Opinia

Semka dla Frondy: Giedroyć w wolnej Polsce

Piotr Semka 03.10.2026
Jerzy Władysław Giedroyć
Jerzy Władysław Giedroyć · fot. Screenshot - YouTube - Muzeum Historii Polski w Warszawie

14 września 2000 roku w słynnej siedzibie Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte zmarł Jerzy Władysław Giedroyć. Przeżył 94 lata. Na świat przyszedł 27 lipca 1906 roku w Mińsku, który należał jeszcze wtedy do Imperium Rosyjskiego. Dziełem jego życia był oczywiście miesięcznik „Kultura”, założony w 1947 roku w Rzymie, ale którego najdłuższą siedzibą było Maisons-Laffitte, mała podparyska miejscowość. Przyjaciele nazywali go księciem, gdyż istotnie pochodził z książęcego rodu Giedroyciów. Jego ojciec został zamordowany przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego.

Sława, którą zdobył ten niezmordowany wydawca polskiej literatury emigracyjnej, wynikała z niezwykłego talentu redakcyjnego i edytorskiego. Giedroyć stworzył pismo, które w doskonały sposób łączyło to, co najciekawsze w twórczości emigracyjnej, z kładzeniem ogromnego nacisku na utrzymywanie kontaktu z autorami w kraju. Ta gigantyczna sława powodowała, że do małej willi pod Paryżem kierowali swe kroki liczni wybitni twórcy z kraju w czasie swych wizyt we Francji. Wszystko to, jak się wydawało, powinno mieć finał w postaci uroczystego powrotu „księcia” do kraju po upadku PRL. A jednak paryski edytor wcale do wyjazdu z podparyskiej miejscowości się nie palił.

Być może wynikało to z wieku. W 1990 roku miał on już 84 lata i mógł nie chcieć zamieniać świata, do którego przywykł, i otoczenia na jakieś nowe miejsce zaczepienia w odrodzonej Polsce. Jak to często bywa, niechęci do zmian zaczęło towarzyszyć rozczarowanie tym, jak Polacy zagospodarowują swoją świeżo odzyskaną wolność. W 1990 roku twórca „Kultury” pisał: „Wątpię, żebym kiedykolwiek przyjechał do Polski. To nie jest ta Polska, o którą walczyłem i walczę. Biorąc pod uwagę mój wiek, chyba się jej nie doczekam”.

Giedroyć był też zaszokowany skalą wewnątrzpolskiego sporu, który bardzo szybko podzielił dawny obóz Solidarności.

Bardzo dużym rozczarowaniem dla niego były reakcje na jego próby przeforsowania literackiej Nagrody Nobla dla Zbigniewa Herberta. I znów sięgnijmy do fragmentu jednego z jego listów. W liście do Tomasza Jastruna z 13 września 1990 roku pisał: „Rozwijam wielką aktywność w sprawie nagrody Nobla dla Herberta. Spotykam się wszędzie z wielkim zrozumieniem i myślę, że będzie można zmobilizować i wysłać wiele listów i apeli osób do tego uprawnionych do Fundacji Nobla. Niestety, najgorzej jest z Polakami. Nie spodziewałem się, że tylu jest kandydatów w Polsce do tej nagrody, którzy prawie wrogo przyjęli moją inicjatywę, czując się prawie osobiście zagrożeni. Rzeczywiście polskie piekło”.

Kolejnym elementem zaniepokojenia i rozczarowania „księcia” Polską po 1989 roku były jego obawy przed zdobyciem w Polsce władzy przez obóz nawiązujący do tradycji narodowo-demokratycznej. Wszystko to skłaniało go do opinii przerysowanych, które po części pokrywały się z ówczesnymi jeremiadami Adama Michnika. Ale Giedroycia bardzo rozczarowała też wygrana prezydencka Lecha Wałęsy. W licznych listach pisał wręcz o przerażeniu zadufaniem byłego lidera Solidarności i jego ciągotami do autorytarnego sprawowania władzy. W grudniu 1995 roku Giedroyć napisał dwa oświadczenia. Jedno na wypadek zwycięstwa Aleksandra Kwaśniewskiego, a drugie na wypadek wygranej Wałęsy. W wersji dotyczącej ewentualnej wygranej Wałęsy pisał: „Miejmy nadzieję, że zaspokoiwszy swoje ambicje, przestanie on odgrywać rolę tak destruktywną, polegającą na niszczeniu wszystkiego czy wszystkich, którzy – jego zdaniem – zagrażają mu. [...] Wałęsa powinien również zmienić swój luksusowy styl życia, który bardziej pasuje do republik bananowych niż do stylu europejskich prezydentów”.

Prezydent Kwaśniewski starał się demonstrować swój szacunek dla paryskiej „Kultury”, co z jednej strony było elementem budowania przez niego dobrych relacji ze środowiskiem Adama Michnika, a z drugiej strony było wyrazem jego wsparcia dla starań o przybliżenie Ukrainy do Europy. Nic więc dziwnego, że 5 grudnia 1996 roku, czyli niemal rok po zwycięstwie prezydenckim, wraz z ówczesnym prezydentem Litwy Algirdasem Brazauskasem odwiedził sędziwego wydawcę w jego siedzibie w Maisons-Laffitte. Pretekstem do wspólnej wizyty było nadanie Giedroyciowi honorowego obywatelstwa Litwy.

Kolejny raz Kwaśniewski przybył do Giedroycia 9 października 1997 roku, przywożąc mu nadany przez siebie Order Orła Białego. Przy okazji Kwaśniewski przywiózł paryskiemu twórcy „Kultury” kilka dokumentów zbieranych przez SB na jego temat. Były to oczywiste kpiny, bo teczki dotyczące człowieka uważanego przez władze PRL za jednego z najgroźniejszych przeciwników liczyły dziesiątki tomów. Doskonale zrozumiał to sam Giedroyć, który jednak zbył to jedynie ironicznym zdziwieniem i lakonicznymi słowami: „Tylko tyle?”. Ostatecznie Giedroyć odmówił przyjęcia Orderu Orła Białego. Odmówił jego przyjęcia zarówno od prezydenta Lecha Wałęsy, jak i później, gdy przywiózł go do Maisons-Laffitte prezydent Kwaśniewski. W wywiadach tłumaczył, że z założenia nie przyjmuje żadnych polskich odznaczeń państwowych, a także że protestuje w ten sposób przeciwko kierunkowi politycznemu obranemu przez władze w kraju.

„Tak się składa, że praca dla Polski, której ostatecznie poświęciłem swoje życie, jest pracą niewdzięczną” – mówił podczas czatu przeprowadzonego przez dziennikarzy Onetu 11 sierpnia 2000 roku. Rozmowa ta miała miejsce na miesiąc przed śmiercią. Powiedział wówczas: „Gdybym miał zaczynać swoje życie na nowo, to myślę, że niewiele odbiegałoby od tego, które miałem”.

Nikogo specjalnie nie zdziwiło, że znany wydawca podjął decyzję o tym, żeby jego szczątki zostały pochowane na cmentarzu w Le Mesnil-le-Roi niedaleko Paryża, na którym spoczęli także inni bliscy współpracownicy i postacie związane z „Kulturą”, m.in. Józef Czapski, Maria Czapska czy Zygmunt Hertz.

Było to dobitne podkreślenie, że świat „Kultury” swój rozkwit zanotował na ziemi francuskiej i w tejże ziemi postanowił spocząć na zawsze.

Giedroyć, który tak doskonale wyczuwał wszystkie trendy w Polsce pod rządami komunistycznymi, nie bardzo chciał rozumieć mechanizmy polityczne, które zdominowały politykę kraju po 1989 roku.

Być może zbyt wiele nadziei wiązał z Polską po upadku PRL i zderzenie z realiami lat 90. nad Wisłą było zbyt ciężkie do zniesienia.

Była to po części kwestia bardzo sędziwego już wieku, związanego z tym krytycyzmu, ale też niechęci do rewidowania swoich schematów myślowych.

W Polsce po 1990 roku ten problem niedostosowania „księcia” do nowych realiów taktownie otaczano parasolem milczenia. To kolejny przykład, że są ludzie, którzy należą do pewnej epoki i nie mają ochoty dostosowywać się do nowych czasów. Przypomina to stare przysłowie, że nie przesadza się starych drzew.

Piotr Semka

Źródło: mp/Fronda.pl

O autorze

Piotr Semka