Opinia

P. Chmielewski dla Frondy: Odwrócone role. Katolicy z Nigerii zawstydzili arcybiskupa z USA

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Arcybiskup jednego z największych miast Zachodu przyjeżdża do niedużego miasta w Nigerii i przyznaje, że czuje się zawstydzony, bo uważa, że to on powinien uczyć się od Afrykanów, a nie oni od niego.

Paweł Chmielewski 30.08.2026

Do takiej sytuacji doszło 22 sierpnia w Makurdi, jednym z typowych nigeryjskich miast, zamieszkałym przez 300 tysięcy ludzi – to wcale nie tak dużo w kraju, w którym żyją prawie 240 mln osób. W krajobrazie Makurdi dominuje dotkliwa bieda; mimo wszystko to właśnie tamtejszą katolicką wspólnotę za nadzwyczajnie bogatą uznał arcybiskup Salvatore Cordileone ze Stanów Zjednoczonych. Cordileone kieruje archidiecezją San Francisco – wielkiego zachodniego miasta o pięknych katolickich korzeniach. Problem w tym, że podczas gdy w Makurdi biedna społeczność gorliwie wierzy w Chrystusa, w San Francisco plenią się najgorsze moralne patologie, a wiary jest coraz mniej. 

Abp Cordileone odwiedził Makurdi ze względu na święcenia diakonatu czternastu seminarzystów, którzy przygotowują się do kapłaństwa. To, co mówił podczas kazania, daje do myślenia. „Czuję się właściwie nie na miejscu, mówiąc do was te słowa. Role powinny być odwrotne. Bo to wy oddajcie swoje życie za Chrystusa” – mówił amerykański hierarcha. „Na Zachodzie nie rozumiemy już podstawowych prawd, nawet tego, co to znaczy być rodziną” – dodawał. Cordileone dziękował Nigeryjskim chrześcijanom i podkreślał, że są dla ludzi Zachodu wielkim przykładem żywej wiary.

Może i biedni – ale właśnie tam jest przyszłość Kościoła, czy komuś się to podoba, czy nie. Liczba katolików w Afryce cały czas rośnie; już dziś pod względem realnie praktykujących Afrykanie wyprzedzają Europę – a w niedalekiej przyszłości mają szansę wyprzedzić Europę liczoną razem ze Stanami Zjednoczonymi. 

W takich krajach jak Afryka codziennością bywa brutalna walka o przetrwanie – islamiści prowadzą brutalną wojnę, zagarniając tereny należące do chrześcijan, a przy okazji realizując ideały dżihadu i zabijając wszystkich, którzy nie chcą przejść na ekstremistyczny mahometanizm. Jakiś czas temu o życiu nigeryjskich katolików opowiadał mi w PCh24 TV były żołnierz i oficer Marynarki Wojennej, Bartosz Rutkowski, założyciel Fundacji Orla Straż, która pomaga chrześcijanom prześladowanym przez islamistów. Historie, które można od niego usłyszeć, nie mogą pozostawiać obojętnym. To konkretne świadectwo wiary w Bożą opatrzność w obliczu krwawej rzeczywistości. Polacy też przechodzili kiedyś swoją Golgotę; ale dziś coraz częściej przypominamy sytych i znudzonych mieszkańców San Francisco, zapominając o tym, że jedyną autentyczną wartością w ludzkim życiu jest katolicka wiara.

Arcybiskup Cordileone mówił podczas Mszy świętej w Makurdi, że wśród amerykańskiej młodzieży szerzą się samotność, depresja i samobójstwa. W naszym kraju jest przecież podobnie. Dlatego doświadczenie katolicyzmu afrykańskiego, zwłaszcza w tak trudnym kontekście, jak nigeryjski – choćby poprzez świadectwa czy reportaże – może być dla nas naprawdę ożywcze. W pewnym sensie przywodzi na myśl czasy pierwszych męczenników i uświadamia, że dla prawdy w Jezusie Chrystusie naprawdę warto umierać – i warto żyć. 

Zakłopotanie amerykańskiego hierarchy w zwykłym mieście Nigerii ma też znaczenie eklezjalne. To właśnie afrykański Kościół staje się w coraz większej mierze ortodoksyjną kotwicą, która powstrzymuje kościelny okręt przed wpłynięciem na rozszalałe wody progresizmu. Można sobie wyobrazić, jak wyglądałaby rzeczywistość rzymskich synodów, gdyby nie katolicy z Afryki. Dominacja zwolenników sodomii czy likwidacji normalnego kapłaństwa byłaby bliska całkowitej. Męczeństwo, z którym stykają się na co dzień chrześcijanie afrykańscy, przywraca właściwe proporcje: nagle widać, że w wierze katolickiej nie chodzi o nieustanną emancypację i rewolucyjną walkę, ale o w gruncie rzeczy bardzo prostą wierność prawdzie Ewangelii, którą Kościół niestrudzenie głosi – nawet jeżeli na Zachodzie nie tylko nikt chce już tego słuchać, ale i głosiciele coraz bardziej wątpią w to, co mówią. 

Pozostaje za arcybiskupem Cordileone podziękować męczennikom Kościoła w Afryce za ich świadectwo wiary. 

 

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl 

Źródło: Fronda.pl

O autorze

Paweł Chmielewski