Czteroletnie losy Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform, który został wykreowany przez prezydenta Lecha Wałęsę i istniał w latach 1993-1997, to opowieść o specyficznej barwie polityki tamtej epoki.
Wiosną 1993 roku Wałęsa miał za sobą już połowę kadencji. By silnym graczem na polskiej scenie politycznej, ale nie miał własnej partii prezydenckiej. Choć Wałęsa mamił wielu polityków wizją swojego patronatu nad projektem politycznym, to nigdy nie udało my się stworzyć partii wałęsowskiej.
Nie potrafił być na tyle lojalny, aby stworzyć podobną relację, jaka np. we Francji w latach 60-tych istniała między prezydentem Charlesem de Gaulle a kolejnymi partiami znanymi jako gaulistowskie. Na początku sam Wałęsa nie chciał mieć swojej partii, by nie wiązać się z żadnym konkretnym środowiskiem, a potem z kolei politycy zaczęli odsuwać się od Wałęsy, który zaczął tworzyć system władzy mający cechy quasiautorytarne.
Wałęsa dobrze wyczuwał wtedy wzrost siły postkomunistówm a jednocześnie zauważał skrócenie i rozbicie koalicyjnego rządu Hanny Suchockiej, którego głównymi siłami była liberalna Unia Demokratyczna Tadeusza Mazowieckiego i katolicka partia ZChN pod wodzą byłego marszałka sejmu Wiesława Chrzanowskiego.
Początkowo ówczesny prezydent chciał stworzyć blok, na którego czele byłyby właśnie UD i ZChN, ale obie partie nie paliły się do takiego projektu. Wynikało to także z rosnącej irytacji obu patii, które bardzo różnił stosunek np. do aborcji czy pojawiających się już wtedy haseł emancypacji mniejszości seksualnych. Krótko mówiąc, Mazowiecki i Chrzanowski dali do zrozumienia Wałęsie, że nie interesuje ich taki pomysł prezydenckiego bloku reform.
Oburzony Wałęsa rozkazał swoim ministrom, aby rozpoczęli rozmowy w celu stworzenia „czegoś własnego”. Tyle że kadry Belwederu były już wówczas bardzo kiepskiej jakości. Nie mogło być inaczej, skoro kancelarią prezydenta zarządzał bezwzględny i cyniczny Mieczysław Wachowski, który dobierał sobie polityków słabych lub makiawelistycznych. I stąd zaczęła się swoista seria dziwacznych decyzji ludzi prezydenta. Zaczęło się od wyboru samej nazwy nowego ugrupowania. Jego nazwa „Bezpartyjny Blok Wspierania reform” (w skrócie BBWR) nawiązywała do przedwojennej formacji Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem (też w skrócie BBWR). Według ówczesnej warszawskiej plotki, tak dziwaczne odniesienie historyczne było wynikiem fascynacji historią II RP ministra stanu w kancelarii Wałęsy Andrzeja Zakrzewskiego.
Wałęsa, który nie miał świadomości, że nazwa ta w polskiej tradycji nie ma zbyt pozytywnych odniesień, od razu zachwycił się nazwą BBWR i narzucił ją grupie polityków, których udało mu się znaleźć do kreowania tego powstałego ad hoc ugrupowania.
Na szefa BBWR Wałęsa wyznaczył wówczas popularnego chirurga profesora Zbigniewa Religę. Był to doskonały fachowiec chirurgii przeszczepów serca, a na polityce zwyczajnie się nie znał. Także inni twórcy tego tworu nie należeli do I ligi ówczesnej klasy politycznej. Byli to działacz samorządowy Andrzej Gąsienica-Makowski, uczestnik kampanii Wałęsy w 1990 roku Jerzy Gwiżdż, czy ekonomista Jerzy Eysymontt.
Przekonany o swojej absolutnej wszechwładzy Wałęsa zlecił swojemu byłemu rzecznikowi prasowemu jeszcze z lat 80-tychm Adamowi Kinaszewskiemu stworzenie własnej gazety – „Dziennika Krajowego”, który w niemających nic wspólnego z rzeczywistością wyobrażeniach Wałęsy miał być alternatywą dla „Gazety Wyborczej” i miał pomóc w kampanii BBWR do Sejmu. Głównym politycznym rywalem BBWR był w wyborach Katolicki Komitet Wyborczy „Ojczyzna”, wokół którego zgromadziła się większość partii prawicy na czele z ZCHN. Ale gdy przyszedł dzień wyborów 19 września 1993 roku okazało się, że KKW „Ojczyzna”, występująca jako koalicja, nie przekroczyła progu 8%, wymaganego dla politycznych koalicji. A BBWR obok KPN jednak wszedł do Sejmu.
Tyle, że był to sukces – w stosunku do ambicji Wałęsy – niemal żałosny. Blok prezydencki zdobył zaledwie 5,41% głosów, co oznaczało wprowadzenie do Sejmu jedynie 16 posłów. Te 747 tys. głosów oddanych w tamtych wyborach do Sejmu 19 września 1993 roku na partię Wałęsy warto zestawić z nieporównanie większą liczbą 6 569 889 głosów, które Wałęsa otrzymał w I turze wyborów prezydenckich 25 listopada 1990 roku. Jednocześnie w tych wyborach do władzy powrócili postkomuniści i PSL. BBWR jeszcze przez pewien czas wegetowała na marginesie polskiej polityki. W 1994 roku Zbigniewa Religę zastąpił na stanowisku szefa stowarzyszenia Jerzy Gwiżdż, a po nim wreszcie całkowicie dzisiaj już zapomniany Stanisław Kowolik. Partia uległa samorozwiązaniu w listopadzie 1997 roku.
Po latach losy BBWR spuentował bystry obserwator sceny politycznej Ludwik Dorn:
„W logice Wałęsy polityk miał być zachwycony wizją, w której znajduje się w pewnej puli ludzi wokół władcy, w której jak w bębnie maszyny losującej kolejni» premierzy zderzaki «będą dostawać swoje pięć minut władzy, ale w zamian muszą bez słowa protestu posunąć się, gdy nadejdzie czas kolejnego faworyta Wałęsy. Oczywiście w ten sposób nie można utworzyć obozu władzy”.
Sam Wałęsa przekonał się o tym przegrywając w listopadzie 1995 roku wybory prezydenckie z Aleksandrem Kwaśniewskim. BBWR niewiele pomógł mu w politycznej karierze.