Pytanie mogłoby się wydawać głupie, ale wcale takie nie jest. Część katolickich środowisk europejskich naprawdę uważa, że to właśnie w Unii Europejskiej realizuje się Ewangelia.
Tak zdaje się wynikać z ważnego artykułu, jaki ukazał się na łamach francuskiej „La Croix”. Jego głównym autorem jest sam arcybiskup Monachium i Fryzyngi, kardynał Reinhard Marx, jeden z najbardziej wpływowych hierarchów Kościoła katolickiego w Europie i na świecie. Pod tekstem podpisali się też były premier Włoch, Mario Monti, oraz Sylvie Goulard, szefowa Instytutu Niemiecko-Francuskiego i Jean-Baptiste de Franssu, szef Kolegium Bernardynów z Paryża. Swój tekst napisali z okazji wizyty papieża Leona XIV w Metzu, mieście symbolicznym dla procesu integracji europejskiej – zarówno ze względu na postać „ojca-założyciela” Unii Europejskiej, Roberta Schumana, jak i na swoją trudną niemiecko-francuską historię.
Otóż Marx i współautorzy stwierdzili, że Unia Europejska, choć wcale tego nie ogłaszała, w istocie „wcielała w życie Ewangelię”. Chodzi o takie kwestie jak „dbałość o pokój”, „współpraca między narodami i państwami”, „ustanowienie sprawiedliwości”, a to konkretnie poprzez „rządy prawa i demokracji”, a także „solidarność transgraniczną” (w tym finansową) i wreszcie „zasadę pomocniczości” oraz „dialog z resztą świata”.
Trzeba przyznać, że to wyjątkowo radykalne postawienie sprawy, a to z trzech przyczyn.
Po pierwsze, ignoruje zło obecne w Unii Europejskiej. Po drugie, ignoruje transcendencję. Po trzecie, absolutyzuje demokrację liberalną.
Pierwszy aspekt jest dla każdego oczywisty. Unia Europejska to nie tylko „dbałość o pokój”. To również brutalne wymuszanie kompletnie niechrześcijańskich, ba, antyludzkich ideologii. Autorzy powołali się na aktualną szefową Komisji Europejskiej, wskazując na rzekomą konieczność zacieśniania integracji unijnej w obliczu wojny Rosji z Ukrainą. Dobrze, ale ta sama Ursula von der Leyen promuje tęczową agendę, próbując narzucić takim krajom jak Polska konieczność akceptowania homomałżeństw – niestety, na skutek uległości rządu Donalda Tuska, całkiem skutecznie. W Unii Europejskiej za jedno z „praw człowieka” uchodzi też mordowanie dzieci nienarodzonych, co niedawno unaocznili Francuzi, zapisując tę zbrodniczą praktykę w swojej konstytucji. Pisanie o Unii Europejskiej w kategoriach ewangelicznych, bez wspomnienia choćby słowem o tym, co realizuje bynajmniej nie podług Bożego, ale raczej diabelskiego wzorca, oznacza co najmniej ciężką ślepotę.
Druga sprawa, czyli ignorowanie transcendencji. O czym tak właściwie jest Ewangelia? O budowie braterstwa między narodami? A może o solidarności finansowej pomiędzy Niemcami, Francją, Belgią a Grecją i Włochami? Sprowadzanie Ewangelii do kwestii doczesnych to zupełny absurd. Jezus Chrystus głosił Królestwo Boże – konieczność pokuty, nawrócenia, wyrzeczenia się grzechu, a wszystko po to, żeby wejść w „unię” z samym Stwórcą świata, Bogiem Ojcem. Oto prawdziwa unia, do której powołany jest człowiek – oto unia, o której mówi Ewangelia. Traktowanie przesłania Jezusa Chrystusa w kategoriach ekonomicznych i socjalnych wydaje się ciężko skażone jakąś formą europejskiej teologii wyzwolenia; jawi się jako próba swoistej eschatologizacji marksizmu.
Wreszcie, absolutyzacja demokracji liberalnej. Z tekstu kardynała Marxa i pozostałych autorów wyłania się przekonanie, że to właśnie demokracja, wraz z jej „praworządnymi normami”, stanowi jakieś zwieńczenie ewangelicznej drogi. Pobrzmiewa w tym przekonanie Hegla o nieustannym rozwoju ludzkiego ducha oraz o tym, że można w strukturach polityczno-społecznych dopatrywać się działania ducha Bożego – Hegel widział to w urządzeniach państwa pruskiego, dziś to samo próbuje się odkryć w Unii Europejskiej. Nie ma jednak żadnego nieusuwalnego związku pomiędzy demokracją a Ewangelią. Taki związek może zaistnieć, o ile demokracja stara się odzwierciedlać prawa Boże; ale czynić mogą to również inne systemy polityczne. Próba ścisłego związania aktualnego europejskiego modelu polityki z nauką Jezusa Chrystusa wygląda na zupełnie nieuprawnione „uświęcanie” tego, co podoba się akurat autorom manifestu z „La Croix”.
Ewangelia jest większa od polityki; jest też na pewno większa od Unii Europejskiej. Gdyby czołowi europejscy kardynałowie i chadeccy politycy to wreszcie zrozumieli, być może byliby w stanie głosić orędzie naszego Zbawiciela w inny sposób, taki, który mógłby porwać ludzkie serca, a nie stanowić tylko etyczno-religijne uzasadnienie dla liberalnego modelu demokracji w Europie.