W przeciągu jednego tygodnia mieliśmy okazję obserwować dwie niezwykle znamienne dla naszej polityki imprezy. Pierwszą był Campus Polska Przyszłości. Po raz piąty nad Jeziorem Kortowskim w Olsztynie młodzież spotkała się na imprezie, nad którą patronat objął Rafał Trzaskowski. Formalnie w stolicy Warmii pojawiło się ponad tysiąc ludzi, których wyselekcjonowali organizatorzy spośród zgłoszeń przysyłanych z całej Polski. Wg oficjalnych informacji na ten piknik przybyło ok. tysiąc osób z całej Polski. Ale ci dziennikarze, którzy zajrzeli na tę imprezę, mówili, że było najwyżej siedemset osób.
Oprócz spotkań z politykami były też panele dyskusyjne, warsztaty, a wieczorem występy muzyków i tzw. silent disco (wszyscy tańczą w słuchawkach i w ten sposób dba się o ciszę nad Jeziorem Kortowskim). Z relacji wynika, że polityczny zapał w tym roku był wyjątkowo słaby. Oczywiście najważniejszym punktem imprezy było spotkanie z Donaldem Tuskiem. Było o wysyłaniu ministra Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego czy o buksowaniu w miejscu tak reklamowanego wcześniej programu rozliczeń PiS. Zapowiedź Tuska o zakończeniu ulg podatkowych dla młodzieży i przywitanie tych deklaracji przez młodych zebranych owacją przejdzie do historii hipnotyzowania przez Koalicję Obywatelską swych młodych sympatyków. Tak samo dobrze zapamiętać wypada epizod, gdy jeden z młodych ludzi zapytał Tuska, czy nie byłoby lepiej, gdyby zniknął z polskiej polityki. Polityk z Gdańska bez mrugnięcia okiem odpalił: „Zrozumcie mnie dobrze. Jakby był ktoś lepszy (ode mnie), to by tą władzę wziął”.
Ale najważniejszym przesłaniem z obozu Koalicji 13 grudnia był niemal identyczny przekaz od Tuska, jak i Włodzimierza Czarzastego. Brzmi on jednoznacznie. Koalicja ma wady, ale gdy na horyzoncie zarysowuje się »brunatna fala«, to wszyscy powinniście stanąć u naszego boku.
Nic to nowego. Obóz liberalno-lewicowy zawsze sprowadza swoją politykę do straszenia faszyzmem i przedstawienia siebie jako jedynej tamy przed powtórką z obalenia Republiki Weimarskiej.
Ale w tym roku po raz pierwszy Campus Polska zderzył się z prawicową alternatywą. Trudno orzec, czy prezydent Karol Nawrocki specjalnie wyznaczył termin swojego pikniku w Juracie na okres tuż po Campusie Trzaskowskiego, ale wrażenie konkurencyjności było uderzające. Można było odnieść wrażenie, że ludzie z Pałacu Prezydenckiego uważnie przyjrzeli się chwytom stosowanym na Campusie w Olsztynie i wykorzystali go przy projektowaniu spotkania „Przyszłość.pl”. Już sam wybór miejsca spotkania był symboliczny. Przesłanie Nawrockiego było jasne. Rezydencja głowy państwa nie jest żadną strzeżoną rezydencją, tylko miejscem, do którego młodzi ludzie mają prawo wejść i czuć się tu jak u siebie w domu. Tak samo jak w wypadku wiecu puentującego pierwszy rok prezydentury, tak i teraz prezydent sięgnął po wykonawców mogących budzić kontrowersje, ale doskonale rozpoznawanych przez młodych. Tak było w poprzednim evencie, gdy zaproszony raper Eldo, choć śpiewał o patriotyzmie na tle góralskich dzieci, był muzułmaninem. Teraz tematem kontrowersji był oczywiście wykonawca Skolim, który ma na swoim koncie parę drastycznych utworów, przekraczających granice dobrego smaku. Ale Nawrocki takich ryzyk się nie boi i tym razem też wygrał. I o tym, że taktyka ta przynosi efekty, świadczą sondaże popularności prezydenta, w których głowa państwa uzyskuje najlepsze wyniki właśnie w najmłodszej grupie respondentów. Nie jest przypadkiem, że w ostatnim badaniu firmy United Surveys by IBRiS z 29 sierpnia na ocenę zdecydowanie źle oceniały najczęściej osoby w przedziale wiekowym 70+, a w grupie wiekowej 18–29, wg sondażowni, nie było ani jednej takiej odpowiedzi. Ta polityka skłania publicystów lewicy do formułowania zaniepokojonych diagnoz, że prezydent szykuje sobie wyborców na swoją drugą kadencję.
Na pewno jednak waga spotkania w Juracie polega na wykształceniu się nowego popkulturowego modelu prawicowości. I tutaj lewica jest zaskoczona i skonsternowana wejściem na jej tradycyjne pole.
Przy okazji widać, jak słabo radzi sobie w tym wyścigu do młodego wyborcy partia Prawo i Sprawiedliwość. Albo Jarosław Kaczyński znajdzie sposób na swój udział w tym wyścigu – albo będzie musiał pogodzić się, że jego wyborcy będą coraz starsi.
Piotr Semka