Opinia

Marek Formela dla Frondy: Po prostu Karnowski – minister prawdy u Tuska?

Rzadkiego męstwa i kultury to polityk.

Marek Formela 05.08.2026

Stać go na drwiny z własnej przełożonej, konstytucyjnej minister, tyle że pod jej nieobecność. Okoliczność łagodząca: rechoczą z konceptu razem z pierwszym ministrem.

O piosenkarzu z Włoch, który, choć sympatyk Rosji, wystąpił w Operze Leśnej, mówi, że to „lekko podstarzały artysta”. Co na ten ejdżyzm magister Kotula?

W telewizji komercyjnej wypiera się jakichkolwiek związków rodzinnych z aparatem PRL, ale nie mówi kto został wiceprezesem SM „Kolejarz” i z jakiej partii do niej trafił.

Ściga bezskutecznie władze Sopockiego Klubu Tenisowego, które jego delegat poparł na zebraniu wyborczym, a na klubowym płocie wieszano bezpłatnie jego plakaty wyborcze.

Notorycznie pomawia zarząd SKT o zamiar zabudowy sopockich kortów, choć to jego administracja wydała pozwolenie na budowę centrum prasowego przy korcie centralnym. A wykorzystując chwilową sposobność prawną odsprzedał kawałek gruntów klubu na polepszenie warunków sąsiedniego biznesu deweloperskiego.

Wyrażano też zgodę na adaptacje pustych przestrzeni hali na pokoje hotelowe, by klub, podobnie jak SKLA, miał możliwość wzmocnienia budżetu dochodami własnymi.

Jego urząd wyraził też zgodę na ułożenie ciepłociągu i postawienie węzłów cieplnych przez GPEC w celu rozwoju infrastruktury osiedlowej na sopockich kortach.

Znaczy osiedla na terenie chronionym przez konserwatora?

Opowiada dziennikarzowi rozgłośni, który udostępnia mikrofon, że wpis kortów do rejestru był po to, żeby już z nikt nigdy nic na nich nie postawił.

Poza ciepłociągiem i centrum prasowym...

Nie wiadomo jednak, co tak naprawdę jest zabytkiem? Budynki, choć z wyglądu leciwe, zostały przebudowane na przełomie XX i XXI wieku. Stalowe trybuny zrobił gdański wykonawca, gdy wielki tenis zaczął regularnie gościć w Sopocie.

Pozostaje do oceny ochrona układu urbanistycznego obiektu, ale jeśli na przykład chodzi o kort centralny, to, co widać na archiwalnych fotografiach, przez kilkadziesiąt lat były w tym miejscu 2 korty! Są jeszcze w okolicy tacy, którzy na nich żwawo grali.

Męczy też publiczność Karnowski rzekomo prorosyjską aurą obiektu. Musi mieć na ten temat jakąś tajemną wiedzę, bo znany dziennikarz, nie tylko śledczy, powiedział sędziom, że jego trop pochodzi od b. prezydenta Sopotu.

Na szczęście, co wiadomo na pewno, bo ustalił to prawomocnie Sąd Okręgowy w Gdańsku, szermierz Tuska nie jest rusofilem. Nie darzy więc sympatią Rosji, jej kultury, języka- i... z tych powodów grał w Sopocie w tenisa z rosyjskim ministrem Putina, sekretarza Jednej Rosji, mera Kaliningradu A. Jaroszuka, zapraszał na igrzyska kulturalne w Sopocie, sam pofatygował się drogą morska na regaty i spotkanie z gubernatorem obwodu kaliningradzkiego, A. Alichnowem, łkał też nad upadkiem małego ruchu granicznego z Rosją.

 

Nie będąc więc rusofilem mógł być rusofobem. Dlaczego jednak milczał, gdy jego polityczny przewodnik, premier Tusk, chciał bez zbędnych ideologicznych ceregieli robić interesy z Rosją w sektorze paliwowym, sprzedać Lotos ludziom Putina?

 

Wyrok sędzi Łyżwińskiej przedstawia J. Karnowski jako swój wielki sukces polityczny. Sopocki aktywista miejski, Adam Buzniak, miał go bowiem „W imieniu Sopocian” nazwać „przestępcą, kłamcą, rusofilem”. Zdaniem Karnowskiego, wyrażonym w prywatnym akcie oskarżenia, jego dobrostan i niezbywalny urok publiczny zostały dojmująco naruszone przez obywatela Buzniaka, choć wyborców w żaden sposób od b. prezydenta to nie odstręczyło. Patrząc jednak arytmetycznie na wyrok w sprawie Karnowski vs Buzniak, minister Tuska starcie przegrał, bo sędzia Łyżwińska uznała, że zarówno „przestępca”, jak i „kłamca”, to nie są w odniesieniu do dobytku politycznego J. Karnowskiego epitety dyfamacyjne. A skłonność do fraudacji, czyli oszustwa, wytknął też J. Karnowskiemu wcześniej sędzia Koczyk, też z Sądu Okręgowego w Gdańsku. 

Co jednak dokładnie na sali sądowej się wydarzyło, nie wiadomo. Wiadomo, że J. Karnowski, walczący o jawność i transparentność demokracji, a też o wolne media, wolne jak rozgłośnia w likwidacji likwidowana przez sędziego partyjnego jego partii, nie rekomendował gdańskiej Temidzie jego jawności. Czy dlatego, by nie konsternować ogółu szczegółami swojej martyrologii?

To duży komfort dla polityka, gwarantowany kodeksowo, ale kiepski dla demokracji. Z kolei tylko dlatego, że prokuratura okręgowa w Gdańsku nie udzieliła dziennikarzom „Gazety Gdańskiej” i Radia Gdańsk przed likwidacją wglądu w postanowienie o umorzeniu dochodzenia z wniosku CBA, b. prezydent może robić z siebie ofiarę inwigilacji Pegasusem, dopuszczonej zgodą sądu, a dotyczącej innych wydarzeń sopockich. Niejako przy okazji pojawił się wtedy nowy wątek, który CBA zebrało w formie zarzutów i złożyło doniesienie do gdańskich śledczych. Tym wątkiem było uzasadnione podejrzenie poświadczenia nieprawdy przez prezydenta Sopotu...

Ponieważ b. prezydent znany jest ze świetnych manier, mógłby sam opowiedzieć o czym 14 stycznia 2019 rozmawiał z ministrem Grasiem i przewodniczącym Rady Europejskiej D. Tuskiem? Gdyby komisja posłanki Sroki zaprosiła na posiedzenie jako świadka prezesa SKT, Bartłomieja Białaszczyka, który wniósł o spotkanie, składając komisji merytoryczne pismo jako zaliczkę do rozmowy, mógłby wreszcie stanąć Karnowski na ziemi udeptanej z faktów...

Kawa na ławę zanim się rozleje...

Źródło: Fronda.pl

O autorze

Marek Formela