Opinia

Semka dla Frondy: Europa patrzy na Polskę

Piotr Semka 04.11.2026
Policja przed Trybunałem Konstytucyjnym
Policja przed Trybunałem Konstytucyjnym · fot. X - Jacek Sasin

Dawno minęły już czasy, kiedy dziwiło mnie całkowite ujednolicenie sposobu prezentacji konfliktów w Polsce na łamach najważniejszych europejskich dzienników. Ale jak to często bywa, człowiek niby coś wie, ale zawsze, gdy zderza się z aktualną próbką tego zjawiska, powraca zdumienie. Zresztą w wypadku relacjonowania przez np. wielkie stacje telewizyjne dało się zauważyć, jak bardzo obrazki z zajęcia Trybunału Konstytucyjnego przez Policję działają silniej na odbiorców mediów niż uspokajające tytuły. I doskonale widać to było we wpisach czytelników. Otóż sama sytuacja była tak jasnym sygnałem, że władza siłowo próbuje zagarnąć konstytucyjny organ państwa, że komentarze wychwalające ekipę Tuska rzekomo ratujące praworządność w Polsce robiły znacznie mniejsze wrażenie niż drastyczne obrazki.

I tu smutna konstatacja. Jedynymi politykami czy komentatorami, którzy natychmiast dostrzegali działania Tuska w kontekście szerszej tendencji przejmowania przez obóz zwący się liberalnym metod czysto autorytarnych – jako niemal jedyni zareagowali na wydarzenia w Polsce zwolennicy nurtu, który nazywam tożsamościowcami. Czyli np. zwolennicy Partii Reform Nigela Farage’a czy np. niemieckiego AfD. Nieprzypadkowo też najbardziej znanym politykiem europejskim, który wyraził zaniepokojenie działaniami Tuska w Polsce, była Marine Le Pen. Kandydatka prezydencka prawicy we Francji napisała, że „Poważne wydarzenia, które rozgrywają się obecnie w Polsce wokół Trybunału Konstytucyjnego, budzą głęboki niepokój. Kontrowersyjne zawieszenie prezesa Trybunału oraz interwencje służb bezpieczeństwa wokół tej instytucji zdają się przypominać siłowe przejęcie kontroli nad organem konstytucyjnym”. Le Pen dodała: „Nie przywraca się praworządności, stwarzając jednocześnie wrażenie, że samemu lekceważy się zasady, na których się ona opiera”.

Co istotne, kandydatka Zjednoczenia Narodowego wskazała też na obojętność Unii Europejskiej wobec wydarzeń w Polsce. Jak zauważyła, „Nie można twierdzić, że broni się demokracji i praworządności, a jednocześnie milczeć, gdy równowaga konstytucyjna jednego z państw członkowskich jest poważnie zagrożona”. Francuska polityk ma wszelkie powody, aby doskonale wczuwać się w oburzenie tych Polaków, którzy zaniepokojeni są działaniami ekipy Tuska. Sama przez pewien czas doświadczyła próby wyeliminowania jej z wyścigu prezydenckiego przy pomocy bardzo kontrowersyjnego wyroku blokującego jej udział w wyborach na stanowisko głowy państwa. I to jest zresztą szersza tendencja – metody „demokracji walczącej” w mig rozumieją ci, wobec których stosuje się podobne techniki w różnych krajach europejskich. I na odwrót. Ci, którzy nie widzieli nic złego w odsuwaniu od wyborów prezydenckich Marine Le Pen – nie widzą nic dziwnego w kierowaniu przez Tuska oddziałów Policji do zajmowania Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie.

Dla polskiej prawicy na czele z Prawem i Sprawiedliwością oraz Rozwojem Plus Mateusza Morawieckiego to spory dylemat. Bo bardzo często w tych rejonach politycznych sprzeciw wobec Komisji Europejskiej i jej rosnącemu autorytaryzmowi łączy się z obojętnością na rosyjski imperializm i amerykano-sceptycyzmem. Ekipa Tuska natychmiast wykorzystuje takie deklaracje solidarności z polską prawicą do tworzenia sugestii, że jest to jakiś dowód prorosyjskiego aliansu. Niestety, nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia. Przypomina się XIX wiek, gdy najwięcej życzliwości dla polskich powstań wykazywała lewica, która pod wieloma innymi względami raziła swoimi poglądami polskich niepodległościowców. A europejscy konserwatyści walczący z „Jakobinami” bardzo często uważali nasze zrywy jako efekt tendencji rewolucyjnych. Dziś wracamy do tamtego paradoksu.

Piotr Semka

Źródło: mp/Fronda.pl

O autorze

Piotr Semka