Opinia

Joanna Formela dla Frondy: Demokracja jest o władzę, czy o władzy?

Joanna Formela 22.09.2026
Transparent osiem gwiazdek
Transparent osiem gwiazdek · fot. Fot. ilustracyjne Jakub Hałun via Wikipedia, CC BY-SA 4.0

Gdańskie manewry  z odporności demokratycznej to zwyczajowa rutyna środowiska władzy. Sztuka nowoczesnej manipulacji, zarządzana przez uczestniczkę wielogwiazdkowych ulicznych wywrzasków, dziś kumpelkę demokracji władzy…

Wrześniowe Dni Demokracji w Gdańsku to od 10 lat okazja, by umacniać nową ideologię demokracji, popularyzować nowy sposób myślenia o społeczeństwie, rodzinie i historii. Aby poznać jaka szczytna idea przyświeca tym wydarzeniom, wystarczy sięgnąć do poprzednich edycji tego „elitarnego” święta. Pełno w nim wystąpień otwartego lub podstępnego  potępiania prawicy, dezawuowania jej przez tzw. autorytety. 

W dużych miastach z zapałem „umacnia się” demokrację pomijając fakt, że jej fundamentem jest pluralizm polityczny polegający na rywalizowaniu wielu legalnych partii, różnorodnych programowo. I nie jest to już  niespodzianka -nęka się myślących inaczej, legalną opozycję i jej wyborców,  stygmatyzuje, albo obraża tak jak miało to miejsce przy wyborach prezydenckich. Marzy się nawet o „przepędzeniu” konserwatystów  z miast. Nie jest to oczywiście możliwe, bo choć cisi jest ich coraz więcej-i gęgają coraz głośniej..  Tym bardziej  sieć aktywistów „umacniających społeczeństwo obywatelskie” (którzy dzięki temu mają dobrą pracę) nie ustaje w wysiłkach, by poszerzać zasięgi swojego działania i zjednywać zwolenników. 10 wrześniowa jubileuszowa edycja Gdańskich Dni Demokracji z pewnością ich nie zawiodła. 

W Instytucie Kultury Miejskiej toczyły się otwarte rozmowy we własnym  gronie, m.in. o więziach społecznych, walce z dezinformacją, tak jak to rozumieli , organizatorzy, tworzący zgrany zespół ludzi od lat promujących nowe idee porządków miejskich.. Po prostu sami swoi, z hasłem „demokracja to my”. Wstęp był otwarty mogli  się więc zdarzyć też goście radykalnie niepożądani, ofiary „porwanych”  w dużej mierze przez nową falę  więzi społecznych.
Monika Chabior - zastępca prezydenta Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania zaprezentowała się po kumpelsku z uśmiechem niczym nie przypominając wcześniejszej  wiecowej, wielogwiazdkowej aktywistki, co oczywiście mogło zmylić  audytorium na sali, którą zapełniała  młodzież młodsza słuchająca uważnie  jej wywodów.  Wyjaśniła młodzieży, że  ( o ile dobrze zrozumiałam, bez nagrywania) że demokracja jest o władzy ( lub o władzę) i powinna być odporna na obce szczepy.

Co to jest odporna demokracja?  Zaintrygował temat panelu prowadzonego przez Annę Strzałkowską ,wykładowcę z UG, pod tytułem „Jak budować odporność demokracji przez więzi społeczne i przeciwdziałanie radykalizacji?” Zgrabnie i chytrze tłumaczyła młodzieży, co na myśli mieli goście panelu w liczbie czworga, na temat wspólnotowości. Pytanie co niszczy wspólnotę zadało ćwieka wszystkim uczestnikom, ale paneliści dali radę.

Wspólnotę niszczy ogólnie rzecz biorąc, ich zdaniem, zwracanie uwagi na różnice. Pani Łoboda przedstawiona między innymi jako aktywistka, dała pomysł, aby  w życiu nie zwracać uwagi na różnice np. kobiety versus mężczyźni, lub Polacy – emigranci. U panelistów pojawiły się głosy uzupełniające,   wspierające mówczynię,   o zagrożenia  w Gdańsku dyskryminacją, polaryzacją, uprzedzeniami i groźbą radykalizmu. Groźne  też według dyskutantów mogą być bliżej nieokreślone zachowania nienormatywne w społeczności obywatelskiej, a radykalizm może się przejawiać już w sformułowaniach „jestem Polakiem”, bo przecież jesteś też ojcem  czy synem.

Z wyraźnym przesłaniem przeciw kościołowi wystąpiła Marta Abramowicz przedstawiona  między innymi jako badaczka społeczna, działaczka na rzecz praw człowieka,  autorka dwóch pozycji książkowych.  Zgrabnie zareklamowała, jako przykład dla Polski, swoje dzieło „Irlandia wstaje z kolan”, przywołując  los dziewczynki dzięki której możliwe było odejście od katolickiego modelu państwa w ciągu jednego pokolenia. Ignorując całkowicie fakt, ze mogła urazić czyjeś uczucia religijne, pozostając w przeświadczeniu, że wszyscy słuchacze myślą na jej sposób.

Podprogowy przekaz panelu był jasny, w czytelny sposób zawłaszczający  demokratyczną przestrzeń dla idei własnych, własnych więc słusznych.
Podczas panelu konkretna definicja jak budować odporność demokratyczną nie wybrzmiała, ale wiadomo ( za AI)  jakimi metodami należy walczyć z wrogiem, rozpoczynając od jego  wykrycia. Polecane jest odstraszanie, przeciwdziałanie i szybkie podnoszenie się po atakach wymierzonych w cel, którym może być raz zdobyta władza. Odstraszanie to z pewnością przypinanie łatki konserwatystom, jako ludzi brzydkich, źle wykształconych, a nawet gorzej urodzonych, pchających się niesłusznie do władzy i elit niczym Wokulski w „Lalce”. Lepiej więc się z nimi nie identyfikować. 

Tak „przyjemnie” przebiegały manewry z odporności demokratycznej mieszkańców. 

Uderzyło złowieszcze  słowo radykalizm, do którego nikt na sali nie chciał się przyznać. Pyszni i wyluzowani organizatorzy, pewni swego, dali sygnał,  że radykalizm to „nie my”, to „oni”.

Choć podejmowana tematyka godna jest rozprawy  starożytnych filozofów, to w praktykach miejskich  chciałoby się nie być wrogiem i dobrze czuć w swoim mieście.  Bez obaw myśleć i mówić co się czuje i w co się wierzy, nawet jeśli są to poglądy wprost przeciwne. I nie dać się manipulacji!
Demokracja rzeczywiście jest o władzy i o władzę. Liczba posad dodatkowych, które wiceprezydent Chabior i pozostali gdańscy wiceprezydenci dźwigają w ramach pracy urzędniczej, ich demokracje tylko umacnia…

 

Źródło: Joanna Formela. Coach, doradca zawodowy

O autorze

Joanna Formela