Opinia

Paweł Chmielewski dla Frondy: Kościół i Żydzi. Czy przyjdzie kiedyś korekta?

Paweł Chmielewski 29.10.2026
Bazylika św. Piotra / Żydzi przed Ścianą Płaczu
Bazylika św. Piotra / Żydzi przed Ścianą Płaczu · fot. Pixabay

Żydzi lubią przedstawiać się jako prześladowani. Po II wojnie światowej to zrozumiałe. Jednak sytuacja chrześcijan w Ziemi Świętej pokazuje, że ten medal ma dwie strony – a starożytna żydowska niechęć do chrześcijan jest niezmienna.

Każdy wie, że chrześcijanie mieli duże problemy z Żydami – nie tylko w Jerozolimie, ale także w Rzymie. Wspólnota żydowska uważała wyznawców Chrystusa za heretyków, którzy bluźnią Bogu, dlatego zwalczali młody Kościół. Św. Justyn Męczennik uwiecznił polemiki, jakie prowadzili chrześcijanie z wyznawcami judaizmu w słynnym „Dialogu z żydem Tryfonem”. Żydzi mieli status religii dopuszczonej, a chrześcijanie nie – i judaiści byli zainteresowani pozostawieniem tego stanu rzeczy bez zmian.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to zamierzchłe dzieje i dziś sytuacja jest zupełnie inna; po doświadczeniach średniowiecza czy zwłaszcza XX wieku, to właśnie Żydzi mieliby prawo przedstawiać się jako wspólnota prześladowana przez środowiska chrześcijańskie.

Problem w tym, że sytuacja wyznawców Chrystusa w Ziemi Świętej pokazuje coś innego: zasadniczą nienawiść do Kościoła, która utrzymuje się wśród wyznawców ortodoksyjnego judaizmu.

We wtorek 27 października w Izraelu odbyły się wybory do Knesetu. Chrześcijanie nie byli szczególnie zainteresowani ich wynikiem, przekonani, że w każdym wypadku będzie im trudno. Ataki na Kościół są w państwie żydowskim czymś powszednim. Częściowo wynika to z niechęci do środowisk arabskich, a to z nich wywodzi się wielu chrześcijan. Nie wyjaśnia jednak wszystkiego. Ofiarą napaści padają też księża i zakonnicy o europejskim pochodzeniu – są opluwani, popychani, bici. W 2015 roku żydowscy ekstremiści podpalili kościół nad Jeziorem Genezaret, zarządzany przez niemieckich duchownych.

Te prześladowania dobrze pokazują, że na między judaizmem a chrześcijaństwem nie ma zgody na fundamentalnym poziomie. Przemoc i ekstremizm są godne potępienia, ale w pewnym sensie odzwierciedlają duchową batalię pomiędzy prawdą a fałszem. Fałsz nie toleruje prawdy. Żydzi odrzucili Jezusa Chrystusa. Ich przywódcy religijni Go ukrzyżowali. W żydowskiej talmudycznej tradycji istnieje bardzo wyraźna niechęć do Jezusa i krytyka chrześcijan.

To powinien brać pod uwagę również dialog teologiczny. We wrześniu Stolica Apostolska opublikowała dokument „Droga nadziei”, gdzie odnosi się do postępów dialogu międzyreligijnego. W sprawie judaizmu zawarto tam szereg dziwacznych sformułowań, mówiących między innymi o tym, że współczesne żydowskie życie religijne może być dla chrześcijan jakąś inspiracją. Wszystko możliwe, tylko… po co? Kontakty chrześcijańsko-żydowskie są potrzebne, ale powinny być nakierowane na jasny cel, taki, jaki przyświecał św. Justynowi – wykazanie, że Jezus Chrystus jest Mesjaszem, na którego czekał Stary Testament. Traktowanie judaizmu jako partnera rozmów, bez żadnych pretensji do ustalenia prawdy, jest absurdem. Godzi też w doświadczenia chrześcijan w Ziemi Świętej, którzy cierpią prześladowania czy dyskryminację właśnie dlatego, że żydowscy ekstremiści, często tolerowani albo nawet wspierani przez państwo, nie znoszą Chrystusa i uważają chrześcijan za religijnych bluźnierców. To też jest prawda o judaizmie – nie tylko o jego politycznym obliczu, ale również o teologicznym aspekcie, o konsekwencjach radykalnego odrzucenia naczelnej prawdy chrześcijaństwa.

Piszę o tym w kontekście tego, co dzieje się w Polsce. Mijają kolejne miesiące od ogłoszenia nieszczęsnego listu Konferencji Episkopatu Polski na temat judaizmu. Stwierdzono tam, jakoby Izrael nadal był „narodem wybranym”. To zdanie nieledwie skandaliczne wobec istnienia Kościoła katolickiego. Być może da się je obronić wykonując jakieś intelektualne fikołki, ale jego najbardziej dosłowny przekaz to postulowanie jakiejś równości judaizmu i chrześcijaństwa, a przynajmniej rezygnacji z troski o nawracanie. Pomimo prób, które podejmuje od dłuższego czasu między innymi ks. Waldemar Rakocy, biblista z południa Polski, episkopat milczy i nie chce formalnie skorygować tych nieszczęśliwych wypowiedzi.

W najlepsze trwa paradygmat beztroskiego ignorowania fundamentalnych różnic teologicznych, trudnej rzeczywistości politycznej i społecznej, wreszcie ewangelicznego nakazu głoszenia Chrystusa wszystkim ludziom. Dziwne czasy, w których święci dawnych wieków czuliby się niezwykle obco.

Źródło: Paweł Chmielewski. Autor jest publicystą PCh24.pl

O autorze

Paweł Chmielewski