Różnica aż 24,24% oznacza polityczny nokaut. To dla Donalda Tuska bardzo prestiżowa porażka. Tym bardziej, że wybory w Krakowie rozpoczynają jesienną turę przygotowań do przyszłorocznych wyborów sejmowych i każde niepowodzenie ma znaczenie psychologiczne.
Trzeba przyznać, że Tusk wskazał na kandydatkę, która pod wieloma względami była skazana na klęskę. W Krakowie, w którym sprawdza się podwawelskie korzenie do paru pokoleń wstecz kandydatka urodzona w Zakopanym i od 2012 roku niemieszkająca w grodzie Kraka już na starcie przyjmowana była z nieufnością. Co gorsza, Piątkowska uczyniła z namaszczenia przez premiera wręcz zaletę i cnotę. W kampanii podkreślała, że to jej właśnie bliskie relacje z rządem ułatwią zdobywanie funduszy dla Krakowa i załatwianie istotnych kwestii dla podwawelskiej metropolii. Ale już zupełnym brakiem wyczucia było ściąganie do Krakowa wielu ministrów rządu Tuska, takich jak Radosław Sikorski czy minister finansów Andrzej Domański. A już zupełnym oderwaniem od rzeczywistości było użycie w kampanii „kopertowego” marszałka sejmu Tomasza Grodzkiego. Jeśli dorzucić do tego wreszcie na koniec „rewelacje” Moniki Piątkowskiej o tajemniczych dronach śledzących jej kampanię i rzekomym przebiciu opon limuzyny ministra Sikorskiego w czasie jego wizyty w Krakowie, to można było odnieść wrażenie, ze kandydatka utraciła kontakt z rzeczywistością.
W tej sytuacji Łukasz Gibała w czasie dwóch tygodni przed kolejną turą wyborów mógł skupić się jedynie na unikaniu jakichkolwiek kontrowersyjnych komunikatów i działań w kampanii. I można odnieść wrażenie, że ta czwarta kampania w jego życiu była już momentem uzyskania sporej politycznej dojrzałości. Z jednej strony pytany czy podległe mu urzędy stanu cywilnego będą rejestrować akty ślubu osób tej samej płci zawarte na zachodzie deklarował akceptację dla takich praktyk. Z drugiej strony, gdy Monika Piątkowska zaakceptowała debatę telewizyjną, ale z wyłączeniem TV Republika, Gibała zdecydowanie odrzucił taka koncepcję spotkania, to jego sztabowcy skwapliwie nagłośnili, licząc, że nastawi to pozytywnie elektorat prawicowy. Przez pewien czas część mediów wspierających Platformę, jak np., Oko.Press sugerowało, że Gibała to polska wersja Donalda Trumpa. Teraz, gdy porażki obozu KO nie da się już zamaskować, płyną z tej strony pouczenia, że prawica nie ma z czego się cieszyć, bo Gibała to były poseł PO, który miał za sobą epizod w ruchu Palikota.
Nie wiadomo w jakim kierunku Gibała poprowadzi swe rządy. Warto przypomnieć, że wraz z odejściem poprzedniego platformerskiego prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego nie poszło odwołanie rady miasta, zdominowanej przez platformersów. Teraz Gibale z tak niechętną radą trudno będzie rządzić. Ale jeśli będzie się trzymał drogi środka, to może zdobywać punkty nie tylko po lewej stronie, ale i prawej. Przypominać to będzie nieco taniec na linie, ale Gibała w ciągu ostatnich lat zdobył bardzo wiele doświadczenia politycznego i może mu się takie balansowanie na linie nawet udać. Ale też może być inaczej. Teraz, gdy już został prezydentem Krakowa, może się z oligarchią krakowską dogadać.
Dla prawicy, która jest w skali kraju od dłuższego czasu w defensywie, porażka Tuska jest korzystną okolicznością. Nie sposób jeszcze orzec, czy wstrzyma ona obecnego premiera od siłowych rozwiązań, np. brutalnej interwencji policyjnej w Trybunale Konstytucyjnym, ale na pewno ona wybija Tuska z rytmu. Kraków był bardzo ważnym testem wyborczym. I można tylko zdziwić się, że Donald Tusk tak skwapliwie zaakceptował Monikę Piątkowską. Może to oznaczać, że wokół premiera albo nie ma nikogo, kto zachowuje trzeźwe spojrzenie, albo że jest taka osoba, ale Tusk całkowicie lekceważy jej opinię. Tak źle i tak niedobrze.