Opinia

P. Chmielewski dla Frondy: Trwa budowa Europejskiego Kościoła Synodalnego

W Polsce coraz mniej rozmawia się o synodalności, ale to nie znaczy, że temat umarł. Bynajmniej – właśnie w tych dniach trwa budowa europejskiego modelu synodalności.

Paweł Chmielewski 20.09.2026
Kard. Mario Grech - sekretarz generalny Synodu Biskupów
Kard. Mario Grech - sekretarz generalny Synodu Biskupów · fot. screenshot: YouTube (Maskacjusz TV)

Od 14 do 17 września trwa na zamku Puchberg w Austrii duże europejskie spotkanie synodalne. Biorą w nim udział reprezentanci ponad 30 europejskich krajów. Spotkanie zostało zorganizowane przy prywatnym Uniwersytecie Katolickim w Linzu, gdzie działa wyjątkowa jednostka naukowa – Wydział ds. Synodalności. Kieruje nim austriacka teolog, prof. Klara Csiszar. 

Spotkanie na zamku Puchberg jest elementem przygotowań Kościoła katolickiego w Europie do bezprecedensowego wydarzenia, jakie z woli papieży Franciszka i Leona XIV odbędzie się jesienią 2028 roku w Rzymie, czyli do Zgromadzenia Kościelnego. Wówczas do Wiecznego Miasta mają zjechać się biskupi i świeccy z całego świata, żeby dokonać ostatecznego, konstytutywnego aktu ustanowienia Kościoła jako Kościoła synodalnego. Szczegóły tego przedsięwzięcia nie są jeszcze znane publicznie. 

Tymczasem na spotkaniu na zamku Puchberg pierwsze skrzypce odgrywają dwaj znani europejscy kardynałowie – Jean-Claude Hollerich z Luksemburga oraz Ladislav Nemet z Belgradu. Obaj są od dawna zaangażowani w procedury synodalne. Hollerich pełnił kluczową rolę u boku papieża Franciszka jako relator generalny Synodu o Synodalności - to on koordynował powstawanie dokumentów ze spotkań synodalnych, jakie odbyły się w samym Rzymie. Nemet nie miał nigdy takiej funkcji w Kościele powszechnym, ale chętnie współpracuje z Klarą Csiszar i stara się wzmacniać konstruowanie europejskiej wersji synodalności.

Wiadomo, że synodalność to wytrych pojęciowy, który umożliwia malowanie słowem dowolnych kształtów życia Kościelnego w przyszłości, w zgodzie z najdzikszymi nawet progresywnymi rojeniami. W ostatnich latach pod hasłem synodalności proponowano już kompletną przebudowę kapłaństwa, zmianę rozumienia Eucharystii, pozbawienie papieża niektórych elementów jego władzy, gwałtowną demokratyzację Kościoła… W spotkaniach synodalnych uczestniczy, kto chce – i mówi na nich, co chce. Jako że rzecz przyciąga głównie progresywnych aktywistów albo marzycieli, to kształt dyskusji w naturalny sposób odzwierciedla bardzo liberalny światopogląd kościelny. 

Istotniejsze od tych wszystkich bajań jest to, co prezentuje się jako ogólny model Kościoła synodalnego. Właśnie na ten temat mówili kardynałowie Hollerich i Nemet na zamku Puchberg. Jak podała austriacka agencja prasowa Kathpress, obaj wskazywali na konieczność opierania europejskiej synodalności na modelu różnorodnościowym. Innymi słowy, katolicy w poszczególnych krajach Europy mieliby dostrzegać swoją odmienność – i tę odmienność akceptować, nie sądząc, żeby miała w jakikolwiek sposób naruszać jedność Kościoła wyższego rzędu. 

Tego rodzaju strategiczna wizja synodalności jako „jedności w różnorodności” ma swoje oczywiste skutki w postaci szerokiej relatywizacji wiary i moralności. Dla każdego jest oczywiste, że katolicyzm różni się zależnie od regionu – odmienne są tradycje lokalne, nieco inny kult świętych i tak dalej. Wszyscy poruszają się jednak w tych samych, konkretnie wyznaczonych granicach doktrynalnych i moralnych. Właśnie z tym jest jednak rosnący problem. Nawet pobieżny rzut oka na stan Kościoła katolickiego w Europie ujawnia bardzo dużą różnorodność doktrynalno-moralną. 

W niektórych diecezjach otwarcie błogosławi się pary jednopłciowe – to przykład wielu miejsc w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Belgii czy też, uwaga, we Włoszech. W innych prezentuje się jakieś kompletnie odstrzelone poglądy ekumeniczne albo dialogowe. W tym zakresie negatywnie wyróżnia się Polska – z jednej strony nieokiełznany ruch charyzmatyczny, który zaciera granice między katolicyzmem a protestantyzmem, z drugiej strony kuriozalne tezy o relacjach z Żydami głoszone przez biskupów czy nawet kardynałów… To wszystko domagałoby się jakiegoś ujednolicenia, to znaczy przyłożenia kryterium wiary, którą podaje w nieomylny sposób Stolica Apostolska. 

Temu jednak sprzeciwia się projekt synodalnego Kościoła europejskiej różnorodności. Nawet poważne rozbieżności w doktrynie czy przeżywaniu moralności mają być akceptowane bez szemrania. Innymi słowy, synodalność okazuje się stanowić carte blanche dla progresistów, a zarazem jest rodzajem kagańca dla tych, którzy chcieliby progresizm krytykować. 

Pocieszające, że synodalne spotkanie na zamku Puchberg nie ma jeszcze żadnej władzy. Synodalizacja Kościoła w Europie jednak postępuje, a kropla drąży skałę nie siłą, ale częstym padaniem. 

 

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

Źródło: Fronda.pl

O autorze

Paweł Chmielewski