Opinia

Semka dla Frondy: Afera starachowicka

Piotr Semka 24.10.2026
Afera starachowicka
Afera starachowicka · fot. Screenshot - YouTube (Punkt Widzenia)

Ta publikacja miała wówczas siłę politycznego dynamitu. 5 lipca 2003 roku dziennik „Rzeczpospolita” ujawnił, że z nagrań z podsłuchu prowadzonego przez polską policję wynika, że doszło do poważnego złamania tajemnicy państwowej. Według tych źródeł w marcu 2003 poseł SLD Andrzej Jagiełło zadzwonił do swoich partyjnych kolegów, radnych SLD w Starachowicach i ostrzegł ich o planowanych aresztowaniach wśród członków tej partii. Aresztowania miały dotyczyć polityków współpracujących z grupą przestępczą oraz samorządowców związanych z SLD podejrzewanych o współpracę z tą grupą.

Najbardziej sensacyjnym ustaleniem jest to, że Andrzej Jagiełło miał otrzymać informacje o planowanych zatrzymaniach od innego posła SLD, Henryka Długosza, a ten z kolei miał je uzyskać od wiceministra MSW Zbigniewa Sobotki. I właśnie ta postać stała się wówczas symbolem całej afery. Sobotka od 1974 roku pracował w Hucie Warszawa jako walcownik stali. W 1976 roku wstąpił do rządzącej wówczas Polską Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W tym czasie ekipa Gierka starała się udowodnić robotniczy charakter swej formacji, co było dla tego ugrupowania tym pilniejsze, że w tym samym roku doszło do antysystemowych wystąpień robotników w Ursusie i Radomiu. Przed Sobotką, jako wzorcowym robotnikiem w aparacie partyjnym, stanęła więc droga kariery i ten potrafił z niej dobrze skorzystać. W 1986 r. został I sekretarzem Komitetu Zakładowego PZPR w Hucie Warszawa, ale już dwa lata później, w 1988 roku, dotarł do funkcji zastępcy członka Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR. Stąd było już niedaleko do uczestnictwa w obradach Okrągłego Stołu po stronie partyjno-rządowej. Wtedy Sobotka zbliżył się do środowiska „młodych reformatorów” PZPR, którego liderem był Aleksander Kwaśniewski. Sobotka został posłem w wyborach kontraktowych w 1989 roku, a potem był wybierany w każdym kolejnym Sejmie aż do IV kadencji. W 1994 r., gdy postkomuniści odzyskali władzę w sojuszu z PSL, objął stanowisko sekretarza stanu w MSWiA. Powrócił do tej funkcji po odzyskaniu władzy przez SLD i stworzeniu rządu Leszka Millera w 2001 roku.

Po publikacji „Rzeczpospolitej” afera starachowicka, jak nazwała ją część mediów, powoli narastała i zaczęła być dla ekipy Millera kłopotem. 6 października 2003 roku Sobotka podaje się do dymisji. Rozpoczyna się wpierw śledztwo prokuratury, a potem dochodzi do procesu przed Sądem Okręgowym w Kielcach. Śledczy ustalają i potwierdzają, że łańcuszek Andrzej Jagiełło – Henryk Długosz – Zbigniew Sobotka naprawdę istniał. W trakcie rozpraw sądu wyszło na jaw, że Sobotka dowiedział się o całej sprawie od gen. policji Antoniego Kowalczyka, który wówczas był komendantem głównym Policji. W trakcie procesu Henryk Długosz i Zbigniew Sobotka nie przyznali się do winy.

Wreszcie 24 stycznia 2005 roku Sąd Okręgowy w Kielcach wydał wyrok. Zbigniew Sobotka został skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności oraz pięcioletni zakaz sprawowania funkcji administracyjnych wymagających dostępu do materiałów tajnych. Dwaj kolejni oskarżeni: Henryk Długosz otrzymał wyrok dwóch lat pozbawienia wolności, a Henryk Jagiełło – półtora roku więzienia. W werdykcie podkreślono, że działania oskarżonych w sposób świadomy naraziły bezpieczeństwo policjantów, którzy „pod przykryciem” funkcjonowali w grupie przestępczej. Skazani odwołali się od wyroku. W wypadku Sobotki w listopadzie 2005 roku Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyrok. Apelacja udała się jedynie w wypadku Henryka Długosza, któremu zmniejszono karę więzienia do półtora roku. W wypadku Andrzeja Jagiełły sąd obniżył karę do jednego roku więzienia. Sprawa Sobotki zaowocowała też procesem wspomnianego już generała policji Antoniego Kowalczyka. Został on oskarżony o składanie fałszywych zeznań, w których przekonywał, że nie przekazywał żadnych ważnych informacji Sobotce. Kowalczyk został uniewinniony. Późniejsze apelacje dotarły aż do Sądu Najwyższego. Ten uznał, że Kowalczyk nie popełnił przestępstwa, informując Sobotkę o planowanej akcji policji w Starachowicach, ponieważ Sobotka jako wiceszef MSW był osobą uprawnioną do poznania tego typu wiedzy.

Sprawa Sobotki powróciła w listopadzie 2005 roku. Na krótko przed opuszczeniem urzędu prezydent RP Aleksander Kwaśniewski przychylił się do wniosku Sobotki, który prosił o procedurę ułaskawienia. 16 grudnia Kwaśniewski zastosował wobec niego prawo łaski, zmniejszając wyrok do kary roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania na dwa lata. Była to dobra ilustracja, jak silne były więzy w środowisku byłych PZPR-owców, którzy po 1990 roku tworzyli pierwszą Socjaldemokrację RP, a potem Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ten ewidentny przykład zasady „ręka rękę myje” nie zaszkodził Kwaśniewskiemu jednak na dłuższą metę. W wielu sondażach wciąż wybierany jest przez Polaków jako najlepszy z dotychczasowych prezydentów Polski. Sam Sobotka po opuszczeniu więzienia wycofał się z życia politycznego.

Afera starachowicka zbiegła się w czasie z kontrowersjami wokół tzw. afery Rywina. Obie te sprawy zniszczyły prestiż młodych „reformatorskich” postpezetpeerowców, którzy przedłużyli życie sporej części swojej formacji aż do 2005 roku. Potem lewica nigdy już nie wróciła do władzy samodzielnie. Nową epokę powrotu postkomunistów na rządowe salony rozpocznie dopiero Włodzimierz Czarzasty w 2023 roku, wprowadzając swoją Nową Lewicę do koalicji z PO, PSL i Polską 2050.

Piotr Semka

 

Cykl: Z dziejów II RP – 4 lipca 2003 Dziennik „Rzeczpospolita” ujawnia tzw. aferę starachowicką

O autorze

Piotr Semka