Tak właśnie zrobił lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz po spotkaniu z prezydentem w sobotę 31 października. Ogłosił on, że jak najbardziej trzeba resetu konstytucyjnego i dodał, że jest to jedyny sposób na wyjście z kryzysu. Jednocześnie w żadnym stopniu nie zdystansował się od bezpośrednich bezprawnych działań pani sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej, która samozwańczo uznała się za nowego przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego. W podobny sposób zachował się inny rozmówca prezydenta z soboty, nieformalny lider Polski 2050 Szymon Hołownia. Uznał on Annę Korwin-Piotrowską za prawowitą nową szefową Trybunału, a na dodatek częstował dziennikarzy swoimi opiniami, że nie wierzy, by to Donald Tusk był reżyserem policyjnego zajęcia Trybunały Konstytucyjnego.
Na tle lidera ludowców i Hołowni o wiele bardziej rozsądnie zaprezentował się Adrian Zandberg, który stwierdził podstawowy fakt: bez konsensusu wszystkich sił politycznych w sprawie nowego kształtu TK – instytucja ta będzie martwa.
Wszystkie nadzieje jednak na jakąś refleksję spowodowaną dramatycznymi wydarzeniami z nocy z 30 na 31 października zburzył Donald Tusk. Jego przemówienie skupiało się na przedstawianiu władzy jako ofiary napadu ze strony prezydenta i na twardym deklarowaniu: „ani kroku w tył”. Było to wystąpienie agresywne, konfrontacyjne i zapowiadające daleko idącą determinację lidera Koalicji Obywatelskiej. Ostrość sytuacji jest wypychana ze świadomości przez wielu komentatorów obozu liberalnego. Sprowadzają oni dramatyzm sytuacji do samej wizualnej warstwy konfliktu w postaci policji w kaskach i z pałkami na ulicach stolicy. Tymczasem rozpętywanie przez Donalda Tuska na razie zimnej wojny domowej poprzez demonstracyjne łamanie prawa, to w obliczu zagrożeń zewnętrznych ze strony Rosji wręcz szczyt nieodpowiedzialności. Pytanie, w jakim stopniu wewnątrz obozu liberalnego nieodpowiedzialność działań Tuska zacznie być zauważana. Na szczęście swój dystans wobec metod z piątkowego wieczoru zadeklarowali tacy prawnicy, jak np. były prokurator generalny Andrzej Seremet czy Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński. Od działań samozwańczej nowej szefowej TK zdystansował się też szef Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati. Ale same głosy tych autorytetów prawniczych nic nie dadzą, jeśli linia Tuska nie spotka się z jakąś ripostą wewnątrz obozu koalicji. A tu demiurg z Gdańska wyćwiczył swoich koalicjantów w całkowitej podległości niczym pruski kapral swoich rekrutów. Czy naprawdę musi dojść do jakiejś tragedii, aby politycy PSL i Polski 2050 zrozumieli, jak niszczącą politykę dla stabilności kraju prowadzi obecny premier?
Swoje stanowisko w kwestii resetu musi przedstawić też prawica – najlepiej w sposób uzgodniony z Prezydentem Karolem Nawrockim.
Trzeba z sobą rozmawiać i koordynować stanowiska, a nie jedynie ścigać się w sypaniu klątw na Donalda Tuska.
Reset konstytucyjny wymaga 307 głosów w liczącym 460 posłów Sejmie RP. Bez przynajmniej części obozu rządowego do żadnego porozumienia nie dojdzie.
Oby poczucie odpowiedzialności i wyobraźnia okazały się silniejsze od makiawelistycznych planów postaci typu Bartosz Sienkiewicz.