3 października 1990 roku Republika Federalna Niemiec przyjęła pod swój dach Niemiecką Republikę Demokratyczną.
W ten sposób Niemcy zakończyli bandycką wojnę, którą rozpoczęli, by polepszyć swoją przestrzeń życiową, którą – co na Westerplatte podkreślił W. Putin – uprzednio pogorszył Traktat Wersalski.
Naprawiając tę niesprawiedliwość, „sprawiedliwie” zabili miliony Polaków.
Na ścieżkę zbrodni, pedantycznie przygotowani, weszli w Gdańsku.
Na Westerplatte zabili sierżanta Wojciecha Najsarka, a w centrum miasta, w biały dzień, systematycznie mordowali publicznie polskich pocztowców.
W ostatni dzień września konsul RFN, Karl-Matthias Klause oraz Sylvie, jego małżonka, zapraszają gdańskich prominentów na lampkę wina, która powinna ugrząźć im w gardle. Lub spowodować odruch wymiotny...
Droga do zjednoczenia się Niemców 36 lat temu, która rozpoczęła się 1 września 1939 roku w Gdańsku, 2 września w Stutthofie, jesienią 1939 w lasach Szpęgawy, Piaśnicy, znaczona katyńskim rozmiarem Zbrodni Pomorskiej, nie może być żadnym świętem dla przedstawicieli państwa polskiego, w tym zwłaszcza samorządu pomorskiego
To święto niemieckich rzezimieszków, żadna powinność dyplomatyczna.
Istotą niemieckiej polityki historycznej denazyfikacji jest wystudiowana kolaboracja z własną historią. Nie ma żadnego powodu, by ktokolwiek w Gdańsku ją kontrasygnował. Przygotowując się na nieprzyjemności 1 września, Karl Matthias-Klause odwiedził w sierpniu muzea wypędzonych z Prus Wschodnich i Zachodnich -w Lueneburgu i Warendorfie.
Zanim ich „wypędzono” ... wypędzili przemocą prawowitych polskich właścicieli. Niemiecki kanclerz, Ludwig Erhard, w latach II wojny jako funkcjonariusz Urzędu Powiernictwa Wschód zajmował się ich rabowaniem i wypędzaniem – „ewakuacją polskiej inteligencji”. Funkcjonariusz SS w Gdańsku, Franz Abromeit, organizował przymusowe wywłaszczenia i „ewakuację” ofiar do Stutthofu, Potulic, Smukały. Wrażliwość Karla-Matthiasa i pani Sylvie, odświeżana w muzeach tzw. wypędzeń doświadczenie to starannie omija. Mają własny kalendarz liturgii miłosierdzia.
Uzupełniam jej treść: „Szkoda majątkowa miała miejsce w Morzeszczyn, Polska, w następującym czasie – maj 1940 roku. Wystąpienie szkody było rezultatem Konfiskaty (bez późniejszego odzyskania). Osoba/jednostka organizacyjna, która spowodowała szkodę to Niemiec (...) ROHRIG FRANZ, mieszkaniec Morzeszczyna przed II wojna światową”.
Zgodnie z niemiecką ustawą o fundacji, „niemieckie przedsiębiorstwo” to także osoba fizyczna, „byle miało siedzibę na terenie Niemieckiej Rzeszy w granicach z 1937 roku”. Co prawda z dokumentacji wynika, że „szkoda majątkowa powstała przy zasadniczym, bezpośrednim i krzywdzącym udziale wyżej wymienionej osoby fizycznej (Herr F. Rohriga), ale „osoba ta nie spełnia wymogu dotyczącego miejsca zamieszkania/siedziby na terenie Rzeszy Niemieckiej”. Ponieważ Morzeszczyn to była wieś polska „uznano wniosek o odszkodowanie za bezpodstawny, komisja zmuszona jest go odrzucić”.
Że z takiej paki nie należy się odszkodowanie, mógł tylko zrozumieć polski premier, abdykując w sprawie reparacji przed niemieckimi kanclerzami, zwierzchnikami Karla-Matthias Klause.
3 października polski polityk obojętnie jakiego szczebla może co najwyżej zaprosić Karla-Matthiasa i Sylvie przed piece firmy Kori GmbH, w których w KL Stutthof Hans Rach palił ciała więźniów zagazowanych przez Otto Knota.
KL Stutthof – 2076 dni kaźni zgotowanej, zorganizowanej, skrupulatnie sprawozdawanej i z dochodów z przemysłowej zbrodni przez Główny Urząd Gospodarki i Administracji SS rozliczanej.
Ponieważ za miesiąc pracy niewolniczej jednej osoby III Rzesza płaciła 1,5 marki administracji KL Stutthof, ofiary tych zbrodniczych praktyk w istocie ufundowały mercedesa i bankiet wydany przez konsula.
Jeśli już ktoś musi tam z obowiązku iść, zanim wypije lampkę gorzkiego wina, niech pyta administratora bankietu o niemieckich zbrodniarzy z Gdańska, o zeznania pułkownika Bethke, który spalił 10-letnią Erwinę Barzychowską, Józefa Wąsika, Brunona Marszałkowskiego, Stanisława Rekowskiego,
Oni też zostali wypędzeni – wypędzono z nich życie.
Zum Wohle, Herr Konsul.