Opinia

Marek Formela dla Frondy: Piotr Grzelak – „parasolnik” z Gdańska

Marek Formela 12.10.2026
Piotr Grzelak
Piotr Grzelak · fot. Wojciech Pędzich via Wikimedia Commons, CC BY 4.0

Sopot miał "Parasolnika", który ubarwiał deptak Monte Cassino i molo.

Gdańsk ma "parasolnika" z urzędu, który swoją twórczością dostarcza utrapień.

Nazywa się Piotr Grzelak.

Nie jest historykiem, choć zdradzał się lekkomyślną analizą okoliczności wojennych.

Nie jest biznesmenem, choć poza urzędem ma w portfelu trzy rady nadzorcze.

Nie jest artystą plastykiem, choć swoje wyrafinowane uwagi estetyczne spisuje w zarządzeniach i załącznikach do zarządzeń.

Nie prowadzi restauracji, ale wie jak inni restauracje w Gdańsku prowadzić powinni.

W końcu od dawna jest na utrzymaniu gdańskich podatników, od 2015 jako wiceprezydent Gdańska, obecnie zajęty jego zrównoważonym rozwojem.

Swój rozwój ładnie już zrównoważył. Od 2019 roku  do 2025 zbilansował swoje koszty i przychody na poziomie 1,83 mln złotych. Z wezwania do zajęć dodatkowych, w radach nadzorczych stadionu, lotniska i targów, na które każdy pracowity Gdańszczanin ma apetyt, doszły od 2022 roku kolejne 443 tys. zł. Nie troszcząc się o powszedni chleb z szynką można było odnowić rodzinny park samochodowy na bardziej trendy, a też spłacić ponad 200 tys. zł kredytu na mieszkanie.

Urządziwszy siebie, łatwiej zająć się  urządzaniem życie innym.

W podręczniku wyborczym Pawła Adamowicza, znanego gdańskiego konserwatysty, 'Gdańsk jako wyzwanie", jego partyjny towarzysz, którego najął do pracy w magistracie w charakterze podreferenta, mógł przeczytać, że zadaniem włodarza jest "przeobrażanie tradycyjnych postaw urzędniczych w zachowania i postawy menedżerów", którzy "pomogą szukać rozwiązania nawet najbardziej skomplikowanych spraw, a nie gromadzić argumenty pozwalające mu tej sprawy nie załatwić".

Wygląda na to, że wiceprezydent opacznie wziął sobie te rady do serca. Powołując się na uchwałę radnych  z 2001 roku o handlu i gastronomii na targowiskach, dokument, którego nie sposób znaleźć w wykazie uchwał opublikowanych, wydał zarządzenie o urządzaniu ogródków gastronomicznych w rejonie Głównego Miasta, które... targowiskiem nie jest.

Zarządzenie zachwyca prostotą. Na przykład pomocnik kelnerski może stać tylko przy ścianie, roślinność... ma być zielona i nie  wywoływać kataru siennego. "Parasol ma celu ochronę przed słońcem i lekkimi opadami deszczu". Nie może być wyższy niż 3,2 metra i szerszy niż 3,5 m., musi koniecznie być 6- albo 8- kątny , broń boże kwadratowy, bo kwadrat jest nieestetyczny, choć, twierdzą restauratorzy, lepiej wykonuje zadania wyznaczone w załączniku przez P. Grzelaka. Parasol musi mieć krótkie falbany, nie może zakrywać gzymsów, frezów, belek i ryzalitów; kolor dla Grzelaka odpowiedni to "zieleń amsterdamska" albo "czerwień burgundzka", żadna biel, czy czerń, materiał też szlachetny, żaden brezent czy inna licha powłoka.

Mając takie zarządzenie z załącznikiem, razem ok. 15 stron detali, każdy strażnik miejski wydłubie z restauracji własny mandat. Karmieni farmazonami o mieście wolności gdańscy gastronomicy ślą więc petycje do zwierzchniczki miejskiej P. Grzelaka, z którą tworzy on polityczny konkubinat władzy gminnej. Zalatana miedzy Warszawa, Brukselą, Krakowem, czy Bremą ,prezydent Gdańsk czule zajmuje się krzewieniem demokracji i wolności, a nie wpływem parasoli na... wpływy straży miejskiej.

Dziedzictwo Pawła Adamowicza, na które towarzystwo miejskie tak chętnie się powołuje ,utraciło powab czasu. To rządy i perswazje b. prezydenta wybudziły Główne Miasto z letargu, a wielu restauratorów zachęciło do podjęcia ryzyka.

Lęków tych Piotr Grzelak nie zna inkasując co miesiąc trzy pensje. Wydając zaś zarządzenie uwalnia się od obowiązku przeprowadzenia konsultacji społecznych, dyskusji z obywatelami kucharzami, radnymi wrednej mu proweniencji, czego wymaga uchwalanie prawa miejscowego.

Parasolnik z Gdańska dostarcza utrapień demokracji miejskiej.  

Źródło: Marek Formela

O autorze

Marek Formela