Opinia

Paweł Chmielewski dla Frondy: Progresiści w episkopacie USA. Nowy skandal

Paweł Chmielewski 02.10.2026
Amerykańscy biskupi, zdj. ilustracyjne
Amerykańscy biskupi, zdj. ilustracyjne · fot. @VaticanMedia

Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych ma poważny problem personalny – i to w samym sercu, czyli w archidiecezji Waszyngtonu. Wspólnym wysiłkiem papieży Franciszka i Leona XIV działają tam biskupi, którzy rozmywają albo zgoła podważają nauczanie Kościoła katolickiego.

Kilka dni temu amerykańskimi mediami katolickimi wstrząsnął wywiad, jakiego udzielił nowy biskup pomocniczy Waszyngtonu, Robert Boxie. Boxie wzbudza zainteresowanie z kilku przyczyn. Po pierwsze, jest czarnoskóry – a to w amerykańskim episkopacie zdecydowana mniejszość, także w ujęciu historycznym. Po drugie, jest najmłodszym biskupem w USA – urodził się w 1980 roku. Święcenia biskupie otrzymał dopiero w lipcu, w czasie wakacji; właściwe urzędowanie rozpoczął zatem dosłownie „na dniach”. We wspomnianym wywiadzie Boxie udzielił bardzo prostackiej odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego w amerykańskim episkopacie jest tak mało czarnoskórych. „Rasizm” – stwierdził po prostu. Problem w tym, że tylko 6 proc. amerykańskich katolików to tzw. Afroamerykanie. Biorąc pod uwagę dobrze znany fenomen różnic edukacyjnych pomiędzy populacją białą a czarną i przekładając to na warunki kościelnej kariery, łatwo zrozumieć, że za niski odsetek czarnoskórych w episkopacie USA nie odpowiada bynajmniej „rasizm” – tylko niezależnie od jakichkolwiek poglądów rasowych uwarunkowania społeczne.

Gdyby biskup Boxie ograniczył się do absurdalnych wypowiedzi na temat rasizmu, nie byłoby jeszcze może tak źle. Problem w tym, że poszedł „dalej” i podważył też doktrynę Kościoła na fundamentalny temat – dotyczący jedyności zbawczej Chrystusa i prawdziwości religii katolickiej. Stwierdził mianowicie, że to sam Pan Bóg stworzył różne kultury, rasy i różne… wyznania. „To wszystko pochodzi od Boga” – wypalił bezceremonialnie. Co miałoby jednak znaczyć w praktyce, że „wszystkie wyznania” pochodzą od Boga? Czy boskie pochodzenie mają też pogańskie kulty rdzennej ludności indiańskiej? Czy to Pan Bóg stworzył islam – religię, która zaprzecza boskości Jego Syna, Jezusa Chrystusa? Albo czy to od Pana Zastępów pochodzi hinduskie wielobóstwo ze wszystkimi swoimi nader wątpliwymi moralnie praktykami? To oczywisty absurd – i Kościół katolicki zawsze potępiał takie poglądy, zależnie od konkretnego wariantu nazywane relatywizmem, indyferentyzmem albo pluralizmem religijnym. Co Boxie miał dokładnie na myśli, już się może nie dowiemy – ale nawet zakładając najlepsze intencje, nie da się tego pogodzić z doktryną katolicką.

Niestety, Robert Boxie nie jest jedynym problemem archidiecezji Waszyngtonu. Jako biskup pomocniczy towarzyszy posłudze metropolity stolicy USA. Ten urząd z nadania papieża Franciszka sprawuje jeden z najbardziej liberalnych hierarchów w całej Ameryce – Robert McElroy. McElroy w 2015 roku został biskupem diecezji San Diego w Kalifornii. Franciszkowi musiał się bardzo spodobać, bo uczynił go kardynałem, choć nie jest to bynajmniej tradycyjna „kardynalska” diecezja. Już w nowej pozycji „księcia Kościoła”, Robert McElroy wziął udział w debacie o synodalnej przyszłości Kościoła. Na łamach magazynu „America” opublikował artykuł, w którym krytykował tradycyjną moralność Kościoła i postulował poważne zmiany, na przykład… zgodę na udzielanie Komunii świętej aktywnym seksualnie homoseksualistom. Na Franciszku nie zrobiło to bynajmniej złego wrażenia – w styczniu 2025 roku McElroy został przeniesiony do Waszyngtonu, z racji politycznych jednej z najważniejszych diecezji całych USA. W mediach odebrano to powszechnie jako próbę „balansowania” Ameryki pod rządami Donalda Trumpa. McElroy ma 72 lata, więc może pozostać na urzędzie mniej więcej tak samo długo, jak Trump w Białym Domu.

Nota bene, w samym San Diego, które „osierocił” McElroy, biskupem został niejaki Michael Pham. Jak się okazało, nie wprowadził do diecezji nowych porządków – tak jak poprzednik, poparł organizację tęczowego nabożeństwa w jednym z popularnych kościołów…

Katolicyzm w Stanach Zjednoczonych uważany jest często za dość konserwatywny, zwłaszcza na tle takich krajów i regionów jak Niemcy, Belgia czy północne Włochy. Jak widać, niekiedy ten obraz jest złudny, bo Amerykanie mają wśród swoich biskupów również zawziętych progresistów. Można byłoby zapytać, czy papież Leon XIV to zmieni – ale biorąc pod uwagę chronologię, byłoby to zupełnie niepotrzebne pytanie retoryczne.

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

Źródło: mp/Fronda.pl

O autorze

Paweł Chmielewski