Opinia

Piotr Semka dla Frondy: Lekcja pokory dla Mentzena

Bartosz Bocheńczak, kandydat Konfederacji na prezydenta Krakowa nie wystartuje w wyborczym wyścigu. Okazało się, że pewna część podpisów nie zawierała adresów zgodnych z miejscem zameldowania osób, które złożyły podpis pod kandydaturą.

Piotr Semka 11.09.2026
Fot. screenshot: YouTube (Sławomir Mentzen)
Fot. screenshot: YouTube (Sławomir Mentzen)

Działacze Konfederacji, a szczególnie frakcji Nowa Nadzieja, z której wywodził się Bocheńczak mają prawo do rozgoryczenia. Zaangażowali się w intensywną kampanię, szli między Krakowian z ulotkami, zasypywali sieć filmikami ze swoim kandydatem i organizowali dziesiątki wieców na terenie miasta. A jednak ktoś czegoś nie dopilnował i cały wysiłek na nic. Rozgoryczeni działacze Konfederacji wskazują, że nie byli w stanie w momencie zbierania podpisów jednoznacznie ustalić czy podawany adres jest prawdziwy.  I tu mają sporo racji.

Ale przed dokładnie takim samym wyzwaniem stawali działacze innych komitetów wyborczych i jakoś zdołali wszystko zorganizować tak, aby swych kandydatów umieścić w prezydenckim wyścigu. 

Na niepowodzenie w Krakowie bardzo gniewnie zareagował lider Konfederacji Sławomir Mentzen.  Nie pomogła samokrytyka Bocheńczaka, który ze skruchą napisał, że „był przekonany, że podpisów wystarczy” i przyznał się, „że zawalił”.  Mentzen był bezlitosny. Nie tylko usunął Bocheńczaka z funkcji lidera Nowej Nadziei w grodzie Kraka, ale rozwiązał tam partyjne struktury i jeszcze, aby poprawić wrażenie ogłosił, że wysyła sprawę krakowskich liderów do partyjnego sądu. 

Rosjanie na takie efektowne ruchy mają swoje własne określenie: „pokazucha”. Bo gniewne działania Mentzena maskują pewną mało przyjemną dla niego prawdę. To on powinien poświęcić więcej czasu na nadzorowanie krakowskiej kampanii. 

Dla Konfederacji, która jest ciągle partią na dorobku, wybory pod Wawelem były najlepszą z możliwych obecnie okazji do zabłyśnięcia.  Zresztą furia Mentzena pokazuje, że doskonale zdaje sobie on z tego sprawę. 

Na dodatek to nie pierwszy kiks Mentzena w ostatnich latach. Dwa lata temu Mentzen miał spore problemy z zaakceptowaniem przez Państwową Komisję Wyborczą jednego ze sprawozdań wyborczych. A w wypadku partii, której lider przedstawia się jako efektywny menedżer i kandydat na stanowisko ministra finansów, to umiejętność dokładnego liczenia i nie popełniania błędów może być wymagana. 

Cała sprawa wyjaskrawia problem, który ma Konfederacja. Jej liderzy wypowiadają się w bardzo pewny sposób i co rusz ogłaszają się siłą, która ma prawo dyktować innym po prawej stronie warunki powstania przyszłego rządu. A jak traktować takie pozy serio, skoro Konfederacja to partiam która co rusz zaplątuje się we własne nogi. I dlatego bardzo celnie zabrzmiał wpis Mateusza Morawieckiego na komunikatorze X. „Ostatnio coraz częściej próbowaliście ustawiać się w roli szefa całej prawicy. Spokojnie. Na takie rozstrzygnięcia przyjdzie jeszcze czas. Polityka to nie konkurs na to kto głośniej ogłosi się liderem.”

Prztyczek jest celny. Konfie przyda się nieco pokory. 

Źródło: Fronda.pl

O autorze

Piotr Semka