Andora to księstwo położone w Pirenejach, na granicy Francji z Hiszpanią. Podział władzy odzwierciedla w teorii wpływy obu tych krajów. Andora ma dwóch współksiążąt – jednym jest biskup diecezji Urgell położonej w hiszpańskiej Katalonii, drugim prezydent Francji. Faktyczną władzę sprawuje jednak premier, którego wybiera niewielki parlament o składzie wyłanianym w demokratycznych wyborach. To właśnie ten premier planuje teraz dopuścić w księstwie bezkarność mordowania dzieci poczętych.
Na czele rządu Andory stoi od 2019 roku ten sam człowiek, Xavier Espot Zamora. Już od dawna planuje dokonać depenalizacji dzieciobójstwa prenatalnego. Obecnie mordowanie dzieci poczętych jest w Andorze bezwzględnie wykluczone – nie ma żadnych okoliczności, które pozwalałby na taki bestialski czyn. Kobieta, która zabije swoje dziecko, teoretycznie może trafić do więzienia, podobnie jak lekarz czy inny medyk pomagający jej w takiej zbrodni.
Ten stan rzeczy pozostaje zgodny z nauką Kościoła katolickiego oraz prawem naturalnym. Aborcja nie jest dopuszczalna w żadnych okolicznościach, bo stanowi zamach na niewinne życie dziecka. Od strony moralnej zawsze jest obiektywnym grzechem ciężkim, a z racji na wagę sprawy, o którą chodzi, powinna być też prawnie zakazana.
To nie może podobać się rewolucjonistom. Niestety, prawo naturalne i kościelny ład nie mają dziś obrońcy ani we władzach Hiszpanii, ani we władzach Francji. W obu tych krajach panuje duża swoboda uśmiercania dzieci poczętych. Ze wsparciem obecnego prezydenta Emmanuela Macrona, Francuzi ogłosili nawet dzieciobójstwo „prawem kobiety”. Aktualne władze Hiszpanii chciałyby zrobić to samo, jakkolwiek brakuje im jeszcze odpowiedniej większości parlamentarnej. Tak czy inaczej, w obu państwach zabija się rocznie setki tysięcy dzieci.
Andora stanowi zatem dla lewicowców swoisty wyrzut sumienia; niejako przypomina o właściwym porządku, który depcze rewolucja.
Zmiana prawa aborcyjnego może zostać w Andorze przeprowadzona przez parlament i premiera, niemniej jednak biskup diecezji Urgell, jako jeden ze współksiążąt, ma coś do powiedzenia. Dlatego premier Xavier Espot, chcąc zrealizować swoje zamiary, prowadzi od kilku lat rozmowy ze Stolicą Apostolską, usiłując uzyskać choćby „milczącą zgodę” na zmianę prawodawstwa. Według mediów andorańskich, w 2024 roku po rozmowach z przedstawicielami watykańskiego Sekretariatu Stanu, taka zgoda miała zostać rzeczywiście otrzymana; ale bieg wypadków nie potwierdził tych doniesień. Aborcja pozostaje w Andorze do dziś nielegalna.
8 września Xavier Espot zapowiedział, że to się zmieni. Jak ogłosił, do wiosny 2027 roku zabijanie dzieci nienarodzonych stanie się w Andorze bezkarne dla kobiet. „Czy to się podoba Watykanowi, czy nie” – dodał polityk. Espot spotkał się w tym roku z Macronem w kwietniu; jest prawdopodobne, że francuski prezydent – formalnie przecież jeden ze współksiążąt – wywierał na niego presję w tym zakresie i premier postanowił zrealizować jego wolę.
Andorę zamieszkuje nieco ponad 80 tysięcy osób. Jeżeli któraś z kobiet z tego księstwa chce zamordować swoje dziecko, może to zrobić wyjeżdżając do Francji albo Hiszpanii. Zmiana prawa nie wpłynęłaby zatem w znaczący sposób na życie andoryjskich rewolucjonistek. Co więcej, według raportu ONZ z marca tego roku, żadna Andoryjka nie została nie tylko skazana, ale nawet oskarżona za zabicie własnego dziecka. Nie jest wykluczone, że w Andorze funkcjonuje jakieś niewielkie, tolerowane przez państwo „podziemie” aborcyjne. Dlatego nie ma wątpliwości, że w zapowiedzianej przez Xaviera Espota zmianie prawnej chodzi o symbol: obalenie jednego z ostatnich bastionów katolickiego porządku. Rewolucja, wierna masońskim i marksistowskim „ideałom”, nie może znieść sytuacji, w której to Kościół katolicki i prawo naturalne definiują prawo w jakimkolwiek miejscu, choćby w tak niewielkim, jak księstwo Andory.
Oby Stolica Apostolska zdobyła się na konieczny wysiłek i skutecznie zablokowała haniebną zmianę, którą planuje Xavier Espot. Da Bóg, a cywilizowany, katolicki porządek, który obowiązuje wciąż w Andorze, stanie się w przyszłości normą również w innych krajach Europy.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl