Opinia

P. Chmielewski dla Frondy: Ukryta natura synodalnej rewolucji

Na czym polega sedno rewolucji synodalnej? Bynajmniej nie na dyskusjach o demokratyzacji sposobu wykonywania władzy w Kościele, o roli kobiet czy o homoseksualistach. Synodalna rewolucja jest o wiele głębsza: dotyczy samego rozumienia Kościoła katolickiego.

Paweł Chmielewski 27.09.2026
Fot. screenshot: YouTube [Radiotelevisione svizzera (RSI)]
Fot. screenshot: YouTube [Radiotelevisione svizzera (RSI)]

Żeby dobrze to zrozumieć, trzeba cofnąć się do 1992 roku. Kongregacja Nauki Wiary pod kierunkiem kard. Józefa Ratzingera opublikowała wówczas list do biskupów pt. „Communionis notio” poświęcony „Kościołowi rozumianemu jako komunia”.

 

Kluczowym punktem „Communionis notio” jest paragraf dziewiąty. Czytamy tam: „Kościół powszechny nie może być rozumiany jako suma Kościołów lokalnych ani jako federacja Kościołów partykularnych. Kościół nie jest wynikiem ich komunii, ale w swoim istotnym misterium jest rzeczywistością ontologicznie i czasowo uprzednią w stosunku do każdego pojedynczego Kościoła partykularnego. Według Ojców, Kościół-misterium, Kościół jeden i jedyny, ontologicznie wyprzedza stworzenie i rodzi Kościoły partykularne jako córki, wyraża się w nich; jest matką Kościołów partykularnych, a nie ich produktem”.

 

Innymi słowy: powszechność Kościoła to absolutna podstawa naszego rozumienia tego, czym Kościół w ogóle jest. Kościół wyprzedza stworzenie, bo jest Mistycznym Ciałem Jezusa Chrystusa – istniał zatem, tak jak Chrystus, przed wszelkim czasem. To dopiero od tego mistycznego Kościoła biorą początek Kościoły partykularne – czyli Kościół w Jerozolimie, Warszawie, Berlinie, Rzymie…

 

To ma swoje poważne konsekwencje, bo rzutuje na zagadnienie jedności. Otóż jedność Kościoła staje się w tym ujęciu czymś absolutnie kluczowym. W Kościele katolickim nie jest możliwa jakaś federacyjność, która polega na przyznawaniu prymatu różnorodności. Nie, Kościół katolicki oznacza jedność – a taka jedność domaga się jedności doktryny, moralności, wreszcie również jedności władzy.

 

Myślę, że dla każdego polskiego katolika to niejako odruchowo zrozumiałe. Wiemy, że w Kościele katolickim rządzi papież – a chociaż każdy biskup posiada dużą władzę, to jest przecież ograniczony przez uniwersalne prawdy doktrynalne i moralne oraz przez decyzje biskupa Rzymu.

 

Rewolucja synodalna polega na podważeniu tego modelu i zastąpieniu go odwrotnym porządkiem: otóż w modelu synodalnym pierwszeństwo należy do Kościołów lokalnych, a nie do Kościoła powszechnego.

 

Oczywiście ideolodzy synodalności wiedzą, że Kościół jest Mistycznym Ciałem Jezusa Chrystusa i wcale tego nie kwestionują. Uważają jednak, że dla sposobu funkcjonowania Kościoła w świecie ta jego mistyczna tożsamość nie jest aż tak rozstrzygająca. Ich zdaniem najważniejszy jest historyczny rozwój Kościoła. Twierdzą, że skoro Kościół został najpierw założony w Jerozolimie, a później wysiłkiem apostołów pojawiał się w innych miejscach – to właśnie te wszystkie lokalne Kościoły skutecznie tworzyły jeden Kościół powszechny. Tak samo jest dzisiaj: Kościół jest powszechny, ale składa się z Kościołów lokalnych i od nich bierze swoją spójność.

 

W modelu synodalnym zmienia się hierarchia: Kościół partykularny musi mieć więcej władzy i autonomii, bo jest po prostu bardziej znaczący. Powszechność Kościoła, która niejako kulminuje we władzy papieskiej, sprowadza się raczej do utrzymywania „jedności w różnorodności” – do pewnego balansowania całego układu, tak, by Kościoły lokalne korzystały ze swojej swobody, ale nie przekraczały pewnych bardziej ogólnych granic, które gwarantują spójność całemu systemowi.

 

List „Communionis notio” kardynała Ratzingera bardzo mocno krytykował ówczesny biskup diecezji Rottenburg-Stuttgart, a późniejszy kardynał, Walter Kasper. Wszedł z Ratzingerem w długi spór teologiczny, którego od strony formalnej nie mógł wygrać – Ratzinger pozostawał prefektem Kongregacji Nauki Wiary, później objął nawet urząd papieski, to on miał władzę.

 

Jednak 13 marca 2013 roku na tronie św. Piotra zasiadł papież Franciszek – człowiek, który podziwiał kardynała Waltera Kaspera i jego myśl teologiczną. W swojej programowej adhortacji „Evangelii gaudium”, którą ogłosił w pierwszych miesiącach pontyfikatu, Jorge Mario Bergoglio rozrysował przed Kościołem nową drogę: większa autonomia lokalnych Kościołów, decentralizacja, pewna różnorodność w doktrynie i moralności, pomimo zachowania ogólnej jedności w tym zakresie. Ten program zaczął realizować, co kulminowało w 2016 roku w postaci adhortacji „Amoris laetitia”. Franciszek pozwolił tam biskupom na to, by samodzielnie dostosowywali ogólne normy doktrynalne dotyczące małżeństw do sytuacji w ich diecezjach. Intelektualnym ojcem „Amoris laetitia” był właśnie kardynał Walter Kasper. Jego eklezjologia pozostała dla Franciszka fundamentalna, znalazła odzwierciedlenie również w dokumentach synodalnych. Pierwsze z tych tekstów, publikowane jeszcze w 2021 roku i wskazujące na ramy całego procesu, zupełnie wprost odwoływały się do „historycznej” eklezjologii Kaspera w kontrze do „mistycznej” eklezjologii Ratzingera.

 

Właśnie na tym polega istota synodalnej rewolucji. Kto tego nie rozumie, ten nie pojmuje natury całego fenomenu. Kościół synodalny ma być Kościołem o zmienionej strukturze: już nie Wikariusz Chrystusa, który sprawuje mocne rządy nad całą światową wspólnotą, ale „komunia” silnie samorządnych Kościołów lokalnych, które orientują się na Rzym celem zachowania jedności, ale rozumianej poprzez fundamentalną różnorodność ich dróg: doktrynalnych, moralnych, duszpasterskich…

 

Zobaczymy, czy Leon XIV będzie kontynuować drogę Franciszka. Ponad rok jego pontyfikatu wskazuje na zdecydowany marsz właśnie tą synodalną ścieżką.

 

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

Źródło: Fronda.pl

O autorze

Paweł Chmielewski