Strona facebookowa Korony opublikowała niedawno tę wypowiedź jednego z liderów polskiej prawicy. I co najbardziej charakterystyczne, mało kto zwrócił uwagę na tę bardzo daleko idącą deklarację.
Oto lider ugrupowania, od którego głosów może zależeć realne powstanie ewentualnej nowej koalicji prawicowej, która będzie w stanie odsunąć od władzy koalicję Donalda Tuska, zgłasza postulat, który wywraca nasze myślenie o bezpieczeństwie kraju w perspektywie najbliższych lat.
Na tym właśnie polega specyfika taktyki retorycznej Brauna, że cały czas powtarzając coraz bardziej radykalne tezy, powoli znieczula opinię publiczną na hasła, które powinny wywołać głębokie zaniepokojenie. Hasła tym groźniejsze, że ubierające się w kostium bezkompromisowego patriotyzmu.
Jest to jednak patriotyzm pozorny. Bo Polska, która porzuci sojusze wojskowe z sąsiadami, z państwami NATO i przede wszystkim z Ameryką, będzie Polską zdaną na wolę Rosji. Właśnie dlatego wstąpiliśmy do Paktu Północnoatlantyckiego, aby uniezależnić się od tego, co zdarzy się na Kremlu. Zaczęliśmy nasze starania akcesyjne jeszcze wtedy, gdy rządził stosunkowo mało wojowniczy prezydent Borys Jelcyn. Weszliśmy w skład paktu w 2004 roku, gdy Władimir Putin zaczął zdradzać już pierwsze oznaki chęci odbudowy rosyjskiego neoimperializmu. A dziś jesteśmy w sytuacji trwającej od czterech lat pełnoskalowej agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainie. Polska sama nie jest w stanie obronić się przed Rosją. W tej sytuacji hasło, aby na ziemiach polskich były wyłącznie polskie oddziały, a nie np. sojusznicze oddziały amerykańskie w stałych bazach, to de facto rozbrajanie Polski.
Grzegorz Braun opakowuje ten zabójczy dla naszego bezpieczeństwa postulat w złudne opakowanie narodowej suwerenności. I swoisty znak równości między zagrożeniami z Zachodu i ze Wschodu. A pomaga sobie jeszcze dodatkowo straszeniem swoich wyborców, że nasz udział w NATO już wciąga Polskę w konflikt, w którym nie ma żadnego interesu.
To zresztą dobry przykład, jak jedna bałamutna teza Konfederacji Korony Polskiej skutkuje kolejną fałszywą diagnozą. Jeśli ktoś uwierzył Braunowi, że wojna na Ukrainie to konflikt, którego wynik powinien nam być absolutnie obojętny, to tym samym jakakolwiek pomoc dla Ukrainy zostaje przedstawiana jako wciąganie Polski w realizowanie obcych jej interesów.
Prowadzone po prawej stronie dywagacje nad kształtem ewentualnej prawicowej koalicji po wyborach do Sejmu jesienią 2027 roku nie mogą abstrahować od takich deklaracji jak te, które składa Braun. Samo zaakceptowanie partii Brauna w rządzie będzie nieść ogromne konsekwencje dla kształtu myślenia o bezpieczeństwie naszego kraju.
Jeśli myśleć o jakiejkolwiek koalicji, to nie mogą być w niej partie, które chcą de facto uczynienia Polski bezbronnej wobec Rosji. I warto o tym pamiętać, a nie dawać się uwieść nienagannej polszczyźnie niegdysiejszego absolwenta polonistyki z Wrocławia.