Mniej więcej 20 minut po tym, jak na teren opactwa w Jarosławiu wtargnął uzbrojony w nóż napastnik, planowo miała rozpocząć się Msza święta. Gdyby była celebrowana, odczytano by w jej trakcie fragment Ewangelii wg św. Łukasza, opisujący niepokój Heroda. W ten tragiczny czwartek Kościół odczytywał w liturgii perykopę, w której Ewangelista przywołuje słowa tetrarchy: „Jana kazałem ściąć”. Jan Chrzciciel został ścięty za odważne głoszenie prawdy królowi. To postawa, na którą w sposób szczególny gotowy musi być katolicki kapłan – oddać życie za prawdę. Był na nią gotowy bł. ks. Jerzy Popiułuszko, którego w 1984 roku za głoszenie prawdy zamordowali komuniści.
Dziś przy pomniku ks. Popiełuszki w Jarosławiu mieszkańcy składają znicze i kwiaty, aby upamiętnić ks. Stanisława Zbojnowicza, który nie przeżył czwartkowego ataku nożownika w tamtejszym opactwie. Znamy motywy Heroda i komunistów, ale nie znamy motywów Ihora M. Na razie wiemy jedynie, że jego stan psychiczny nie pozwalał na przesłuchanie i postawienie mu zarzutów. Z czasem dowiemy się, czy w momencie napaści na swoje ofiary był poczytalny. Być może nigdy nie dowiemy się natomiast, dlaczego zaczął atakować ludzi. Dlaczego wszedł na teren klasztoru? Dlaczego szczególnym obiektem jego agresji byli mężczyźni w koloratkach? Czy fakt, że ks. Stanisław był księdzem miał wpływ na to, że tego dnia zginął?
Nie znamy motywów sprawcy. Ważniejsza od nich jest pamięć o heroizmie ofiary. Ks. Stanisław zginął, służąc tym, dla których został powołany – próbując powstrzymać napastnika. Kiedy uzbrojony w nóż mężczyzna wszedł do kościoła – jak relacjonowała s. Barbara Dendor – „kapłan, który tam był, rzucił się na niego, a jak upadł, to ten jeszcze go nożem…”. Wiele uwagi poświęcamy księżom, którzy osiągnęli moralne dno. Oto przykład księdza, który osiągnął moralny szczyt. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.
Oko za oko? Nie taka jest odpowiedź chrześcijanina
Czwartkowe wydarzenia w Jarosławiu wywołały wiele dyskusji. W mediach społecznościowych pojawiły się między innymi wezwania do zemsty. Najgorszym w nich jest to, że ich autorzy próbują powoływać się na… chrześcijaństwo. „Chrześcijaństwo chce prawdy choć jest ciężka. Jeśli Chrześcijaństwo uznaje stary testament to musi postępować to co w nim jest Zasada ta występuje m.in. w Księdze Wyjścia (21, 24-25), Księdze Kapłańskiej (24, 17-21) oraz Księdze Powtórzonego Prawa (19, 21)” – można przeczytać w jednym z komentarzy pod nekrologiem ks. Stanisława opublikowanym na Facebooku (pisownia oryginalna). Gdyby autor rzeczywiście chciał poznać Stary Testament, dowiedziałby się, że zasada lex talionis w świecie starożytnego Izraela była wielkim osiągnięciem, bo ograniczała zemstę do wyrządzenia sprawcy szkody nie większej od tej, którą on wyrządził. Chrześcijaństwo idzie jednak dalej. Chrystus wzywa człowieka do przekroczenia logiki odwetu przez przebaczenie. „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu”. I dalej: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”. W ten sposób zrealizowana może zostać zasada wyrażona przez św. Pawła słowami: „zło dobrem zwyciężaj”.
Między zemstą a relatywizowaniem zbrodni
Sprzeciw wobec zemsty nie oznacza przy tym niezgody na sprawiedliwość. Przebaczenie nie oznacza rezygnacji ze słusznej kary – przywracającej naruszony porządek i chroniącej społeczeństwo przed sprawcą zbrodni. Zadanie wymierzenia tej kary – jak wyjaśnia w 13. rozdziale Listu do Rzymian św. Paweł – należy do prawowitej władzy publicznej.
Jak nie brakuje głosów domagających się zemsty, tak nie brakuje też głosów rozmywających prawdę o zbrodni. Starczy przywołać choćby szokujący wpis Tomasza Terlikowskiego, który pisał na Facebooku o „straszliwym wypadku”. Nie doszło do żadnego wypadku. Ks. Stanisław nie zginął w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Został zamordowany przez człowieka, który dźgnął go nożem. Być może sprawcę do tego tragicznego czynu doprowadziła choroba psychiczna. Jeżeli okaże się, że w chwili ataku był niepoczytalny, to nie będzie odpowiadał karnie. Nie zmienia to jednak tego, co spotkało ofiarę. Doszło do przerażającej zbrodni. Teraz zadaniem społeczeństwa – z władzami państwa na czele – jest wyciągnięcie wniosków z tej tragedii, by ograniczyć ryzyko podobnych wydarzeń w przyszłości.
Nie wolno tabuizować realnych problemów
Należy powtarzać apele, by nie przenosić odpowiedzialności za przestępstwo ukraińskiego obywatela na wszystkich Ukraińców żyjących w Polsce. Te apele jednak nie mogą przysłonić prawdy o rzeczywistych problemach, które stają przed Polakami. Nie można czynić z tych problemów tematów tabu.
Oczywiście, że nie można przerzucać odpowiedzialności za tę zbrodnię na ukraiński naród. Nie oznacza to jednak, że w Polsce nie istnieje problem przestępstw popełnianych przez obywateli Ukrainy. Tymczasem gospodarz ma prawo oczekiwać od gościa, że ten będzie przestrzegał zasad panujących w jego domu. Przede wszystkim ma prawo czuć się w swoim domu bezpiecznie. Państwo ma prawo wymagać od cudzoziemców przebywających na jego terytorium przestrzegania obowiązującego prawa, a podstawowym obowiązkiem państwa wobec obywateli jest zapewnienie im bezpieczeństwa.
Oczywiście, że nie można przerzucać odpowiedzialności za tę zbrodnię na ukraiński naród. Nie oznacza to jednak, że nie istnieje problem antypolskich uprzedzeń wśród Ukraińców, budowanych na realizowanej przez Kijów agresywnej polityce historycznej, w ramach której gloryfikuje się tych, których hasłem było: „Smert Lacham – sława Ukrajinu”.
Oczywiście, że nie można przerzucać odpowiedzialności za tę zbrodnię na ukraiński naród. Nie znaczy to jednak, że nie istnieje problem ukraińskich żołnierzy wracających z frontu, których trzeba otoczyć specjalistyczną opieką. W pierwszych godzinach po ataku pojawiły się nieoficjalne doniesienia, jakoby Ihor M. wcześniej służył na froncie. Najprawdopodobniej nie miały one wiele wspólnego z rzeczywistością, a M. opuścił Ukrainę przed początkiem pełnoskalowej inwazji Rosji. Fałszywy trop zwrócił jednak uwagę na realny problem, którym trzeba się zająć.
Te problemy istnieją i trzeba je rozwiązywać, a nie zbywać hasłami o „antyukraińskich nastrojach” czy „rosyjskiej propagandzie”. Przebaczenie nie oznacza głupoty, a głupotą byłoby niewyciąganie wniosków z tego, co w czwartek wydarzyło się w Jarosławskim Opactwie.