Polska jest uznawana za kraj, w którym Święto Zmarłych obchodzone jest najbardziej uroczyście na świecie. Ma wyjątkową narodową skalę, zamieniając po zmroku cmentarze w unikalne „morze świateł”!
Chcemy czcić pamięć naszych zmarłych. Dzień 1 listopada – Wszystkich Świętych – nie przestaje być ważną tradycją, jak niektórzy pseudoreformatorzy by sobie życzyli.
1 listopada jest dniem zadumy, refleksji, tęsknoty za drogimi ludźmi, którzy odeszli... Symboliczne zapalenie znicza, modlitwa za zmarłych, pozostanie z nimi myślami to zwyczaj wpisany w DNA Polaków. Praktykowany przez osoby różnych wyznań oraz osoby bezwyznaniowe i niewierzące. To dobry czas na przekazywanie pamięci.
Kwestowanie na cmentarzach, nawiązujące do „Dziadów”, to moment, by ludzie znani – aktorzy, politycy, dziennikarze – dawali świadectwo dbałości o tradycję. Dobrze by było ponad podziałami politycznymi. Zbieranie datków na renowację starych pomników bierze się z przywiązania do naszej historii, pielęgnowania uczuć patriotycznych i ludzkiej wrażliwości. I tak na Starych Powązkach kwesta ma miejsce już po raz 52.
Algorytmy AI przygotowane są jednak do „podpowiadania”, że coś z tym świętem nie tak. „Przegląd AI informuje, że...” Krytyka uroczystości Wszystkich Świętych (1 listopada) oraz związanych z nim tradycji płynie z kilku różnych środowisk... itp. Zarzucają mu powierzchowność, komercjalizm, zalecając zmianę „modelu spędzania wolnego czasu”, zachęcając: „Coraz więcej osób – zwłaszcza młodszych – rezygnuje z tradycyjnego objazdu cmentarzy na rzecz odpoczynku, nadrabiania zaległości czy ucieczki od tłumów i jesiennej melancholii”.
A przecież duchowość przeciwdziała melancholii i jesiennej depresji i daje poczucie sensu. Powaga, smutek, tak jak i radość, są nieodzownym elementem dobrostanu w ujęciu eudajmonistycznym. Dobrostan to nie permanentny stan euforii i radowania się ze wszystkiego.
Wychodzenie od czasu do czasu ze strefy komfortu (np. w tłoku towarzyszącym wędrówce po cmentarzach) jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Kultywowanie świąt takich jak Wszystkich Świętych wzmacnia więzi społeczne, poczucie przynależności i wspólnotowości. Często jest też dobrą okazją dla rodzin, by spotkać się po uroczystościach na cmentarzach w domach, by powspominać bliskich, umacniać małe rodzinne wspólnoty...
I pewnie dlatego na przekór nowomodnej narracji jawi się prawdziwa rzeczywistość. Już cały tydzień poprzedzający Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny w całym kraju widać poruszenie przy cmentarzach i nekropoliach. Wszędzie ruch tak wielki, że tworzą się niebotyczne korki. Wielu rodaków odbywa w tym czasie naprawdę dalekie podróże, przemierzają setki kilometrów do miejsc, gdzie znajdują się ich groby rodzinne.
Żadne utrudnienia nie zniechęcają Polaków do odwiedzania i porządkowania grobów w tym właśnie okresie. Myśl ta zakorzeniona jest bardzo głęboko w sercach i umysłach.
Widać to na każdym cmentarzu: wygrabione liście, wypolerowane pomniki, zapalone znicze... Mija się osoby w różnym wieku, młodsze, szybko radzące sobie ze sprzątaniem i dekorowaniem mogił, oraz starsze, pochylone, powolnym krokiem przemierzające alejki i z wyraźnym trudem wykonujące czynności porządkowe. Widać wyraźnie, że mało który grób pozostaje zaniedbany, a nawet na tych zapomnianych przez wszystkich pojawią się skromne kwiaty i świece.
W trakcie wojaży po mieście, w drodze do cmentarzy, ujrzeć można gdzieniegdzie efekty zapożyczonego na 31 października radosnego Halloweenu. Rodziny rozsmakowane w tym gatunku wieszają na swoich płotach pajęczyny. Są też miejsca, np. w Gdańsku, na Jaśkowej Dolinie, gdzie właściciele posesji poczuli szczególną misję rozpowszechniania Halloweenu i od pewnego czasu wylewnie prezentują na płocie czaszki, kościotrupy, szkielety, kształtując gusta dorosłych i dzieciaków kochających zabawę.
A kochający dzieci, nie chcąc im psuć tej zabawy, uczestniczą więc w grze „cukierek albo psikus”.
Ważne, by późniejsza wyprawa na cmentarz z dzieciakami była dla nich dobrym przeżyciem, przykładem, lekcją uważności, miłości i bycia z rodziną.
Krytykowany za komercję handel, jak to handel, zarabia, ale i pomaga – zapewnia dostępność i wybór przeróżnych dekoracji świątecznych (halloweenowych jakby w tym roku mniej), chryzantem, stroików, wiązanek czy zniczy.
Dużo zmieniło się w możliwościach dekorowania grobów, a wspomnienia starszych pokoleń warte są opowiadania młodszym.
Wiele osób jeszcze pamięta, gdy dostępne były jedynie świece stołowe, które wkładano w ziemię w rabatach i nieustannie zapalało gasnące od podmuchów wiatru płomyki. Dzieci bawiły się cieknącym ciepłym woskiem... Wygodnym, choć nieekologicznym wynalazkiem okazały się solidne znicze z grubym knotem, dymiące tak, że nad cmentarzami unosił się prawdziwy smog, potrafiący zaczernić czapkę z białego lisa na głowie modlącej się nad mogiłą kobiety... Osoby odznaczające się tą pamięcią doceniają dzisiejsze niedymiące znicze, których światło tworzy piękną poświatę nad nekropoliami.
Mimo upływu czasu i różnych zmian pozostał pewien duch, a nawet żar w sposobie oddawania pamięci zmarłym. Jakby tradycja była silniejsza od różnych wdzierających się z impetem kultur, dla których Wszystkich Świętych i Zaduszki są nieznane lub nieistotne.
Duchowość, którą daje nam Święto 1 Listopada, to też coś, co niewypowiedziane, ale jest w nas, czy to w modlitwie, w obecności, czy refleksji nad życiem i śmiercią.
Joanna Formela