Dziś trudno nawet wyobrazić sobie, jak wielką karierę w latach 90. i na początku XXI wieku zrobił ksiądz Michał Czajkowski. Ten urodzony w 1934 roku ksiądz katolicki zyskał tytuł prezbitera Archidiecezji Wrocławskiej oraz profesora nauk teologicznych. Jego specjalnością naukową była biblistyka Nowego Testamentu. I to właśnie studia nad Pismem Świętym skłoniły go do aktywności w ruchu ekumenicznym, szczególnie w dialogu katolicko-żydowskim. To zaprowadziło go na stanowisko współprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz członka Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej w latach 2000–2006. Z kolei funkcja asystenta kościelnego miesięcznika „Więź” oraz współpracownika „Tygodnika Powszechnego” zapewniła mu ogromną popularność medialną. Jak można się domyślać, media liberalne chętnie sięgały po księdza Czajkowskiego dla komentowania sporów między Kościołem a organizacjami żydowskimi oraz dyskusji o stanie polskiego Kościoła.
Czajkowski w takich debatach zawsze zajmował bardzo ostre stanowisko i nie wahał się używać bardzo ostrych określeń. Bardzo często kapłan z Wrocławia atakował Radio Maryja oraz wzywał Episkopat do odsunięcia ojca Tadeusza Rydzyka od kierowania toruńską stacją. Jedną z bardzo często powtarzających się formuł dyskusji w programach Moniki Olejnik było zderzanie księdza Czajkowskiego z konserwatywnymi politykami prawicy. Manewr był bardzo sprytny, bo sam widok kapłana w koloratce dyskredytującego wystąpienia polityków prawicy powodował efekt, że widzowie wzruszali ramionami wobec narzucającego się wniosku: „Prawicowcy chcą być świętsi od katolickiego księdza”.
Na tym tle jak przysłowiowy grom z nieba wywołała szok informacja, którą opublikowało 17 maja 2006 roku „Życie Warszawy”. Gazeta, opierając się na dokumentach SB przechowywanych w IPN, ujawniła, że ksiądz Czajkowski współpracował z komunistyczną SB. Jak ujawniła gazeta, znany kapłan jako TW Jankowski donosił na wiele osób przez bardzo długi czas, bo w latach 1960–1984. Historyk IPN Jan Żaryn ogłosił, że informacje przekazywane przez księdza Czajkowskiego obciążały tak różne postacie, jak abp wrocławski Bolesław Kominek, ks. Jerzy Popiełuszko, a także politycy opozycji: Jacek Kuroń i Jan Józef Lipski. Historycy dotarli nawet do opinii wysoko usytuowanego w hierarchii SB płk. Adama Pietruszki, że „ksiądz Czajkowski to jeden z najbardziej wartościowych agentów ulokowanych przez SB wśród kleru”.
Po publikacji „Życia Warszawy” ks. Czajkowski wydał oświadczenie. Przyznał on się w nim do niektórych zarzucanych mu czynów, ale podkreślił, że nigdy nie donosił na księdza Jerzego Popiełuszkę ani na arcybiskupa Kominka, nie wspominając już o Kuroniu i Lipskim. Redakcja „Więzi”, która znalazła się w kłopotliwej sytuacji, powołała grupę badawczą historyków, którzy na jej zlecenie mieli opracować te dokumenty na temat księdza Czajkowskiego, które dotrwały do dziś w archiwach dawnej SB.
Czajkowski nie szukał usprawiedliwienia dla siebie oprócz wspomnianych już zaprzeczeń w sprawie inwigilacji niektórych osób duchownych i opozycjonistów. Jak pisał w swoim oświadczeniu: „Wina moja jest bezsporna. Trudno te 24-letnie uwikłanie tłumaczyć tylko epoką, naiwnością, lękiem, zbytnią swobodą wypowiedzi. Dałem dowód słabości charakteru. To, co dzieje się od kilku tygodni wokół mojej osoby, także interpretacje niesprawiedliwe i obraźliwe, traktuję jako zasłużoną pokutę”.
Po tej deklaracji ksiądz Czajkowski usunął się z życia publicznego. Ale w 2018 roku otrzymał nagrodę księdza Stanisława Musiała dla osób zaangażowanych w dialog chrześcijańsko-żydowski. Wywołało to wtedy obawy, że środowisko katolików postępowych pragnie doprowadzić do cichego „resetu” w powrocie księdza Czajkowskiego do mediów i w roli moralnego autorytetu. Tak się jednak nie stało. Kapłan zmarł 25 lutego 2025 roku we Wrocławiu.
Bardzo wylewne wspomnienia pośmiertne zawarte w części mediów skłoniły część publicystów do pytania o różne normy oceny współpracy z SB przez księży, zależnie od ich poglądów. Faktem jest, że ksiądz Czajkowski jako jedyny z kapłanów, co do których istnieją wskazówki, że pracowali z SB, w sposób jasny i jednoznaczny uznał swoją winę. Na tle niektórych, niekiedy wyjątkowo karkołomnych usprawiedliwień dla swojej współpracy z komunistycznymi służbami, był to jaskrawy kontrast.
Piotr Semka
___________
Z cyklu: Z Dziejów III RP