Opinia

Paweł Chmielewski: Maryja w Konotopiu, czyli zgroza antymaryjnych progresistów

Poświęcenie monumentalnej figury Matki Bożej w Konotopiu nieopodal Torunia wywołało lawinę komentarzy, zarówno pochwalnych jak i krytycznych. Pochwalne nie wymagają większej uwagi: wielu Polaków w naturalny sposób przyjęło inicjatywę państwa Karkosików, widząc w tym nowoczesny przejaw klasycznej polskiej pobożności maryjnej.

Paweł Chmielewski 23.08.2026

Komentarze krytyczne skupiały się w dużej mierze na oskarżaniu fundatorów o rzekomą gigantomanię czy brak gustu. To dość absurdalne, bo nawet największa figura ustawiona akurat w takim miejscu, jak wiejskie Konotopie, nie może nikogo razić – jest wprawdzie widoczna z popularnej drogi krajowej nr 10, ale bynajmniej nienachalnie. By optycznie „skonfrontować” się z figurą, trzeba z drogi zjechać. Trudno zatem poważnie potraktować twierdzenia, jakoby komukolwiek przeszkadzała – posąg, choć olbrzymi, jest w pewnym sensie skromnie posadowiony. Sam byłem przy figurze dzień po jej poświęceniu – jakkolwiek o gustach się nie dyskutuje, figura jest w gruncie rzeczy neutralna i jako taka stanowi, rzekłbym, specyficzny, ale jednak w pełni racjonalny wyraz katolickiej pobożności.

 

Dlatego stawiam tezę, że krytykom monumentu nie chodzi wcale o jego rozmiar ani konkretny kształt. Nie mogą pogodzić się raczej z ukierunkowaniem tego projektu architektonicznego o wielkim rozmachu – ukierunkowaniem na Maryję.

 

Jak sądzę, Matka Boża z Konotopia jest niestrawna dla różnego rodzaju progresywnych intelektualistów przede wszystkim z dwóch powodów.

 

Po pierwsze, inicjatywa państwa Karkosików niechybnie podpada pod to, co progresiści określają krytycznym w ich mniemaniu epitetem „maksymalizmu maryjnego”. Ich zdaniem niektórzy katolicy – a Polacy w szczególności – poświęcają nadmierną uwagę Maryi, co miałoby przysłaniać centralną postać Jezusa Chrystusa. Progresiści podejrzewają, że to jakiś quasi-matriarchalny resentyment pogański. Oto katoliccy prostacy, niewykształceni w chrystocentrycznym katolicyzmie, czerpiącym garściami z nowożytnego protestantyzmu, czynią sobie z Matki Jezusa żeńską boginię, imaginując Ją podług własnych nieociosanych wyobrażeń o macierzyństwie, boskości i płodności. Dla progresistów gardzących „maksymalizmem maryjnym” każdy przejaw bardziej wyrazistego kultu maryjnego to horrendum. Brzydzą się tym jak reliktem autentycznego barbarzyństwa obyczajów. Fakt, że wielu „maksymalistów maryjnych” można znaleźć wśród katolickich świętych, ba, wśród Doktorów Kościoła (vide Bernard z Clairvaux, którego Kościół wspomina 20 sierpnia) – ten fakt nie robi na nich żadnego wrażenia. W końcu rasowy progresywny intelektualista uważa, że żyje w epoce szczególnie oświeconej, a przeszłość nurzała się w ciemnych błędach zabobonu i głupoty. Figura Maryi z Konotopia to prawdziwy horror dla takich ludzi. Jeżeli zarzucają tej figurze „gigantomanię” albo porównują ją do „King Konga”, to – zakładam – czynią to tylko dlatego, że nie chcą nazbyt frontalnie atakować pobożności maryjnej jako takiej. Mimo ich medialnych i narracyjnych wysiłków, to w polskim Kościele wciąż nie uchodzi.

 

Po drugie – chodzi o wieś. Progresista jest w stanie zaakceptować kult maryjny, o ile tylko będzie on odpowiednio „nowoczesny”. Maryja hołubiona jako „siostra w wierze” – to im pasuje. Zainteresowanie Matką Boga jako „zwykłą dziewczyną z Nazaretu” – czemu nie. Naśladowanie cnót Maryi – najlepiej nie tych klasycznych, jak pokora, ale rewolucyjnych, jak przypisywane Maryi samostanowienie, bo w końcu podjęła decyzję, by wypowiedzieć „fiat” (sic) – tak, na to mogą się zgodzić. Jednak umieszczenie Matki Bożej w kontekście wiejskim… Nie, tego już nie zniosą. Przecież to nawiązanie do pobożności ludowej – „potwora”, którego progresiści chcieliby wyniszczyć do cna, wypalić żelazem do gołej ziemi, oskarżając go o fałszowanie prawdziwego, uduchowionego katolicyzmu, który reprezentują oczywiście oni sami. Figura w Konotopiu, umieszczona wśród pól, poświęcona w dodatku 15 sierpnia, w Matki Boskiej Zielnej… To jakby ożywienie tego, z czym środowiska progresywne zaciekle walczą od długich lat. Kiedy okazuje się, że polscy miliarderzy wykładają na taką figurę grube miliony, a większości Polaków to się podoba – progresiści drżą ze strachu, że w jakiś sposób ożywi to narodowy sentyment agrarny, utrudniając im ofensywę wymierzoną w tradycyjną ludową pobożność…

 

Tak właśnie czytam krytykę, która spadła na nową figurę. Tu nie o rozmach czy artyzm chodzi, ale o niechęć do polskiego kultu maryjnego.

 

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

 

Źródło: fronda.pl

O autorze

Paweł Chmielewski