiazdą zespołu. Znając te początki grupy, można łatwo rozszyfrować, że wspomniane w utworze miasto świętej wieży to oczywiście Częstochowa. Owo wprowadzone do utworu całowanie się z papieżem to może być wspomnienie o wizytach Jana Pawła II bądź w 1979 roku, bądź w 1983, 1987 lub 1991 roku. Częstochowa była bowiem swoistym rekordzistą, miastem, w którym papież Polak był sześć razy, co na tle innych polskich miast, oczywiście z wyjątkiem Warszawy, jest rekordem, ale zrozumiałym z racji rangi, którą klasztor jasnogórski odgrywa w duchowości naszego kraju. O wiele bardziej znaczące dla przywołania ówczesnej atmosfery, szczególnie w kręgach artystycznych, były kolejne akcenty w tekście.

„Ty wiesz kto rządzi w mieście, tu biskup z komisarzem (...) mam dosyć tego miasta czerwono-czarnej mafii”. W finałowej scenie do mieszkania, gdzie tytułowy King mieszka ze swoją narzeczoną Ewą, wpada przez okno komisarz, a spod łóżka wyłazi biskup. I tak bohater piosenki trafia do więzienia nie tylko za posiadanie „zielska”, ale i za życie bez ślubu ze swoją partnerką. Już za kratkami próbuje zainteresować swoim losem czy to papieża, czy to prezydenta Polski (w domyśle Lecha Wałęsę), ale nikogo jego beznadziejny los nie interesuje.

Osoby wierzące ta piosenka irytowała, bo powielała stereotyp, który w Polsce funkcjonował na pewno w marginalnym stopniu. Oczywiście na powstanie tak przejaskrawionego utworu wpływać mogły irytujące wówczas wielu ludzi gwałtowne konwersje lokalnych dygnitarzy na demonstrowany często w prostacki sposób gorliwy katolicyzm. Ale z kolei antykomunistów tego typu przejaskrawienia irytowały jeszcze z innego powodu. Maskowały one bardzo aktualny wówczas sojusz ideowy – jak to się wtedy mówiło – różowych z czerwonymi. I tu obaj partnerzy tego nowego aliansu ideowego świetnie dogadywali się właśnie na bazie świeżo ujawnionego antyklerykalizmu. A gdy byli to ludzie, którzy często parę lat wcześniej pamiętani byli jako gorliwi uczestnicy kościelnych mszy za ojczyznę, to wrażenie nagłej zmiany frontu było równie dotkliwe jak w wypadku ekssekretarzy PZPR służących potem do mszy. Bardzo charakterystyczną inicjatywą dla tamtych czasów było zbieranie podpisów przez takie postacie jak np. Barbara Labuda na rzecz referendum w sprawie legalizacji aborcji. Inicjatywę tę wsparli tacy muzycy rockowi jak np. duet Kamil Sipowicz i Olga Jackowska, szerzej znana jako Kora. Piosenka T. Love „King” wpisywała się w ówczesne nastroje.

Sam Muniek Staszczyk po latach zaczął dystansować się od prostackiego antykatolicyzmu. W wywiadzie przeprowadzonym przez Mikołaja Lizuta na łamach „Gazety Wyborczej” 19 grudnia 1998 roku, czyli niemal dokładnie sześć lat po premierze płyty „King”, lider T.Love został zapytany, czy jest wierzący. Odpowiedź brzmiała: „Tak. O tym jest piosenka »Bóg«. Rozgłośnie katolickie były ją trochę zbulwersowane przez jej refren: »Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym«. Jak może tak mówić stworzenie do Stwórcy? Chodziło mi o pewien typ relacji z Bogiem”.

Staszczyk, pytany, czy czuje się katolikiem, odpowiadał: „Jeszcze tego nie wiem. Po pierwsze wierzę w Boga”.

26 lat później, w 2025 roku, w wywiadzie z cyklu „Bez cukru” Oskara Netkowskiego Staszczyk mówił jeszcze bardziej zdecydowanie. „Bardzo dawno zrobiłem swój coming out, że jestem katolikiem. To już nie jest jakaś nowość, że chodzę do kościoła, że jestem chrześcijaninem. Po prostu to jest trudna droga, niemodna droga”. W rozmowie Staszczyk skarżył się, że w kąśliwych opiniach kolegów z muzycznej branży wytwarzane jest wrażenie, że „niby jestem kumplem ojca Rydzyka”. Ta ostatnia uwaga pokazuje, jak długą drogę przebył Staszczyk od piosenki „King” do swych obecnych deklaracji.

»«

Piotr Semka

Z cyklu: Z dziejów III RP

Źródło: mp/Fronda.pl

O autorze

Piotr Semka