Opinia

Paweł Chmielewski: wygasanie Kościoła. Czy Polska będzie jak Magdeburg?

19 listopada 75. lat kończy biskup Magdeburga, Gerhard Feige i złoży w związku z tym na ręce papieża przepisową rezygnację. W zasadzie Polaków nie powinno to w ogóle obchodzić, bo więzi z Magdeburgiem zerwaliśmy szczęśliwie już ponad 1000 lat temu, kiedy utworzone zostało arcybiskupstwo gnieźnieńskie. Kres rządów biskupa Feigego może być jednak arcyciekawym studium również dla nas, a to ze względu na ewidentną klęskę liberalnego katolicyzmu.

Paweł Chmielewski 08.11.2026
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjne · fot. Pixabay

„Feige” znaczy po niemiecku tyle, co „bojaźliwy”. W pożegnalnym wywiadzie, jakiego biskup Magdeburga udzielił portalowi Katholisch.de, wyraził nadzieję, że nie będzie jednak tak zapamiętany. Problem w tym, że nawet jeżeli w ciągu 21 lat swoich rządów Feige cechował się dynamicznymi działaniami, to głównie na kierunku zgodnym raczej z mainstreamową, liberalną linią kościelną. 

Na przykład ekumenizm. Ortodoksja katolicka wskazuje, że katolicy muszą uważać na zbyt bliskie relacje z protestantami, zwłaszcza w obszarze Eucharystii. Nie można po prostu dopuścić luteranów albo kalwinistów do Komunii świętej, bo mają na temat Ciała Chrystusa fałszywe poglądy, a poza tym – Eucharystia jest znakiem jedności Kościoła, tymczasem ludzie ze wspólnot protestanckich w tej jedności nie trwają. Tymczasem biskup Feige odegrał istotną rolę w wielkim sporze Niemców z Watykanem o udzielanie Komunii świętej tym protestantom, którzy żyją w związku małżeńskim z katolikiem. Gorąco orędował za tym rozwiązaniem i ostro ganił krytyków. Po namowach ze strony kardynała Reinharda Marxa z Monachium, papież Franciszek przystał na taką praktykę. Feige mógł triumfować. Zastanawiam się jednak, czy przeprowadzenie tej sprawy było wyrazem odwagi czy raczej tchórzostwa? Co więcej kosztuje katolickiego biskupa w XXI wieku w liberalnych i postsekularnych Niemczech: obrona katolickich prawd wiary i ściąganie na siebie oskarżeń o „fanatyzm” czy też zgoda na to, by zacierać różnice wyznaniowe, tak, jakby doktryna nie miała już znaczenia? 

Biskup Feige stał się też twarzą oporu wobec Alternatywy dla Niemiec. Rządził w Magdeburgu w chwili, w której ta partia dopiero powstała; rządził, kiedy stała się najpopularniejszym ugrupowaniem w całych wschodnich Niemczech. W tym roku odbyły się wybory do Landtagu Saksonii-Anhaltu, którego Magdeburg jest stolicą. AfD wyraziście w nich zwyciężyła. Feige od wielu lat ostro krytykuje polityków i wyborców Alternatywy. Szef struktur landowych tej partii, Ulrich Siegmund, dokonał nawet aktu oficjalnego wystąpienia z Kościoła, tłumacząc to właśnie – w jego ocenie – skandaliczną, lewicową postawą polityczną władz kościelnych. We wspomnianej rozmowie z Katholisch.de Feige przyznał, że piszą do niego ludzie, którzy deklarują odejście z Kościoła dokładnie z tego samego powodu. Zarazem biskup deklaruje jednak, że kiedy dziś jest oskarżany o „lewicowość”, to może się tylko „serdecznie zaśmiać”. Znów stawiam pytanie: czy jest odwagą, czy raczej tchórzostwem, całkowicie bezkrytyczne włączenie się w chór krytyków Alternatywy dla Niemiec, napędzany przez lewicowe partie odpowiedzialne za kryzys migracyjny, wprowadzenie tzw. małżeństw jednopłciowych i ideologię gender? 

Kiedy Gerhard Feige obejmował katedrę w Magdeburgu, pod jego władzą mieszkało 97 tysiące katolików. Teraz jest ich już tylko 68 tysięcy. To częściowo efekt migracji za pracą, częściowo skutek słabej demografii, ale w znacznej mierze efekt masowych odejść z Kościoła. W wywiadzie Feige stwierdził, że „nie przyjmuje” oskarżeń o taki upadek liczbowy Kościoła w swojej diecezji. „Socjologowie religii jasno stwierdzają, że istnieją procesy, których nie da się zatrzymać. Należą do nich sekularyzacja, pluralizacja, indywidualizacja i digitalizacja. W naszym regionie obserwujemy również zmiany demograficzne, charakteryzujące się emigracją i starzeniem się społeczeństwa” – mówi po prostu. 

Czy podobnie nie jest w innych krajach zachodnich, w tym w Polsce? Hierarchowie kościelni nader łatwo stwierdzają, że masowe odejścia z Kościoła wydarzają się niejako „po prostu”, bez ich udziału. Tak, jakby nie byli częścią określonego systemu kościelnego o bardzo liberalnym kursie; systemu, który w oczach wielu ludzi – z różnych przyczyn – przestał być już żywotnym świadkiem Ewangelii. Ludzie odchodzą od wiary, a biskupi pogrążają się w dziwacznych, progresywnych treściach teologii i wspierają różne lewicujące idee polityczne . Później twierdzą, że kryzys Kościoła był i jest nieuchronny. Cóż, w sekularyzacji wiele zależy od wielkich procesów społecznych, to prawda. Jest jednak również element osobistej i kościelno-systemowej odpowiedzialności za to, co się stało i nadal dzieje. Dobrze byłoby to wykazać się odwagą i to po prostu przyznać.

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

O autorze

Paweł Chmielewski