Opinia

Mikołaj Susujew dla Frondy: Ataki na przejścia graniczne

Mikołaj Susujew 04.10.2026
Fot. screenshot: X.com (@WarNewsPL1)/YouTube (naTemat)
Fot. screenshot: X.com (@WarNewsPL1)/YouTube (naTemat)

Im więcej Rosja ma problemów na linii frontu, im wolniejsze są postępy rosyjskiej armii, im dalej odsuwają się terminy stawiane przez rosyjskie kierownictwo własnej armii dla opanowania kluczowych terenów na wschodzie Ukrainy, tym większy wysiłek Rosjanie wkładają w swoje uderzenia rakietowo-dronowe na ukraińskie tyły. W ostatnich miesiącach coraz częściej jednak dotyczy to nie tylko ściśle tyłów ukraińskich na terytorium samej Ukrainy. Rosja coraz częściej sięga po europejskie zaplecze Ukrainy. Pod koniec 2026 roku, w sytuacji kiedy amerykańskie wsparcie dla Ukrainy praktycznie wygasło, znaczenie europejskiego filara staje się dla Ukrainy kluczowe. Moskwa to rozumie – tracąc swoją przewagę na froncie, Rosjanie z jednej strony zwiększają swój nacisk na ukraińskie społeczeństwo, bombardując miasta i infrastrukturę, a z drugiej coraz częściej posuwają się do prowokacji i ataków w państwach europejskich. Przykładem jest nieudany atak na lotnisku w Lipsku. Niemiecka prokuratura i sam kanclerz Niemiec ocenili incydent z dronami na lotnisku jako niedoszły (na szczęście) rosyjski atak. W Polsce pod koniec sierpnia spłonęła w wyniku podpalenia jedna z fabryk polskiego lidera branży dronowej, firmy WB Electronics. No i w ostatnich dniach Rosja rozpoczęła ataki na polsko-ukraińskie przejścia graniczne, co skutkowało tym, że polska Straż Graniczna zaczęła fortyfikować i umacniać przejścia ze swojej strony. Biorąc pod uwagę stopień precyzji rosyjskich uderzeń, nawet gdyby celowali wyłącznie w ukraińską stronę granicy, ryzyko uderzeń w infrastrukturę po polskiej stronie jest wysokie. Nie mówiąc już o tym, że zagrożeni podczas tych ataków są obywatele obu państw przekraczający granicę i obsługujący infrastrukturę. Cel Rosji jest jasny – uderza ona w infrastrukturę transportową po to, by przerwać zarówno ruch ludzi, jak i towarów przez granicę i odciąć Ukrainę od Zachodu.

W tym samym czasie zarówno europejskie agencje wywiadowcze, jak i media czy politycy otwarcie zaczynają mówić o możliwości przeprowadzenia przez Rosję ograniczonej operacji militarnej przeciwko państwom wschodniej flanki NATO. Mówił o tym podczas swojego wystąpienia też premier Rzeczypospolitej Donald Tusk. Niestety głębokie podziały polityczne w Polsce powodują, iż znaczna część społeczeństwa co do zasady nie ufa przywódcom pochodzącym z przeciwnego obozu politycznego, więc w Polsce deklaracja premiera nie wywołuje efektu jednoczenia się wokół flagi. Znaczna część społeczeństwa albo nie wierzy, że Rosja do przeprowadzenia takiego ataku może się posunąć, a jeszcze inna część traktuje deklarację premiera jako poszukiwanie sposobu na utrzymanie się przy władzy czy wręcz wciągnięcie Polski do „nie naszej wojny”.

Ja zaś po raz kolejny przypomnę, że Rosja jako państwo ma swoje cele strategiczne, do osiągnięcia których niezmiennie dąży. Cele te Rosja określiła tuż przed inwazją na Ukrainę w swoim ultimatum wystosowanym wobec USA w listopadzie 2021 roku. W dokumencie, który proponował nowe porozumienie określające system bezpieczeństwa w Europie Wschodniej i Środkowej, Rosja wprost wymagała kontroli nad kluczowym dla nas obszarem bezpieczeństwa, zarówno w Polsce, jak i innych państwach naszego regionu. Rosja proponowała narzucić Polsce, jakie uzbrojenie i jakie siły militarne mogą się znajdować na terytorium naszego kraju... czyli, inaczej mówiąc, ponad naszymi głowami ograniczyć w porozumieniu z innym mocarstwem suwerenność Polski. W trakcie trwającej wojny Rosjanie wielokrotnie w rozmowach z Zachodem powracali do tego tematu, wskazując, że nieuregulowanie tej kwestii jest pierwotną przyczyną konfliktu.

Ukraina dla Rosji jest bez wątpienia absolutnym priorytetem na liście jej celów. Jak pisał swego czasu doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Zbigniew Brzeziński – Rosja bez Ukrainy przestaje być imperium euroazjatyckim. Ukraina dla Rosji służy za potężne wzmocnienie jej potencjału i Moskwa zawsze w historii wykorzystywała jej pełne zasobów ziemie jako bazę do dalszej ekspansji. Ale nie należy mieć żadnych wątpliwości – w rosyjskim myśleniu strategicznym podporządkowanie sobie Polski, przynajmniej na poziomie politycznym, na liście celów leży tuż za opanowaniem Ukrainy. Gdzieś na równi z kwestią Kaukazu Południowego. Dlatego, że Polska jako największe państwo regionu jest zwornikiem, po opanowaniu którego cały region wpada w strefę wpływów Moskwy.

 

 

Źródło: Fronda.pl

O autorze

Mikołaj Susujew