Opinia

Paweł Chmielewski: Od zachwytu Leonem do pożogi. Starcie dwóch Francji

Paweł Chmielewski 23.10.2026
Papiez Leon XIV w Paryżu i pożar w Paryżu
Papiez Leon XIV w Paryżu i pożar w Paryżu · fot. Screenshot - YouTube

W dniach 25-28 września papież Leon XIV odwiedził Francję. Entuzjazm większości komentatorów nie znał granic. Nikt nie zliczy, ile tekstów napisano na temat rzekomego odrodzenia katolicyzmu nad Sekwaną. Tłumy na ulicach Paryża miały dowodzić, że „katolicka Francja” wciąż żyje, a nawet przygotowuje się do swoistego zmartwychwstania.

Niespełna miesiąc później z tej atmosfery nie zostało dosłownie nic. Na ulicach wielu francuskich miast grasują bandy imigrantów i rodzimych bandytów. Palą samochody, rabują sklepy, niszczą bankomaty, atakują policję, żandarmerię, straż pożarną. Setki tysięcy ludzi w całym kraju wychodzą na publiczne place, by demonstrować swoją wściekłość na rząd i domagać się poprawy ich komfortu życia.

Rodzi się pokusa, by zestawić ze sobą te „dwie Francje” i sugerować, że toczy się między nimi jakaś wyrównana walka o przyszłość tego kraju, a być może również o przyszłość całego kontynentu.

Problem tylko w tym, że żadnej równości tu nie widać. Żeby katolicyzm nad Sekwaną stał się naprawdę widoczny, potrzebna była wizyta samego Ojca Świętego. To wydarzenie z natury rzeczy rzadkie, które nie może być ponawiane częściej niż raz na kilkadziesiąt lat. Samo w sobie nie jest wystarczające: może na chwilę ożywić zainteresowanie Kościołem, ale nie zastąpi prawdziwej ewangelizacji, która musi dokonywać się każdego dnia. Tymczasem statystyki są nieubłagane. Na niedzielną mszę świętą chodzi regularnie nie więcej niż 2 procent wszystkich Francuzów. To jakieś 5 procent katolików. Absolutna, przytłaczająca większość mieszkańców Francji nie interesuje się religią katolicką. Nawet jeżeli w ostatnich latach odnotowuje się wzrost liczby młodych i dorosłych, którzy proszą o przyjęcie do Kościoła, to wciąż tylko kropla w morzu.

„Kroplą w morzu” nie są tymczasem rosnące problemy z imigrantami. To kilka milionów ludzi, z których część jest gotowa do otwartej przemocy wobec państwa, w jakim mieszkają. Kiedy wejdą w sojusz z ekstremistyczną lewicą, we Francji bardzo silną, stają się polityczną i społeczną siłą, której nie można przeciwstawić katolików. Tym więcej, że oba środowiska nie mają tego samego „zaplecza” w centrum. Przecież większość francuskich partii, także tych nominalnie prawicowych, popiera „zdobycze” rewolucji wymierzone w małżeństwo czy świętość życia.

Na wydarzenia we Francji można patrzeć w kategoriach czysto świeckich, ale dla wierzącego jest jasne, że to Pan Bóg jest Panem historii. Wybuch gigantycznych zamieszek o podłożu socjalistycznym, imigranckim i bandyckim w niespełna miesiąc po wizycie Ojca Świętego pozostaje wydarzeniem głęboko symbolicznym. Można powiedzieć, że oba te wydarzenia, potraktowane razem, pokazują pewną prawidłowość: katolicka Francja to rzeczywistość piękna, ale podeptana i w zasadzie utracona. Nienawiść do własnej tradycji, przemoc i chaos – to codzienność, a prawdopodobnie również przyszłość tego kraju.

To, co dzieje się dziś nad Sekwaną, trudno uznać za „karę Bożą” w sensie czegoś przychodzącego z zewnątrz. Problemy Francuzi zgotowali sobie sami, decydując się na rewolucyjne obalenie porządku, a później, poprzez zainfekowanie marksistowską ideologią, na wyniszczanie własnego kraju poprzez lewicową, promigracyjną politykę.

Nie byłoby chrześcijańskie porzucać wszelką nadzieję, ale trudno wyobrazić sobie, w jaki sposób kraj pogrążony w takich problemach, jak Francja, miałby jeszcze wyjść na prostą. Ludzkie decyzje mają konsekwencje, a niektóre z nich są po prostu nieodwracalne. Wielkie zerwanie cywilizacyjne, które wydarzyło się we Francji – tak jak w innych krajach globalnego Zachodu – nie pozwala na to, by podjąć po prostu w spokojny sposób tradycję przodków i odbudować to, co zostało zburzone. Zerwanie jest radykalne i wymaga radykalnych zmian. Dwa procent wierzących katolików w morzu ateistów, socjalistów oraz muzułmanów – dla Boga nie ma nic niemożliwego, ale wielkich dzieł nie dokonuje się bez wysiłku i ducha ofiary.

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

Źródło: mp/Fronda.pl

O autorze

Paweł Chmielewski