Grunty, na których znajduje się Osiedle Maltańskie, od połowy XII wieku należały do Zakonu Maltańskiego. Po jego kasacie zostały przekazane diecezji poznańskiej, która utworzyła na nich parafię pw. św. Jana Jerozolimskiego za Murami. Przed wojną parafia użyczyła tych ziem mieszkańcom Poznania dotkniętym skutkami wielkiego kryzysu, by mogli uprawiać na nich warzywa i owoce. Po wojnie natomiast zarząd nad terenem został bezprawnie odebrany Kościołowi przez władze komunistyczne, które utworzyły na nim Pracownicze Ogródki Działkowe „Wolność”. Przy przyzwoleniu komunistów, na przeznaczonych do uprawy działkach zaczęły powstawać altany. Użytkownicy, wbrew zasadom sztuki budowlanej, stawiali prowizoryczne domy. W 1994 roku parafia odzyskała swoją własność. Użytkownicy od tego czasu płacili jej czynsz za dzierżawę ziemi rolnej w wysokości kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Problem budowanych bez zezwoleń domów nie został rozwiązany. Właściciel i miasto przeszli do porządku dziennego nad zastanym stanem rzeczy. Ten stan to osiedle składające się z domów wznoszonych na własną rękę, na dzierżawionym gruncie rolnym, bez wymaganych zezwoleń i zgody właściciela. Osiedle składające się z zabudowań, które nie spełniają norm sanitarnych ani przeciwpożarowych. Prawdziwym okazało się polskie powiedzenie, zgodnie z którym „najtrwalsze są prowizorki”.
Dopiero w 2004 roku problemem postanowiła zająć się Rada Miasta Poznania. Uchwalono zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, co miało pozwolić „na przekształcenie terenu zdegradowanego, o substandardowej i chaotycznej zabudowie, w osiedle mieszkaniowo-usługowe o spójnej pod względem urbanistycznym i architektonicznym kompozycji”. W uzasadnieniu zaznaczono, że „istniejąca substancja mieszkaniowo-gospodarcza nie da się zaadaptować w jakimkolwiek przyszłym zagospodarowaniu, z uwagi na niespełnienie przepisów prawa budowlanego i tych, które dotyczą dróg publicznych”. Na wiele lat plany te pozostały jedynie na papierze.
Wreszcie w styczniu tego roku Kościół sprzedał teren spółce JHM Development, która zgodnie z planem zagospodarowania ma wybudować na nim około 2 tys. lokali mieszkalnych. Dotychczasowym dzierżawcom zaoferowano pomoc. Zdecydowana większość z nich opuściła zajmowane parcele na drodze porozumienia. Rodziny spełniające kryteria dochodowe otrzymały mieszkania socjalne, komunalne lub TBS. Rodziny bardziej zamożne otrzymały możliwość udziału w programie „mieszkanie do remontu”, w ramach którego wsparcia udzielał zarządca terenu. Rodziny najzamożniejsze, niespełniające kryteriów dochodowych, by otrzymać pomoc od miasta, mogły skorzystać z dofinansowania realizowanego przez fundację działającą przy archidiecezji poznańskiej.
Zaczęły się eksmisje, a z nimi medialna burza
Część mieszkańców jednak postanowiła dalej bezprawnie zajmować działki. Doszło więc do pierwszych eksmisji. Te nie przebiegały pokojowo. Na miejscu pojawili się działacze anarchistyczni, policja musiała użyć siły, media mogły pokazać drastyczne obrazy wyprowadzania ludzi. To wywołało emocje. Serwisy społecznościowe zalały komentarze na temat „bezdusznego kleru”. Przyglądając się im szybko można stwierdzić, że wiedza wielu komentujących na temat osiedla jest ograniczona do obrazków z eksmisji. Bo ludzie mieszkali tam tyle lat, bo to ich „ojcowizna”… Problem w tym, że to ani ich, ani ich ojców, ani dziadków. To domy nielegalnie pobudowane na dzierżawionej ziemi. Przymykano na to oko przez lata, a nawet pokolenia. Część mieszkańców, która zdecydowała się pozostać, nie wykorzystała tych lat, by znaleźć trwałe rozwiązanie swojej sytuacji. Część z nich nie skorzystała z pomocy oferowanej w momencie konieczności wyprowadzki, a teraz czuje się poszkodowana, kiedy rozpoczynają się egzekucje komornicze.
Kościół to nie prywatny właściciel
Gdyby ziemia nie należała wcześniej do Kościoła, większość opinii publicznej oburzałaby się na „dzikich lokatorów”. Znamy to oburzenie z sytuacji, w których media opisują problemy właścicieli mieszkań z niechcącymi się wyprowadzić lokatorami. Tym razem jest jednak inaczej. Wektor oburzenia został skierowany przeciwko poprzedniemu właścicielowi ziemi, bo przecież Kościół powinien zadbać o tych ludzi. Na sprzedaży gruntu wzbogacił się o ponad 420 mln zł. Mógłby więc kupić za te środki dawnym dzierżawcom mieszkania albo pobudować im domy. Mógłby. Ale czy byłoby to słuszne?
Archidiecezja poznańska prowadzi w Poznaniu Schronisko dla osób bezdomnych – Dom Charytatywny „Przystań” oraz cztery jadłodajnie. W Lesznie działa Dom Matki i Dziecka Caritas. W Kiekrzu Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia prowadzi Dom Samotnej Matki. Może więc archidiecezja powinna wybudować też domy dla wszystkich osób korzystających z tych placówek? Czym różnią się one od osób, które nie chcą opuścić nielegalnie zajmowanych parceli na Osiedlu Maltańskim? Tym, że przez lata i pokolenia nie korzystały z nielegalnie pobudowanych domów na ziemi wydzierżawionej do uprawy warzyw i owoców? Tyle, że osoby te otrzymały propozycje realnej pomocy. Nie kazano im się wyprowadzić z dnia na dzień. Pomoc tę jednak odrzuciły.
Pomiędzy miłosierdziem a sprawiedliwością
Władzom archidiecezji poznańskiej zarzuca się zaprzeczenie chrześcijańskiemu miłosierdziu. Ale czy to miłosierdzie ma wyrażać się w tym, że ten, kto przez dziesięciolecia korzystał z cudzego gruntu w ramach dzierżawy, a nawet i w ogóle bez żadnej umowy, nabywa moralne prawo do tego, by właściciel tego gruntu zapewnił mu mieszkanie, kiedy zechce grunt sprzedać? Czy byłoby to sprawiedliwe wobec innych potrzebujących? Zarobione na sprzedaży środki archidiecezja przeznaczy na swoje cele statutowe. Te obejmują prowadzone przez nią dzieła charytatywne.
Największym grzechem Kościoła w sprawie Osiedla Maltańskiego było to, że przez dziesięciolecia tolerował zastany stan rzeczy i pobierał czynsz od dzierżawców, nie doprowadzając do uporządkowania ich sytuacji. Można się zgodzić więc, że część z nich nabrała przekonania, iż będzie to sytuacja trwała. Kościół jest odpowiedzialny za tych ludzi i nie może pozostawić ich bez pomocy. Mamy prawo oczekiwać od Kościoła czegoś więcej niż od prywatnego właściciela. Poza prawem własności, obowiązują go zasady moralne, które głosi. Sęk jednak w tym, że mieszkańcy Osiedla Maltańskiego otrzymali pomoc. Dlaczego część z nich, która tę pomoc odrzuciła, ma zostać teraz uprzywilejowana?
Kościół mógł zrobić to inaczej, lepiej. Mógł lata temu uporządkować sytuację Osiedla Maltańskiego, nie dopuszczając do tego, by prowizoryczne osiedle było rzeczywistością trwającą dziesięciolecia. Kiedy wreszcie zdecydował się zakończyć ten stan, jego obowiązkiem było nie pozostawić ludzi samych sobie. Tego obowiązku nie można jednak utożsamiać z koniecznością sfinansowania im nowych mieszkań. Miłosierdzie wymaga pomocy, nie uprzywilejowania.